Za granicę po pieniądze i przygodę

Michał Świech
01.07.2010 , aktualizacja: 09.08.2010 12:02
A A A Drukuj
Gdziekolwiek, byle za granicę? Czasy, w których praca sezonowa poza Polską była opcją pewną i gwarantującą niezły zarobek to przeszłość. Dziś trzeba wybierać miejsce docelowe ostrożnie i z głową.
Ogromne bezrobocie w Hiszpanii czy nacjonalistyczne nastroje w Wielkiej Brytanii do wyjazdów sezonowych nie zachęcają. Na Półwyspie Iberyjskim bezrobocie wynosi obecnie prawie 20 proc. Statystyki Eurostatu nie pozostawiają zresztą wątpliwości - w innych krajach o pracę jest również trudniej niż kilka lat temu. W Wielkiej Brytanii bezrobocie wynosi prawie 8 proc., w Irlandii - 13,2 proc. Nawet w uważanej za stabilną i popularnej wśród wyjeżdżających Polaków Szwecji bez pracy pozostaje ponad 9 proc. obywateli.

Zmiana kierunku

Przed wyjazdem do pracy sezonowej po statystyki pokazujące poziom bezrobocia w ich grupie wiekowej powinny sięgnąć zwłaszcza osoby młode. W Hiszpanii, kraju-rekordziście, bez pracy jest co czwarta osoba w wieku od 18 do 24 lat, w Szwecji - co piąty, a w Wielkiej Brytanii co szósty. Stosunkowo nieźle jest w Irlandii, gdzie poziom bezrobocia wśród młodych jest równy ogólnej stopie bezrobocia.

Jak statystyki przekładają się na rzeczywistość? Według Artura Ragana z agencji Work Express są chętni na wyjazdy zagraniczne. Problem w tym, że mniej niż w poprzednich latach jest ofert pracy. - W krajach takich jak Włochy czy Hiszpania pracy sezonowej jest zdecydowanie mniej - przyznaje. Wszystko przez kryzys. - Tamtejsi rolnicy, którzy zatrudniali pracowników z Polski teraz wolą poszukać kogoś na miejscu. Dodatkowo w Hiszpanii nastąpiło załamanie w budownictwie, a to właśnie w tej branży najczęściej pracowali nasi pracownicy sezonowi - tłumaczy.

Nie jest dobrze także na Wyspach Brytyjskich. Artur Ragan potwierdza spadek ofert z Wielkiej Brytanii. - To także wynik kryzysu - mówi. Jego zdaniem wielu brytyjskich pracodawców, zwłaszcza tych mniejszych, działających w miasteczkach, znajduje się pod presją - Wolą zatrudnić bezrobotnych Anglików, żeby nie narazić się na ostracyzm ze strony lokalnej społeczności - komentuje.

Zdaniem Gabrieli Jabłońskiej z serwisu rynekpracy.pl kierunki emigracji raczej nie ulegną zmianie. W jej opinii duże znaczenie przy wyborze kraju docelowego będzie miała znajomość używanego w nim języka oraz relatywnie mocna waluta. - Wysokie bezrobocie na pewno zniechęci część młodych ludzi do wyjazdu, szczególnie tych, którym zależy na pracy w zawodzie - uważa jednak Jabłońska - Nie wpłynie jednak istotnie na zainteresowanie pracą sezonową - dodaje.

Fachowiec potrzebny od zaraz

Są jednak takie kierunki, które niosą nadzieję na zarobek. Należy do nich Holandia, od lat popularna wśród Polaków, a także Skandynawia. - Norwegia staje się coraz popularniejszym kierunkiem wyjazdów - mówi Ragan. Dlaczego? Bo pensje są tam wysokie, a popyt na pracowników nie maleje. Ważne jednak, żeby pamiętać o tym, że naprawdę dobre oferty czekają na pracowników wyspecjalizowanych - Proszę mi dać telefon do spawacza z angielskim i podstawami norweskiego, a dostanie pracę już dziś - zapewnia. Niewykwalifikowani pracownicy są w znacznie gorszej sytuacji.

Problem w tym ,że taka sytuacja jest udziałem sporej grupy wyjeżdżających. - Większość Polaków wyjeżdżających do pracy sezonowej podejmuje się zajęć wymagających niskich kwalifikacji, takich jak praca w rolnictwie, pomoc w domu, opieka nad dzieckiem czy malowanie/dekorowanie mieszkań - przyznaje Gabriela Jabłońska z serwisu rynekpracy.pl. - Jest to praca najmniej płatna, której nie chcą zazwyczaj wykonywać rodowici mieszkańcy - dodaje. Jednak jej zdaniem zapotrzebowanie na proste zawody, niezależnie od ogólnego poziomu bezrobocia będzie wysokie. - Przykładowo w Wielkiej Brytanii praktycznie wcale nie funkcjonują żłobki czy przedszkola - dzieci po prostu "skazane" są na opiekunkę-imigranta - uważa Jabłońska.

Gdzie jeszcze można liczyć na pracę? Pielęgniarki, pracownicy branży ogrodniczej powinni poszukać zajęcia w Belgii lub Holandii. W Niemczech poszukiwani są opiekunowie osób starszych. W Norwegii pracę znajdzie mechanik samochodowy, blacharz samochodowy czy lakiernik. Nowością na rynku pracy sezonowej są oferty dla dekarzy, zawodu do niedawna uważanego za schyłkowy. - Rozwój technologii solarnych i dopłaty oferowane przez rządy sprawiły, że jest to jeden z najdynamiczniejszych rynków - mówi Artur Ragan. Montować solary, ale również pracować przy innych urządzeniach związanych z zieloną energią, można we Włoszech, Francji, Niemczech czy Belgii.

