Brytyjczycy pracują mniej niż chcą

bsn
30.11.2012 , aktualizacja: 30.11.2012 14:46
A A A
Londyn Harrods / shutterstock

Londyn Harrods / shutterstock (Londyn Harrods / shutterstock)

Wskutek kryzysu Brytyjczycy zmuszeni są imać się prac tymczasowych lub pracować mniej niż by chcieli.
Jak wynika z najświeższych danych Narodowego Biura Statystycznego (Office for National Statistics) na wyspach brytyjskich grono osób pracujących krócej niż chcą i mogą zwiększyło się o milion osób. Underemployment, czyli zjawisko niewłaściwego "wykorzystania" w pracy staje się istotnym, choć nieco przemilczanym problemem w Wielkiej Brytanii. Jako takie NBS klasyfikuje m.in. osoby, które mają zatrudnienie, ale w ciągu dwóch tygodni gotowe są pracować w dłuższym wymiarze czasowym. Niedawno NBS chwalił się bardzo dobrymi informacjami dotyczącymi bezrobocia. W październiku, i był to trzeci miesiąc obniżania tego wskaźnika, wyniosło ono 7,9 proc. Faktem jest jednak, że tak dobry wynik jest częściowo efektem tego, że zmęczeni kryzysem Brytyjczycy decydowali się na pracę w niepełnym wymiarze czasowym.

Liczba osób zatrudnionych w niezadowalającym wymiarze czasowym wzrosła gwałtownie wraz z rozkwitem kryzysu. Między 2000 a 2008 rokiem w Wielkiej Brytanii było około 2 mln osób pracujących w ten sposób, jednak między 2008 a 2012 liczba ta wzrosła o połowę. Dziś to 3,05 mln osób, co stanowi dokładnie 10,8 proc. brytyjskiej siły roboczej. Sporą część tej liczby stanowią pracownicy, którzy dopiero zaczynają pracę lub starali się wrócić na rynek pracy po okresie nieaktywności zawodowej związanej np. z wychowaniem dzieci. Na ogół znajdowali oni wyłącznie oferty pracy tymczasowej. Jak wynika z innych danych NBS, co czwarty Brytyjczyk pracujący tymczasowo chciałby pracować na pełny etat. Dla porównania tylko co 20. zatrudniony na etacie chciałby redukcji godzin.

Jak podaje "The Guardian", najwięcej osób pracujących w niezadowalającym wymiarze czasowym jest m.in. wśród sprzątaczek i robotników. Cytowany przez dziennik Brendan Barber, sekretarz generalny Centrali Związków Zawodowych (TUC) przyznaje, że przyjęcie każdej pracy, nawet w niepełnym wymiarze czasowym i gorzej płatnej, było pragmatyczną odpowiedzią jego rodaków na kryzys. Dodaje jednak: - Fakt, że liczba takich osób stale się powiększa, pokazuje, jakie trudności mamy z wyjściem z kryzysu i jak wrażliwy jest rynek pracy. Ponad to Barber podkreślił, że praca w niezadowalającym wymiarze czasowym może poważnie utrudnić rozwój kariery zawodowej w dłuższej perspektywie. Zaapelował także o "porządne" inwestycje w miejsca pracy, po to, by praca w pełnym wymiarze czasowym była dostępna dla każdego, kto jej chce.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX