Trudniej wrócić niż wyjechać?

Marta Piątkowska
09.02.2015 , aktualizacja: 14.03.2016 14:38
A A A
Lotnisko Chopina

Lotnisko Chopina (Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta)

Kiedy przeszło trzy lata temu Agnieszka pakowała walizki, w głowie miała jedną myśl - "to potrwa rok, nie dłużej". Dziś już wie, że decyzja o powrocie będzie trudniejsza, niż zakładała. Z niezależnie przeprowadzanych sond i badań wynika, że nawet połowa emigrantów w najbliższym czasie nie ma zamiaru wracać do Polski.
Powodów jest wiele, ale najczęściej padają argumenty o wyższych zarobkach, ułożeniu sobie życia w kraju emigracji, założeniu rodziny z obcokrajowcem czy posłaniu dzieci do tamtejszej szkoły.

W badaniu przeprowadzonym przez NBP emigranci przyznali wprost - moglibyśmy wrócić, ale pod warunkiem, że dostaniemy 6 tys. zł na rękę. Na razie - mówiąc delikatnie - to niemożliwe. Pensje tej wysokości zarabiają w Polsce nieliczni. Jak wynika z V edycji raportu KPMG pt. "Rynek dóbr luksusowych w Polsce", w 2013 roku dochodem powyżej 7,1 tys. zł brutto (5 tys. na rękę) cieszyło się 832 tys. osób. Według prognoz KPMG do końca 2014 roku ich liczba miała wzrosnąć do 878 tys. Biorąc pod uwagę, że aktywnych zawodowo jest ok. 16 mln Polaków, najzamożniejsi stanowią zaledwie ok. 5 proc. pracujących.

Właśnie dlatego obawa przed znalezieniem dobrze płatnej pracy jest silniejsza niż pozytywne informacje o malejącym bezrobociu i ożywieniu rynku pracy w Polsce.

Agnieszka od trzech lat mieszka w Bukareszcie. - Tutaj nie ma umów cywilnoprawnych, nieważne, ile masz lat, dostajesz etat. Zarabiam 4,5 tys. lej, co jest mniej więcej równe pensji w złotówkach. Mam 25 lat. Nie wiem, czy w Warszawie z licencjatem z politologii i biegłym angielskim dostałabym taką ofertę. A nawet jeśli, to tutaj koszty życia są o jedną trzecią niższe, począwszy od najmu mieszkania poprzez transport publiczny. Tęsknię za rodziną, ale doceniam fakt, że nie muszę się zastanawiać, czy starczy mi do pierwszego - mówi.

Z problemu zdają sobie sprawę ekonomiści i demografowie, którzy od lat powtarzają, że jeżeli młodzi będą wyjeżdżać, to owszem, będzie im się żyło lepiej, a krajowe statystyki bezrobocia zaczną spadać, ale za kilkanaście lat będziemy mieli prawdziwy problem związany ze starzeniem się społeczeństwa.

Pomysłów na to, jak zatrzymać młodych w kraju, niestety brakuje. Na to, jak ich sprowadzić, również. Powstałe programy zachęcające do powrotu skupiają się głównie na zmniejszeniu biurokracji i łatwiejszym rozliczaniu kwestii podatkowych.

Tymczasem wciąż i niezmiennie głównym powodem wyjazdów są pieniądze. Kalkulacja jest prosta. W grudniu średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło w Polsce 4379 zł brutto. To około 3100 zł na rękę. Na pytanie, czy to dużo, czy mało, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Wiadomo jednak, że o takiej kwocie co miesiąc wpływającej na konto ok. 60 proc. z nas może tylko pomarzyć, bo zarabia mniej, niekiedy dużo mniej.

Młodzi nie mają złudzeń co do poziomu życia, jaki udaje się uzyskać dzięki takim dochodom. Od dziecka obserwowali zmagania rodziców. Kupowanie lodówki na kredyt, polowanie na promocje, wakacje raz na dwa lata, o ile w ogóle. Remont ciągnący się latami, bo pomieszczenia odświeża się na raty.

- Może ktoś pomyśli, że to głupie, ale wyjechałem do Londynu, bo od zawsze chciałem mieć bmw, a w rodzinnym Rzeszowie musiałbym na nie tyrać do emerytury. Mój ojciec nigdy nie miał nowego samochodu. Nigdy nie kupił nawet takiego, jaki mu się podoba. Zawsze wybierał najlepszą relację jakości do ceny. Ja tak nie chcę - opowiada Maciek, który od dwóch lat pracuje w Londynie jako roznosiciel kanapek. Dwa weekendy w miesiącu jest barmanem. Obliczył, że na wymarzony samochód odłoży do końca 2015 roku. I będzie go stać na to, żeby tankować do pełna. O powrocie nie myśli.



Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX