Kariera puszczona z dymkiem

Marta Piątkowska
11.08.2014 , aktualizacja: 02.09.2015 14:50
A A A
Czy palenie rzeczywiście zmniejsza wydajność w pracy?

Czy palenie rzeczywiście zmniejsza wydajność w pracy? (123RF)

Palisz? Przez nałóg możesz nie dostać pracy. Wszystko przez częste przerwy na papierosa, które pracodawcy kojarzą się z jednym - stratą czasu i pieniędzy
Choć o powszechnej dyskryminacji palaczy na rynku pracy mówić jeszcze nie można, to temat ich obniżonej produktywności wraca jak bumerang. Powód? Nikotynowy nałóg łatwo zamienić na liczby, statystyki i koszty. A te robią wrażenie.

Ostatnio o podsumowanie palaczy pokusili się eksperci z agencji doradztwa personalnego Work Service. Z ich szacunków wynika, że uzależnienie pracowników każdego dnia kosztuje firmy w Polsce łącznie nawet 33 mln zł. Skąd ta kwota? Przyjęto, że pali 30 proc. Polaków, czyli mniej więcej co trzeci pracownik. Co więcej, swojemu nałogowi oddaje się z zatrważającą regularnością, wychodząc na dymka raz na godzinę. Wypalenie papierosa zajmuje mu od 5 do 10 minut, czyli w ekstremalnym przypadku poświęca na to półtorej godziny. A to przekłada się na straty dla firm.

To niejedyny problem. Eksperci Work Service zwracają uwagę na często lekceważone koszty społeczne. Osoby uzależnione od nikotyny zwykle nawiązują relacje ze współpracownikami dotkniętymi podobnym nałogiem, więc ich spotkania mają charakter towarzyski, a nie zawodowy. Zatem przerwy na papierosa wiążą się nie tylko z kilkuminutową nieobecnością, ale również dodatkowym czasem, jaki pracownik musi przeznaczyć na powrót do poprzedniej wydajności.

Palacze: jesteśmy tak samo wydajni

Większość palaczy nie zgadza się z powyższymi zarzutami. - Wszyscy mamy określony zakres obowiązków, z których musimy się wywiązać w określonym czasie. Jeżeli idę na papierosa, to potem nie przesiaduję w kuchni, parząc kolejną kawę czy herbatę. Nie sprawdzam Facebooka co 5 minut, nie plotkuję przez telefon z przyjaciółką itd. Coś za coś - mówi Martyna. - Poza tym podczas palenia papierosów bardzo rzadko rozmawiam na prywatne tematy. Większość rozmów dotyczy spraw zawodowych. Nie liczyłam, ile rzeczy załatwiłam w tej półoficjalnej atmosferze dzięki pominięciom korporacyjnych procedur, ale na pewno było ich kilka - dodaje.

Czy pracodawcy wierzą w takie zapewnienia? Niekoniecznie.

- Coraz więcej średnich i dużych firm decyduje się na wdrożenie systemów kontroli czasu pracy. Popularne w korporacjach karty zbliżeniowe umożliwiające dostęp do biura, właśnie temu służą. Systemy rejestrują każde wyjście i wejście pracownika, wymuszając większą dyscyplinę - mówi Krzysztof Inglot, dyrektor działu rozwoju rynków w Work Service.

Takie rozwiązanie daje jednak złudne poczucie kontroli. Owszem, pracodawca wie, czy jego podwładni w danym momencie przebywali poza biurem i ile czasu im to zajęło, ale nie ma pojęcia, co robili ci, którzy do obijania się w pracy nie potrzebują opuszczać budynku. Co więcej, mogą ślęczeć godzinami przed komputerem, wyglądając na zapracowanych, w rzeczywistości nie realizując swoich obowiązków.

Plotki, kawka i prywatne telefony

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Sedlak & Sedlak, aż 69 proc. osób korzysta z internetu w celach prywatnych. 49 proc. robi sobie dodatkowe przerwy na posiłek, kawę czy herbatę. Wśród najczęściej pojawiających się odpowiedzi znalazły się również prywatne rozmowy telefoniczne (38 proc. badanych) oraz plotki (34 proc.).

Łącznie na wszystkie wymienione działania niemal 26 proc. pracowników poświęcało od 4 do 5 godzin tygodniowo. Kolejne 25 proc. - 2-3 godziny. Rekordziści - 20 proc. badanych - oszacowali, że na sprawy osobiste przeznaczają więcej niż 10 godzin tygodniowo.

Skoro w zasadzie idealny pracownik nie istnieje i wszyscy na swój sposób marnujemy czas i pieniądze firmy, czemu to palacze zwracają na siebie największą uwagę? Otóż posiadanie w zespole osób uzależnionych od nikotyny nakłada dodatkowe obowiązki na pracodawców, takie jak chociażby konieczność wydzielenia specjalnej strefy dla palących, w której będzie można palić zgodnie z prawem. Zakład pracy jest miejscem publicznym, dlatego jest to konieczne. Istnieje też szereg stanowisk, na których niewskazane jest zatrudnienie osoby uzależnionej od nikotyny. Do tego typu profesji należą: obsługa klienta, praca w halach produkcyjnych, w których obowiązuje system pracy w ruchu ciągłym, praca z małymi dziećmi (np. w przedszkolach), czy praca w miejscach z całkowitym zakazem palenia (np. na stacji benzynowej).

To główne powody, dla których podczas rozmowy o pracę możemy usłyszeć pytanie "Czy pali pan/pani papierosy?".

Warto dodać, że potencjalny problem z dostaniem pracy to jeden z najłagodniejszych skutków palenia. Jeden palacz na czterech skraca swoje życie o 20 lat. Trzy podstawowe grupy zaburzeń związanych z paleniem to: choroby nowotworowe, niewydolność płuc i choroba wieńcowa serca. Dopiero 10 lat od rzucenia palenia odnotowuje się znaczące zmniejszenie zagrożenia nowotworem.



Zobacz także