Nie namawiam Polaków do powrotu - Komorowski o emigrantach
Panie Grzegorzu, dlaczego Polacy na Wyspach powinni głosować na Pana? Bo to świetny pomysł na zmianę polityki w Polsce. To znaczy polityka w Polsce może być inna. Może być taka, jaką chcieli Polacy wyjeżdżający tutaj do Wielkiej Brytanii. Żeby nie było sporów i kłótni o historię, o obozy, o partie polityczne, ale żeby był to spór pozytywny o przyszłość. Ja jestem człowiekiem młodego pokolenia, nieobciążonym historią. Mam szacunek do historii i tradycji, ale patrzę na Polskę w kontekście przyszłości - co można dobrego zrobić. Często jest tak, że potrzeba dużego porozumienia pomiędzy siłami politycznymi, którego nie ma przez niepotrzebne spory i kłótnie. Taka zmiana jest teraz potrzebna w Polsce i ona jest możliwa, i ludzie, którzy z powodu braku tej zmianu wyjechali tutaj, mogą do tej zmiany się przyczynić.
Rząd Donalda Tuska uruchomił program powrotów do Polski. Wydano "Powrotnik", stworzono stronę internetową powroty.gov.pl. Czy sądzi Pan, że taki program był potrzebny? Pomysł jest dobry i potrzebny. Oczywiście są osoby, które podjęły decyzję - tak, zostają - część osób nie ma jeszcze swojego zdania, myślą dopiero nad tym. Warto dla naszego kraju to zrobić, żeby pieniądze, które zainwestowało państwo w wykształcenie, nie zostały stracone przez tych, którzy wyjechali za chlebem do innego kraju. Warto więc namawiać do powrotów. Osoba, która wraca, wraca zazwyczaj z dużymi doświadczeniami, z dużym potencjałem. Czy mamy im coś do zaoferowania w Polsce? Na tym bym się skupił. Nie na otwieraniu stron, ale żeby zmienić polską rzeczywistość. Zobaczcie w jak wielu obszarach musimy dogonić Wielką Brytanię.
Proszę zwrócić uwagę, że rząd Irlandii na przykład nie namawia do powrotu swoich rodaków. Irlandczycy są często ambasadorami swojego kraju. Dzień Świętego Patryka obchodzony jest niemal na całym świecie. Powinniśmy oczywiście przez nasze kontakty polityczne pomagać Polakom w Wielkiej Brytanii. Tak, jak w Polsce osoby spoza naszego kraju mają problemy, tak samo Polacy mają swoje problemy w Wielkiej Brytanii. Także dzisiaj powinno się im pomagać poprzez kontakty z politykami, urzędami, instytucjami, związkami zawodowymi. Jeżeli postanowili zostać. Mają być tymi ambasadorami, to wspomagajmy ich.
Niektórzy Polacy wyjechali z kraju nie dlatego, że musieli szukać pracy, ale dlatego, że byli dyskryminowani na przykład ze względu na swoją orientacje seksualną, używanie miękkich narkotyków. Kiedy rozmawiam z Polakami w różnych krajach, bo staram się to robić, to zwróćcie uwagę, że oni mówią: "Wyjechaliśmy z Polski nie za chlebem, ale dlatego, że było duszno w Polsce". Nie mieli tej przestrzeni, rozwoju intelektualnego. Brak tolerancji rasowej, narodowej, seksualnej, religijnej jest olbrzymia. Bądź katolikiem, prawosławnym - jeszcze okay. Ale kiedy już będziesz na przykład należał do wyznawców Kriszny, to będą patrzyć na ciebie spod byka. Dlatego ludzie wyjeżdżają - jest im po prostu duszno. A kto to tworzy? Politycy. To politycy tworzą sztuczne spory w Polsce i wykorzystują mniejszości do walk pomiędzy sobą. To się musi zmienić. Musimy być otwarci. Trzeba poza tym zauważyć, że ci politycy, którzy mają w ustach najwięcej miłości, są najbardziej zawistni. Dlaczego ja, jako polityk, mam mówić komuś, kogo ma kochać?
Czy jest Pan za legalizacją związków homoseksualnych? Jestem za legalizacją związków partnerskich. Związki partnerskie to nie tylko związki tej samej płci. Przede wszystkim, taki związek pomagałby tym ludziom, którzy nie chcą zawierać związku małżeńskiego, ale chcą razem żyć.
Miękkie narkotyki? Powiem szczerze, mam znajomych wielu lekarzy, byłem świadkiem wielu nieszczęść i ja się tego bardzo boję. Widziałem, co się dzieje, kiedy ludzie są narkomanami.
Prostytucja. Legalna czy nielegalna? Nie popieram i nie zgadzam się na legalizację.
Jak wykorzystać potencjał Polaków pozostających za granicą? Politycy powinni wspierać Polaków za granicą. Pamiętajmy, że Polacy są również poza granicami - pomagajmy im, żeby mogli stać się ambasadorami Polski.
Jaki Pana zdaniem był powód, że Polacy tłumnie ruszyli poza granice naszego kraju? Czy powodem rzeczywiście był stan gospodarki? Czy wyruszyli, bo mogli? Przyczyn wyjazdów było bardzo dużo. Sytuacja gospodarcza od kilku lat cały czas się polepsza. Ale wiele osób chciało się sprawdzić. Wielu Polaków jest wykształconych, mają dostęp do informacji, Internetu, także naturalne jest, że chcą się sprawdzić i poznać życie w rozwiniętych gospodarkach, takich jak na przykład Wielka Brytania, która ma spory potencjał.
Jak Pan myśli, co w tych wyborach będzie miało zasadniczy wpływ na decyzje wyborców? Boję się, że w Polsce wprowadzono bardzo złą zasadę takiego podziału, że albo Komorowski albo Kaczyński. A to tacy sami politycy. Mają tyle samo lat, zaczynali karierę polityczną w tym samym czasie. Przykład ostatnich brytyjskich wyborów pokazuje, że musi być trzeci. Prawdziwa alternatywa to prawica-lewica, bo jeśli wycisnąć kwintesencję z Komorowskiego i Kaczyńskiego, to okaże się, że oni są tacy sami. Bo ani PiS nie jest socjalny, ani PO nie jest nowoczesny. Oni wyrastali ze wspólnych źródeł - to raz, a dwa - nie można przez te obie partie wprowadzić nowoczesnych rozwiązań. Jeśli nie może w Sejmie powstać Komisja Innowacji, Nowych Technologii i Informatyzacji, bo blokują jej powstanie te dwie partie - PiS i PO - to jest bulwersujące i absurdalne. I tak jest z każdą nowoczesną ustawą, nie mówiąc już o in vitro. Tu jest prawdziwy spór. Pomiędzy PO i PiS tego sporu nie ma, bo oni mają często takie samo spojrzenie na politykę.
Kiedy SLD dojdzie zatem do władzy? Myślę, że to jest proces, który bardzo pozytywnie kroczy do przodu. Reakcje na nasz program pokazują, że jesteśmy odbierani pozytywnie. To pokazuje, że jest potencjał. Nie chcę określać tego czasowo. Nick Clegg pojawił się nagle w Wielkiej Brytanii i nieźle namieszał, także ja nie chcę przesądzać. Wszystko się może zdarzyć.
Jaka jest Pana wizja prezydentury? Chciałbym, żeby była to nowa, inna, lepsza prezydentura, niż do tej pory była prezentowana przez Lecha Kaczyńskiego. Chciałbym być otwarty, przeprowadzać dialog, chciałbym żeby urząd prezydenta wzbudzał szacunek. I przede wszystkim chciałbym wykorzystać ogromne narzędzie, jakie posiada prezydent, czyli inicjatywę ustawodawczą a nie veto. Ta polityka ma być bardzo otwarta. Nie boję się jeździć do innych krajów. Jak nie będę znał języka, to będę miał dobrego tłumacza, my musimy się wyzwolić ze strachu podróżowania do obcych krajów. Polityka zagraniczna musi się zmienić, bo przyjaciół za granicą trzeba szukać wśród sąsiadów.
Ostatnie słowo do wyborców na Wyspach? Bardzo proszę zagłosować za taką bardzo pozytywną zmianą. Razem tą Polskę możemy zmienić. Jestem politykiem innego pokolenia, bez żadnych obciążeń, który naprawdę chce coś zmienić i myślę, że przez tą kampanię to udowodniłem. Bardzo, bardzo proszę, żeby nie robić kalkulacji politycznych, tylko kierować się wyborem serca i zagłosować na mnie.