"Dlaczego tylko 93 procent? Żądam ponownego przeliczenia, chcę 100 procent" - tak według serwisu MojaWyspa.co.uk Geoff Courtenay skomentował wyniki quizu w serwisie społecznościowym. Torys tłumaczył, że to tylko żart, ale jego partyjnym kolegom nie było do śmiechu. - Publiczne i odpowiedzialne stanowisko zobowiązuje - podsumował zachowani Courtenay'a inny członek Partii Konserwatywnej.
- Mój komentarz nie miał żadnego podtekstu seksualnego, był zupełnie niewinny - tłumaczył się radny z 12-letnim stażem. - Takie mam poczucie humoru, jedni ludzie je rozumieją i lubią, inni nie - podkreślił Torys i dodał, że będzie się odwoływał od tej decyzji. To nie pierwszy przypadek gdy wpis w serwisie społecznościowym staje się przyczyną wyrzucenia z pracy. 16-letnia pracownica Ivell Marketing & Logistics wyraziła na Facebooku negatywną opinię o swojej pracy i przełożonym. - Podkopało to nasze stosunki i musimy je zerwać - stwierdził szef i podziękował Ivell za współpracę.
Czasami nie trzeba nic pisać, żeby podpaść pracodawcy. 27-letni strażnik z angielskiego więzienia Nathan Singh dostał wypowiedzenie po tym, jak ujawniono, że wśród znajomych na Facebooku ma trzynastu kryminalistów. Do zwolnienia pracownicy szwajcarskiej firmy ubezpieczeniowej wystarczył sam fakt zalogowania w serwisie. Kobieta wyszła wcześniej z pracy twierdząc, że ból głowy uniemożliwia jej siedzenie przed monitorem komputera. Jednak po powrocie do domu zalogowała się na Facebooku. Dla pracodawcy był to wystarczający powód żeby zakończyć stosunek pracy.