Brytyjczycy dyskryminowani przez Polaków

Katarzyna Kozak
14.03.2016 , aktualizacja: 11.03.2016 19:40
A A A

fot. Jose Maria Cuellar / bit.ly/1TOw8EM / CC BY-SA 2.0

Oferty pracy z wymogiem znajomości języka polskiego lub języków innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej stały się pożywką dla zwolenników Brexitu, czyli odłączenia Wielkiej Brytanii od Unii Europejskiej.
Universal Jobmatch to wyszukiwarka ogłoszeń o pracę, założona z inicjatywy brytyjskiego ministerstwa pracy i emerytur. Wśród kilkudziesięciu tysięcy ofert zatrudnienia znalazło się kilkaset takich, w których pracodawcy wymagają od kandydatów znajomości języka polskiego lub innych języków wschodnioeuropejskich.

Oczywiście pracodawcy czy agencje pracy mogą wymagać od kandydatów znajomości obcego języka, jeśli jest to konieczne w danym zawodzie. Kontrowersje natomiast wzbudzają oferty pracy, w których język polski czy rumuński jest niezbędny przy ubieganiu się o stanowisko ochroniarza, sprzątaczki, czy asystenta nauczyciela - a przy takich właśnie zawodach pojawiał się ten wymóg. Tematem zajął się dziennik "Daily Express", a za nim podchwyciły go brytyjskie media, podkreślając, że mamy tutaj do czynienia z dyskryminacją bezrobotnych Brytyjczyków, na dodatek w swoim własnym kraju.

Od oferty do krytyki rządu

Jako przykład posłużył 52-letni były żołnierz John Duffy z Woking. Bezrobotny mężczyzna poszukiwał pracy przy robotach wykończeniowych, ale w ogłoszeniu, które go zainteresowało, wymagano od kandydata biegłej znajomości języka polskiego. Duffy chciał wyjaśnić tę sytuację z doradcą z urzędu pracy, a ten odesłał go do agencji pracy, która umieściła ofertę i doradził, aby tam złożył reklamację. Mężczyzna zrezygnował i powiedział dziennikarzom, że ma dość. - Jestem bardzo rozczarowany takim obrotem spraw i czuję się, jakbym walił głową w mur. To bardzo niszczące w mojej sytuacji - komentował.

Temat szybko trafił na podatny grunt jako argument w ogólnokrajowej dyskusji na temat Brexitu. Po tym, jak premier David Cameron zapowiedział na 23 czerwca referendum w sprawie dalszego członkostwa w UE, w kraju ostro ścierają się dwa stanowiska - pozostania we Wspólnocie na nowych zasadach wynegocjowanych przez Camerona w Brukseli i opuszczenia UE. Zwolennikami pierwszej jest sam premier i większość rządu, a najgłośniejszymi przeciwnikami - szef UKIP Nigel Farage oraz coraz częściej sami Konserwatyści, np. burmistrz Londynu Boris Johnson. Zarzucają oni Davidowi Cameronowi m.in. to, że nie spełnił swoich obietnic wyborczych i nie ograniczył napływu imigrantów do Wielkiej Brytanii, przez co dochodzi na przykład do takich sytuacji, że Brytyjczyk nie może znaleźć pracy w swoim państwie, ponieważ nie zna języka polskiego.

Jeszcze na początku rządów w poprzedniej kadencji premier obiecał, że zmniejszy napływ imigrantów do dziesiątek tysięcy rocznie, a tymczasem tendencje są zupełnie odwrotne. Z danych biura statystycznego wynika, że w okresie od marca 2014 do marca 2015 roku sięgnął on 330 tys. i pobił rekord z 2005 roku, kiedy miała miejsce największa fala imigracji na Wyspy.

Polityczne przepychanki

Na dyskryminację Brytyjczyków na rynku pracy wskazuje eurodeputowana UKIP Jane Collins. Podkreśla, że przepisy UE zabraniają jawnej dyskryminacji pracowników, czyli nikt nie może podać w ofercie o pracę, że zatrudni przedstawiciela danego państwa. - Zamiast tego widzimy konieczność posługiwania się językiem obcym w pracy w Wielkiej Brytanii. Moim zdaniem to czysta dyskryminacja brytyjskich robotników, którzy cierpią przez to, że otworzyliśmy drzwi całej Europie Wschodniej w 2004 roku - mówi.

Wtóruje jej inny zwolennik Brexitu, poseł Partii Konserwatywnej Philip Hollobone. - Co się stało z brytyjskimi miejscami pracy dla brytyjskich pracowników? Jeśli przeciętne stanowisko pracy może być osadzone wyłącznie przez osobę mówiącą językiem wschodnioeuropejskim, to jest to skandal! Ta sytuacja wymknęła się spod kontroli. Jedynym sposobem, aby zatrzymać to szaleństwo, jest głosowanie w referendum za opuszczeniem Unii Europejskiej. To nasza jedyna szansa - podkreśla.

Jeszcze dalej w krytyce posunął się wspomniany Nigel Farage. Szef UKIP uważa, że to "farsa nie do przyjęcia". - To oczywiste, że członkostwo Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej ma druzgocący wpływ na życie i perspektywy zwykłych brytyjskich pracowników - komentuje.

Dziennikarze "Daily Express" zwrócili się do ministerstwa pracy i emerytur, odpowiedzialnego za portal Universal Jobmatch, z pytaniem o całkowitą liczbę ogłoszeń, w których stawia się kandydatom wymagania znajomości języka polskiego lub innych wschodnioeuropejskich. Ministerstwo nie było w stanie udzielić odpowiedzi w tej sprawie, ale po kilku dniach zajęło stanowisko. Rzecznik ministerstwa obiecał, że urzędnicy przyjrzą się ogłoszeniom publikowanym w rządowym serwisie i w razie naruszenia prawa będą interweniować. - Obecnie 9 na 10 pracowników w UK to Brytyjczycy, a stopa zatrudnienia w kraju jest rekordowo wysoka. Pracodawcy mogą umieszczać w ofertach pracy wymóg znajomości języka obcego, ale pod warunkiem, że jest on niezbędny do wykonywania w pracy i nie łamie prawa równości - podkreślił.

Przykładowe ogłoszenia, które znalazły się na Jobmatch Universal:

* oferta dla pracowników produkcji, mile widziana znajomość języka polskiego lub rumuńskiego

* praca dla agenta ubezpieczeniowego z biegłym polskim

* praca dla ochroniarzy w Londynie, 7-8 funtów na godzinę, wymóg biegłej znajomości jednego z języków: węgierskiego, polskiego, rumuńskiego, rosyjskiego lub bułgarskiego

* praca dla konsultantów w Nuneaton mówiących po polsku

* praca dla sprzątaczek w Oxford ze znajomością rumuńskiego

* praca dla zbrojarzy w centrum Londynu mówiących po rumuńsku

* zatrudnienie dla pracowników magazynowych w Nursling, znajomość języków wschodnioeuropejskich "pożyteczna"

* praca dla agenta nieruchomości w Bradford, 12,2 tys. funtów rocznie, "mówienie i rozumienie języka polskiego mile widziane"

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX