Czy Polacy rzeczywiście zabierają Brytyjczykom pracę?

Katarzyna Kozak
10.03.2014 , aktualizacja: 10.03.2014 12:32
A A A
Brytyjski premier David Cameron

Brytyjski premier David Cameron (Fot. STRINGER/SRI LANKA / REUTERS)

Na tle krajów Europy Wielka Brytania nadal cieszy się największą popularnością wśród osób poszukujących pracy za granicą. Jednak Brytyjczycy nie do końca się z tego cieszą
Z najnowszych danych brytyjskiego urzędu statystycznego wynika, że imigracja netto na Wyspy za 12 miesięcy do końca września 2013 r. wzrosła o 212 tys. osób. Rok wcześniej przybyło tam 154 tys. imigrantów. Na sytuację nie wpłynęło nawet otwarcie rynku pracy w Niemczech. Według danych Eurostatu w 2011 roku na Wyspy przyjechało 566 tys. imigrantów, tymczasem do "otwartych" Niemiec - niecałe 490 tys.

Antyimigracyjna nagonka

Niesłabnące zainteresowanie pracą i życiem na Wyspach spotyka się z coraz większą niechęcią brytyjskiego rządu oraz mediów. Nagonka zaczęła się od styczniowej wypowiedzi premiera Davida Camerona o świadczeniach na dzieci mieszkające w Polsce. Temat imigracji komentują ministrowie, np. Sekretarz Stanu Theresa May twierdzi, że z powodu przyjazdu każdej setki imigrantów 23 Brytyjczyków nie może znaleźć lub zatrzymać pracy. Sam David Cameron już w 2011 r., czyli kiedy objął rząd, obiecał, że zredukuje wskaźnik migracji do "dziesiątek tysięcy".

Obecnie premier toczy formalną walkę z Brukselą, której stawką są ograniczenia w dostępie do świadczeń socjalnych dla imigrantów z Unii Europejskiej. Jednak te działania skazane są na niepowodzenie, ponieważ uderzają w zasady swobodnego przemieszczania i systemu zabezpieczenia społecznego, które obowiązują na terenie Wspólnoty. Jedynym sposobem wprowadzenia zmian byłoby wystąpienie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Wszystko przez wybory?

Centrum Badań i Analiz Migracyjnych przy University College London monitoruje wpływ migracji na brytyjską gospodarkę i regularnie publikuje raporty na ten temat. Wynika z nich, że imigranci więcej zostawiają w brytyjskim budżecie niż z niego wyciągają w postaci świadczeń socjalnych. Ostatnie badanie z końca 2013 r. pokazuje, że imigranci z EOG odprowadzili do brytyjskiego budżetu o 34 proc. więcej pieniędzy, niż pobrali. Całościowo wypadają o wiele lepiej niż cudzoziemcy spoza EOG, a także sami Brytyjczycy, którzy wnieśli do budżetu o 11 proc. mniej, niż otrzymali w ramach zasiłków.

Brytyjski rząd wydaje się nie widzieć tych pozytywnych informacji, a nawet jeśli dysponuje dokumentem, który je potwierdza, wstrzymuje jego upublicznienie. Tak było z raportem przygotowanym przez ministerstwa spraw wewnętrznych oraz biznesu. Ujrzał on światło dzienne dopiero w czwartek 6 marca, po wcześniejszych spekulacjach dziennikarzy BBC. Wynika z niego, że imigranci nie mają negatywnego wpływu na brytyjski rynek pracy i nie zabierają pracy Brytyjczykom.

Z sondażu przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego przeprowadzonego przez YouGov wynika, że na rządzącą obecnie Partię Konserwatywną zagłosowałoby 23 proc. wyborców. To o 3 proc. mniej niż na Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) słynącą z antyimigracyjnych i antyeuropejskich przekonań. Niewykluczone, że swoimi hasłami uderzającymi w cudzoziemców premier David Cameron chce przejąć wyborców UKIP.

Reakcja imigrantów

24 lutego ponad 500 rodaków protestowało przed siedzibą premiera na Downing Street 10. Protest połączony był z wręczeniem petycji podpisanej przez 2,5 tys. osób. Jej autorzy domagali się od Davida Camerona, aby wyjaśnił brytyjskiemu społeczeństwu, że płacący podatki Polacy są uprawnieni do takich samych świadczeń socjalnych jak inni podatnicy.

Polacy na Wyspach pracują, zakładają firmy i tworzą miejsca pracy. Z najnowszego raportu ośrodka badawczego Centre for Entrepreneurs wynika, że prawie pół miliona osób ze 155 krajów osiedlonych w Wielkiej Brytanii rozpoczęło działalność gospodarczą. Tym samym stworzyli 14 proc. wszystkich miejsc pracy w UK. W zestawieniu Polacy znaleźli się na szóstym miejscu.

Maciej Bator, koordynator kampanii VOTE! zachęcającej Polaków do głosowania w UK:

- Paradoksalnie nagonka na Polaków przysłużyła się polonijnym środowiskom w Wielkiej Brytanii. Zaczęli się angażować. Przykładem jest lutowy protest pod siedzibą premiera, a także zwiększona liczba maili, które przychodzą do organizacji VOTE! z zapytaniami o wybory. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że mają tutaj obowiązki, ale też i prawa - mogą głosować w wyborach lokalnych oraz do Parlamentu Europejskiego. I zaczynają z tego korzystać. Brakuje im jednak wiedzy o programach lokalnych partii. Uważam, że nie można bazować na jednej negatywnej wypowiedzi Davida Camerona, bo jeśli UKIP dojdzie do władzy, to sytuacja Polaków w Wielkiej Brytanii może być dużo gorsza niż obecnie.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX