USA: Pierwszy strajk nauczycieli od ćwierć wieku

bsn
11.09.2012 , aktualizacja: 11.09.2012 17:22
A A A
Nie tylko polscy nauczyciele drżą o swoje posady. Obawiają się o nie także ich amerykańscy koledzy. W Chicago, po raz pierwszy od 25 lat, doszło do strajku nauczycieli. Domagali się oni od władz miasta m.in. podwyżki płac i zmniejszenia liczby klas. Choć rozmowy trwały prawie całą niedzielę, nie udało się osiągnąć kompromisu.
Kością niezgody pozostały też oczekiwania nauczycieli dotyczące opieki zdrowotnej i nowego systemu oceny ich pracy. Burmistrz miasta Rahm Emanuel skrytykował decyzję związku nauczycieli. Przyznał, że niewiele zabrakło, aby obie strony doszły do porozumienia. Sam strajk nazwał niepotrzebnym.

Komentatorzy przyznają, że burmistrzowi strajk faktycznie jest niepotrzebny. Ten były szef administracji prezydenta Baracka Obamy musi bowiem borykać się z problemem rosnącej przestępczości w jego mieście. A z drugiej strony musi szukać oszczędności w miejskiej kasie. Do tego zaangażował się w zbieranie funduszy na reelekcję Obamy. Gdy Emanuel zostawał burmistrzem, w maju zeszłego roku, dla szkół w okręgu brakowało 700 milionów dolarów. Chcąc załatać tę dziurę wycofał planowaną czteroprocentową podwyżkę płac dla nauczycieli. Niedługo potem zwrócił się do związku nauczycieli z propozycją dwuprocentowej podwyżki, której towarzyszyłoby wydłużenie dnia pracy o 90 minut, co było jednym ze sztandarowych postulatów w jego kampanii wyborczej. Jego propozycja nie została jednak dobrze przyjęta przez nauczycieli.

W czerwcu udało się jednak osiągnąć związkowi porozumienia z władzami, co do wydłużenia dnia pracy. Ustalono, że do pracy przyjętych zostanie z powrotem 477 zwolnionych wcześniej nauczycieli. To - zdaniem środowiska nauczycielskiego - dało nadzieję na szybkie rozwiązanie sporu. Okazało się jednak, że między stronami są inne niejasności. Oprócz wspomnianych już oczekiwań dotyczących zwiększenia wynagrodzenia, jedną z najważniejszych jest nowy system ewaluacji pracy belfrów. Miałby się opierać na ocenie wyników pracy ich podopiecznych. Nauczyciele nie chcą jednak jego implementacji, bo jak przekonują, nie uwzględnia on wielu czynników zewnętrznych wpływających na wyniki nauki. - System miał pomagać nauczycielom się doskonalić, a nie być na nich batem - przekonują chicagowscy pedagodzy. Ich zdaniem wdrożenie systemu miałoby oznaczać, że pracę straci 6 tys. nauczycieli w ciągu dwóch lat.

Władze zaproponowały co prawda, że pierwszy rok działania systemu miałby charakter "testowy". Zaproponowały także 16-proc. podwyżkę płac na przestrzeni czterech lat, w zamian za wydłużenie dnia pracy. Propozycję te nie znalazły jednak akceptacji wśród nauczycieli.