W stosunkowo dobrej sytuacji są studenci. Po pierwsze, dlatego że przepisy pozwalają im podejmować pracę na warunkach korzystniejszych dla pracodawców niż w przypadku zwykłych pracowników. Po drugie, ponieważ na rynku dostępnych jest coraz więcej programów, które umożliwiają im podjęcie ciekawej i pewnej pracy za granicą. Dzięki temu są w stanie połączyć zarobek i naukę zawodu. Coraz częściej też w podejmowaniu takiej pracy pośredniczą uczelnie.

Po naukę, pieniądze i przygodę

Tak dzieje się w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej z Katowic. Jak mówi Barbara Jałmużniak z działu współpracy z zagranicą, uczelni chodzi o umożliwienie studentom zdobycia doświadczenia zawodowego. - Studenci mogą skorzystać z różnorodnych ofert praktyk zagranicznych m.in. z programu, który prowadzimy wspólnie z hiszpańskimi organizacjami turystycznymi - mówi Jałmużniak - W ramach tej współpracy np. student kierunku turystyka znajduje ofertę płatnych praktyk w jednym z hiszpańskich hoteli i - jeśli zostanie zaakceptowany - jedzie na praktykę.

Do tej pory, tylko z tego programu skorzystało kilkudziesięciu studentów. Dla nich taki wyjazd jest wyjątkowo atrakcyjny - kieszonkowe wynosi od 300 do 500 euro miesięcznie, przy czym pracodawca zapewnia mieszkanie i wyżywienie a nieraz również i transport na miejsce. Zdaniem Barbary Jałmużniak kryzys gospodarczy w Hiszpanii nie pogorszył sytuacji polskich studentów. Przeciwnie, ze względu na niższe koszty dla pracodawcy ich pozycja na rynku jest nawet lepsza.

Na specjalne programy mogą liczyć także ci studenci, którzy zdecydują się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Camp America i Work & Travel funkcjonują od lat, jednak dziś cel wyjazdu jest zupełnie inny niż jeszcze kilka lat temu. - Zainteresowanie jest spore, ale tendencja studentów się zmieniła, priorytetem wyjazdu nie są już pieniądze, a chęć poznania tego kraju, dlatego w tym roku największym powodzeniem cieszyły się prace nie ze względu na wysokość zarobków a na lokalizację - przyznaje Sebastian Jadczak, kierownik działu pracy w USA w firmie Foster. Przywołuje przykład dwóch stanów, do których mogli jechać studenci: Kalifornii i Maine. O ile stanowiska w tym pierwszym rozeszły się w ciągu dwóch dni, w drugim czekały na chętnych prawie dwa miesiące.

Chociaż studenci jadą do Stanów Zjednoczonych głównie z ciekawości, to jednak nadal mogą trochę zarobić. - Stawki są wszędzie do siebie podobne, różnicuje je jedynie stawka minimalna która w wielu stanach nie istnieje. Średnio jednak student który nie pracuje z napiwkami zarabia od 8-10 USD na godzinę. Praca z napiwkami to niższa stawka 2.75 - 6 USD w zależności od stanu - wyjaśnia Jadczak.

Trzeba jednak pamiętać, że amerykański sen wiąże się z poważnymi, jak na studentów, inwestycjami. - Nasz program kosztuje średnio około 1950 PLN plus oplata za wizę i bilet lotniczy (posiadamy jedna z najniższych cen programu) to ile można zarobić to pojęcie względne i zależy od tego czy uczestnik jedzie do pracy czy na wakacje oraz od tego który raz bierze udział w programie - wyjaśnia Jadczak.

Sprawdzić dwa razy

Niezależnie od tego, czy za granicę jedzie student czy doświadczony pracownik powinien zadbać o swoje bezpieczeństwo. Przede wszystkim - zacząć szukać zajęcia jeszcze w Polsce. - Wyjazd bez wcześniejszego przygotowania to proszenie się o kłopoty - uważa Artur Ragan.

Chętny do pracy sezonowej powinien wiec przeglądać ogłoszenia już w kwietniu, a nawet w marcu. Będzie mieć dostatecznie dużo czasu na wybór najlepszej oferty czy znalezienie mieszkania na miejscu. Ważne jest też sprawdzenie agencji pośrednictwa pracy. - W Holandii działa wiele jednoosobowych firm, które nie mają licencji, nie podpisują umów o pracę ani pośrednictwo - ostrzega Ragan. Jedynym efektem współpracy z taką agencją będzie strata pieniędzy. W najlepszym wypadku.

Polskie prawo tymczasem dość dokładnie określa jak powinna działać agencja pośrednictwa pracy. Legalny pośrednik wpisany jest do ministerialnego rejestru i jeśli zależy mu na udowodnieniu własnej wiarygodności numer licencji podaje przy ogłoszeniu o pracę. Takie agencje kontrolowane są przez PIP, którego inspektorzy dość sprawnie radzą sobie z wykrywaniem nadużyć.

Jeśli ktoś chce mieć więcej pewności, powinien skorzystać z najlepszej metody - zapytać znajomych, którzy za granicą już pracowali. Oni wiedzą, czy z konkretnym pracodawcą współpracowało im się dobre, czy nie. Mogą mieć adresy konkretnych firm, poszukujących ludzi, kontakty do wynajmujących mieszkania. - Dobrze jest korzystać z cudzego doświadczenia - zachęca Artur Ragan.

Zobacz także