Portugalczycy wracają do byłych kolonii, po pracę

bsn, pap
16.02.2015 , aktualizacja: 29.09.2015 10:47
A A A
Lizbona - miasto nad rzeką Tag. Położone na siedmiu wzgórzach zachwyca o każdej porze roku

Lizbona - miasto nad rzeką Tag. Położone na siedmiu wzgórzach zachwyca o każdej porze roku (Fot. Shutterstock)

Angola i Mozambik to główne kierunki emigracji zarobkowej wykwalifikowanych Portugalczyków. Do tych byłych portugalskich kolonii w Afryce, za chlebem wyjeżdża co roku niemal 25 tys. Portugalczyków
Wyjazdy zarobkowe z dotkniętej kryzysem Portugalii nie są niczym nowym. Portugalczycy zaczęli masowo opuszczać kraj i szukać lepszego jutra w byłych koloniach już w 2008 roku. Zaskakuje za to fakt, że po 7 latach dynamika emigracji wcale nie spada. Angola nadal potrzebuje tysięcy wykwalifikowanych pracowników. Zatrudniają ich głównie koncerny międzynarodowe, coraz śmielej inwestujące w Angoli. Skala zjawiska jest bardzo duża. Szacuje się, że tylko w ciągu ostatnich czterech lat wyjechało tam ponad 80 tys. Portugalczyków. Średnio, 20 tys. rocznie. Do Angoli przyjeżdżają głównie mężczyźni.

Krytykowana emigracja

Gdzie pracują emigranci zarobkowi? Działające w Angoli, i innych byłych portugalskich koloniach, firmy najczęściej poszukują inżynierów budowlanych, informatyków, serwisantów maszyn i urządzeń, a także specjalistów z branży paliwowej i bankowości.

Poza Angolą stosunkowo duży odsetek Portugalczyków udaje się też do Mozambiku. W tej byłej portugalskiej kolonii jest ich już ponad 30 tysięcy.

Zjawisko nasilonej imigracji zarobkowej jest krytykowane przez część afrykańskich ekspertów, według których przybysze zabierają pracę miejscowej ludności. Zdaniem angolskiego ekonomisty Alvesa da Rochy polityczne elity Portugalii nie robią nic, aby powstrzymać masową ucieczkę swoich młodych specjalistów. - Lizbona spokojnie przygląda się odpływowi wykwalifikowanej siły roboczej, niepotrzebnej w ojczyźnie. Eksportuje do Angoli swoje bezrobocie, licząc, że w ten sposób uda się jej pokonać kryzys. My tymczasem sami mamy problem z blisko 30-procentowym bezrobociem - ocenił da Rocha.

Po pracę do Afryki

Wyjazd do Afryki jest dla wielu Portugalczyków receptą na bezrobocie, które w ich ojczyźnie wynosi 15 proc. Przyznają, że ich pensje na Czarnym Lądzie nie odbiegają znacząco od tego, co zarabiali w ojczyźnie przed utratą pracy. Najbardziej poszukiwani inżynierowie budownictwa otrzymują zwykle od 1200 do 2000 euro. Ich wydatki na codzienny transport do pracy i opłaty za mieszkanie z reguły pokrywają pracodawcy.

Manuel Brito, 40-letni emigrant z Lizbony, przyznaje, że zdecydował się na wyjazd do Luandy, bo jego portugalski pracodawca planował zwolnienia. Jedyną ochroną przed utratą pracy był wyjazd do tworzonego w tej byłej kolonii przedstawicielstwa.

- Nie zastanawiałem się długo nad propozycją. Muszę utrzymać żonę i sześcioletniego syna, a na rodzimym rynku nie miałbym szans na szybkie zatrudnienie. Tutaj koncentruję się jedynie na pracy, mimo że nie zarabiam fortuny. Brak życia prywatnego pomaga mi skupić się na karierze zawodowej - komentuje Brito, który na co dzień odpowiada za serwis maszyn budowlanych.

Tymczasem Ines Espirito Santo z Centrum Badań i Studiów Socjologicznych w Lizbonie (CIES) przyznaje, że aktualnie zarówno Angola, jak i Mozambik znajdują się wśród głównych kierunków wyjazdów zawodowych Portugalczyków. - Jednym z ułatwień w pracy w tych byłych afrykańskich koloniach jest wspólnota języka i historii - dodaje.

Trudne życie na obczyźnie

Większość emigrantów zarobkowych wyrusza do Angoli i Mozambiku bez rodzin z obawy o wysoki poziom przestępczości. Ich obawy poniekąd są słuszne, bo często sami są ofiarami pobić, wymuszeń i szantażu. Rocznie, średnio, miejscowi przestępcy napadają kilkuset Portugalczyków. Nawet kilkunastu z nich traci życie - wynika z policyjnych statystyk. Emigranci nierzadko popadają też w depresję i nałogi.

- Podczas mojego blisko dwuletniego pobytu w Angoli zobaczyłem niewiele. Moje życie ogranicza się tu do pracy. Po zakończeniu zmiany udaję się bezpośrednio do domu, który na szczęście jest oddalony o pięć minut od mojej firmy - mówi Manuel Brito.

Zdominowana przez mężczyzn emigracja ma też inne problemy. - Większość z nich po kilkuletnim pobycie na obczyźnie osłabia więzi z pozostawioną w kraju rodziną. 80 proc. znanych mi rodaków ma w Angoli kochanki lub żyje w związku z miejscowymi kobietami, z którymi zazwyczaj mają dzieci. Tylko nieliczni zainteresowani są powrotem do swej portugalskiej rodziny - dodaje Brito.

Podziel się z nami opinią o tym artykule



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX