Ubywa pracy dla specjalistów, przybywa dla niewykwalifikowanych

bsn
23.10.2012 , aktualizacja: 09.01.2014 16:58
A A A
McDonald's

McDonald's (AP/JEFF ROBERSON)

Większość miejsc pracy, które w USA padły ofiarą kryzysu, to przyzwoicie płatne stanowiska, zajmowane głównie przez klasę średnią. Natomiast nowe miejsca pracy, które powstają ostatnio, to raczej słabo płatne stanowiska, nierzadko związane z pracą fizyczną - informuje New York Times.


Znikanie z rynku miejsc pracy klasy średniej - przekonują dziennikarze NYT - nie jest niczym nowym, jednak w trakcie ostatniego kryzysu zjawisko przybrało na sile. - Problemem nie jest to, że brakuje miejsc pracy, tylko to, że brakuje dobrych miejsc pracy - mówiła NYT Annette Bernhardt z National Employment Law Project, organizacji walczącej m.in. o prawa pracowników.

Jej organizacja przygotowała specjalny raport, w którym przeanalizowała zarobki w 366 profesjach. Badacze podzielili te zawody na trzy równe grupy, a kryterium podziału były zarobki w każdej z nich w 2008 roku. Z raportu wynika, że grupa najlepiej zarabiająca - godzinowe zarobki między 21,1 dol. a 54,5 dol. - "odpowiadała" za utratę 19 proc. wszystkich miejsc pracy w 2008, a gdy gospodarka amerykańska wychodziła powoli na prostą, co piąte nowe miejsce pracy powstało w tej właśnie grupie.

Aż 60 proc. wszystkich miejsc pracy, które przestały istnieć w kryzysie to zawody z grupy "środkowej" czyli np. takie jak budowlańcy, czy zatrudnieni w przemyśle - gdzie zarobki godzinowe wahały się między 13,8 dol. a 21,1 dol. W 2010 tylko 19 proc. nowo powstałych miejsc pracy można było zaliczyć do tej grupy.

W przypadku najgorzej opłacanych zawodów - zarobki od 7,7 dol. do 13,8 dol., utrata wynosiła 21 proc. ale w 2010 roku aż 58 proc. nowo powstałych wakatów należało do tej grupy. Najszybciej przybywało miejsc w sprzedaży (średnie wynagrodzenie godzinowe 11 dol.) i branży spożywczej (średnie zarobki 9 dol.). W każdej z nich powstało ponad 300 tys. miejsc pracy od czerwca 2009 r.

Oczywiście, w części niskopłatnych prac zatrudnienie znajdują osoby dopiero co wchodzące na rynek pracy, ale - jak pisze NYT - część z nich zajmują też starsi pracownicy, którzy kiedyś zajmowali się czymś innym. I zarabiali więcej. Teraz jednak, aby przetrwać muszą imać się każdej pracy. Dziennik przytacza historię 56-letniej Ellen Pinney, która w 2008 r. straciła pracę menadżera w firmie elektronicznej. Zarabiała 75 tys. dol. rocznie. Od tamtego czasu kilkukrotnie zmieniła już pracę, każda oczywiście była tymczasowa. W podobnej sytuacji znajduje się niestety wielu Amerykanów. Jak podaje dziennik, od 2001 roku zatrudnienie w niskopłatnych zawodach wzrosło o niemal 9 proc., a w wysokopłatnych o ponad 6,5 proc. Za to w średnio płatnych profesjach skurczyło się o 7,3 proc. Powiększa się więc przepaść między najbogatszymi i najuboższymi Amerykanami.

Zobacz także