Nowy układ a imigracja

Jo Harper
2010-05-18, ostatnia aktualizacja 2010-05-18 10:37

Wicepremier Wielkiej Brytanii Nick Clegg (z lewej) i premier David Cameron
Wicepremier Wielkiej Brytanii Nick Clegg (z lewej) i premier David Cameron
Fot. Christopher Furlong AP

Dopóki kurz po tych wyborach nie opadnie, dopóty nie będziemy znać pomysłów polityków na imigrację. W chwili, kiedy ten artykuł powstaje, sytuacja jest nieprzewidywalna. Koalicja Camerona i Clegga? Koalicja Browna i Clegga? Wszystkie trzy partie - tak jak i think tanki, instytuty badawcze i rządowe ministerstwa - po prostu nie posiadają żadnych wiarygodnych liczb, o które mogliby swoją politykę imigracyjną oprzeć. I dlatego właśnie debata na ten temat jest raczej mało znacząca, nawet jeśli w kółko się do niej wraca.


ZOBACZ TAKŻE
Zmiany w kwestii polityki imigracyjnej dyskutowano juz od lat 60., ale to dopiero w wyborach 2010 imigracja nabrała szczególnego znaczenia. Choćby przez niesławny atak Gordona Browna na Gilian Duffy, starszą panią, niezdecydowanego wyborcę z Rochdale, która podczas wizyty premiera w swojej dzielnicy zapytała go o imigrację, jej koszty i wpływ na świadczenia socjalne, mieszkalnictwo, miejsca pracy, szkoły itd. Premier po kilku minutach przekonywania jej, że "Europa działa w dwie strony" oraz, że bardzo wielu Brytyjczyków mieszka i pracuje w innych cześciach Unii Europejskiej, wsiadł do swojego auta i nazwał ją bigotką. Nie wiedząc przy tym, że jego mikrofon był nadal włączony.

Ale ona bigotką w żadnym sensie tego słowa nie była. Raczej zwyczajowo wspierając laburzystów, od czasów Blaira i Browna niewiele na ich polityce skorzystała. Reprezentuje wielu zwykłych ludzi, którzy kiedyś bez zmrużenia oka głosowali na laburzystów i jej pytanie dotyczyło rzeczy tradycyjnie laburzystów zajmujące - mieszkalnictwo, służbę zdrowia, szkoły). Odpowiedź Browna może tu symbolizować nastawienie jego partii do klasy robotniczej z jej wrogim nastawieniem po falach imigracji czarnoskórych i Azjatów od lat 50. do dziś. W tamtych latach Brown mógłby mieć prawo nazwać ją bigotką, ale nie dziś. Kwestia migracji w czasach globalizacji jego o wiele bardziej złożona.

Co ciekawe, dwie największe partie antyimigracyjne - British National Party (BNP) oraz United Kingdom Independence Party (UKIP) - przegraly sromotnie w tych wyborach. Nie wiadomo dokładnie, do kogo powędrowały głosy ich zwolenników, chociaż w niektórych rejonach, gdzie poparcie dla BNP było dość wysokie, mocno agitowane były pomysły konserwatystów. W innych laburzyści starali się wygrać z populizmem BNP, zwalczając go swoim własnym (nierasistowskim).

W społeczeństwie istnieje mocne przekonanie, że coś poszło nie tak. Czasy Blaira upłynęły pod znakiem wzrostu ekonomicznego i ważności londyńskiego City jako "globalnego bankiera", zamiast nastawienia na krajową produkcję. Wolny przepływ kapitału i pracowników był celowy, jako element neoliberalnej ekonomii politycznej (i to odnosi się w różnym stopniu do wszystkich trzech głównych partii). Różnica polegała i polega na kwestii socjalnej poparcia dla UE - tu tradycyjnie laburzyści są za, a konserwatyści przeciw.

Problem, który obecnie obserwujemy w Grecji, jest taki, że kiedy globalna ekonomia się kurczy, pojawiają się dużo bardziej rażące problemy w poszczególnych krajach. W UK na przykład wysiłki sektora finansowego czy kombinacje z zadłużeniem nic nie pomogą, jeśli "prawdziwa" ekonomia jest w tarapatach. Duże i wciąż rosnące bezrobocie, słabe związki zawodowe oraz prawne uregulowania wolnego rynku w krajach UE powodują, że UK potrzebuje elastycznego rynku pracy (którego nota bene nie ma w Grecji), a to oznacza ciągły napływ nowej siły roboczej ciągnącej w dół koszty firm. I tu wracamy do sytuacji sławnej już Gilian Duffy.

Dopóki kurz po tych wyborach nie opadnie, dopóty nie będziemy znać pomysłów na imigrację. W chwili, kiedy ten artykuł powstaje, sytuacja jest nieprzewidywalna. Koalicja Camerona i Clegga? Koalicja Browna i Clegga? Najbardziej prawdopodobny jest układ torysów i liberalnych demokratów, choć to spowoduje całą serię problemów, od obronności, przez ekonomię, zmianę systemu głosowania, aż wreszcie po imigrację. Podczas kampanii wyborczej konserwatyści ostro atakowali liberalnych demokratów w tej ostatniej kwestii, ot choćby propozycję Clegga legalizacji nielegalnych imigrantów żyjących i pracujących na czarno w UK. Wszystkie trzy partie - tak jak think tanki, instytuty badawcze i rządowe ministerstwa - po prostu nie posiadają żadnych wiarygodnych liczb, o które mogliby swoją politykę imigracyjną oprzeć. I dlatego właśnie debata na ten temat jest raczej mało znacząca, nawet jeśli w kółko się do niej wraca.

A zatem, jakie jest rozwiązanie - limit na pracowników z UE? Czy to legalne? Czy da się to zrobić? Cameron lubi swoją rolę twardziela wobec imigracji, a Clegg jest jak najbardziej przyjaźnie nastawiony do Unii. Dlatego niewykluczone, że w przypadku koalicji, Clegg będzie się odwoływał do tradycyjnego dobrego nastawienia konserwatystów do wolnego rynku, co może pomóc, aby ci nie naciskali na wprowadzenie limitów na pracowników z UE. Być może limit na pracowników spoza UE będzie wprowadzony tylko w kilku sektorach, jak na przykład w opiece społecznej - i będzie niemalże symboliczny. Ale ogromny popyt na Polaków i innych pracowników z UE będzie raczej rósł, mimo problemów ekonomicznych, jako że firmy będą coraz bardziej desperacko szukały sposobów na cięcia kosztów pracowniczych. A dla torysów najważniejszy i tak będzie biznes. (tłum. MB)



Źródło: Cooltura
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów