Bezrobocie od połowy 2008 roku, czyli od momentu pojawienia się pierwszych oznak kryzysu gospodarczego na świecie, wzrosło znacznie niemalże we wszystkich krajach Unii. Wśród krajów, do których Polacy wyjeżdżają najchętniej, stopa bezrobocia najmniej, bo zaledwie o ok. pół punktu procentowego, wzrosła w Niemczech, Holandii i Norwegii. W Wielkiej Brytanii poziom bezrobocia jest najwyższy od 12 lat. Najwięcej osób bez pracy przybyło w Hiszpanii, która znalazła się tym samym na szarym końcu unijnej listy. Hiszpanie skutki kryzysu odczuwają wyjątkowo dotkliwie - poziom bezrobocia w tym państwie skoczył z 11 do niemal 18 proc. Pracy nie ma tym samym ponad 4 mln Hiszpanów. W tym samym czasie, według danych przedstawianych przez Europejski Urząd Statystyczny, poziom bezrobocia w Polsce wzrósł niewiele ponad 1 proc. Jak podał GUS, w czerwcu bez pracy było 10,7 proc. Polaków. To wprawdzie o 1,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie minionego roku (9,4 proc.), ale i tak mniej, niż prognozowali analitycy.
Mimo coraz częściej pogarszającej się sytuacji polskich emigrantów zarobkowych wzmożonej fali powrotów nie widać. Z raportu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej pt. "Informacja w sprawie zatrudnienia obywateli polskich w państwach Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii oraz obywateli państw EOG w Polsce") wynika, że Polacy nie wracają do kraju masowo. "Zjawisko to ma raczej charakter umiarkowany i systematyczny".
- Fala powrotów z zagranicy bardziej widoczna była w 2008 roku, kiedy nikt o kryzysie w Polsce głośno nie mówił, a wręcz zapewniano nas, że kryzys Polskę ominie szerokim łukiem. Wówczas sporo osób zwłaszcza z Wielkiej Brytanii i Irlandii zdecydowało się na powrót do Polski, bowiem w tych krajach pojawiły się już pierwsze trudności w zatrudnieniu. Dodatkowo przez pierwsze pół roku polski złoty był wyjątkowo silną walutą, przez co zarobki w euro już nie były tak intratne, jak jeszcze w 2006 czy 2007 roku - mówi Sylwia Kłyczek z Impel Job Service.
Wszędzie dobrze, byle nie w Polsce Coraz trudniejsza sytuacja na rynku pracy, zwolnienia i wzrost niechęci wobec przyjezdnych pracowników, np. w Wielkiej Brytanii, powoduje, że wielu Polaków coraz poważniej myśli o zmianie dotychczasowego miejsca zarobkowania. Jednak, jak wynika z ministerialnych danych, Polacy wolą obrać inny cel podróży, niż własny kraj. Zamiast wrócić wolą wyjechać do innego europejskiego państwa, mniej dotkniętego problemami gospodarczymi, niż ten w którym aktualnie przebywają.
Zapotrzebowanie na pracę przyjezdnych pracowników różni się w zależności od kraju czy nawet regionu. Np. na południu Francji, gdzie kryzys jest wyjątkowo dotkliwy, polscy pracownicy coraz częściej są zwalniani (pracodawcy uginają się często pod naciskiem miejscowej ludności i związków zawodowych) natomiast mimo krytycznej sytuacji na rodzimym rynku pracy (szacuje się, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy pracę straciło ok. 1,75 mln Hiszpanów) hiszpańscy pracodawcy nadal chętnie korzystają z usług polskich agencji zatrudnienia. Najbardziej chłonne jest rolnictwo. - Pracodawcy z Portugalii i Hiszpanii najbardziej zainteresowani są zatrudnieniem większych grup pracowników fizycznych w rolnictwie. Zapytania dotyczą grup nawet powyżej 100 osób. Polscy pracownicy są poszukiwani szczególnie podczas sezonu zbioru owoców. Ponieważ Polacy przyjeżdżają na krótko, chętnie także podejmują się pracy w godzinach nadliczbowych. Poza tym plantacje często są położone z dala od miast - trudno znaleźć wystarczającą liczbę pracowników wśród miejscowej ludności - mówi Stefan Schwarz, z agencji Interkadra.
Polaków nie odstraszają również spadki płac. - Zdają sobie sprawę, iż warunki wynagrodzenia za granicą wciąż są nieporównywalnie lepsze i to na każdym stanowisku. Dlatego pomimo spadku stawek spowodowanego kryzysem gospodarczym pracownicy są nadal zainteresowani pracą za granicą - mówi Justyna Gaszczyk z Leader Service.
Inna sprawa to wysokość zasiłków, których pobieranie jest często o wiele bardziej opłacalne, niż powrót do kraju.