Lublin kontra Dublin

Wojciech Pelowski
08.10.2007 , aktualizacja: 09.10.2007 10:43
A A A
Dwa miasta, dwa wybory drogi życiowej, dwa style życia. I tylko jedna literka różnicy w rubryce miejsce zamieszkania


Marcin Majczak, 47 lat, Lublin

Urodzony w Lublinie, wyjechał, ale wrócił. Chce jechać do Dublina na piwo, nie do pracy.

W Polsce - liceum, potem 12 lat studiowania na czterech wydziałach. Żaden nie skończony. A były to: wychowanie techniczne, wydział mechaniczny na politechnice, ekonomia i politologia. - Z tej politologii byłem najbardziej zadowolony, ale byłem już chyba za stary, żeby ją kończyć - przyznaje.

Wyjechał w 1989 r. do Holandii. - Stamtąd przyglądałem się wszystkim zmianom ustrojowym w Polsce. A pracowałem legalnie! Tyle że fizycznie, a do ciężkiej fizycznej pracy raczej nie jestem stworzony. Więc po roku wróciłem - opowiada.

Od lat pracuje w agencji Max Media Art (organizacja imprez, koncerty plenerowe, imprezy dla firm itd.). Dba o stronę techniczną wydarzeń, ale też opiekuje się jednym z lubelskich zespołów muzycznych. - Kasa różna, zależy od miesiąca, wydarzeń itd. - przyznaje. Średnio? Tysiąc, trzy, dwa. Na rękę.

Mieszkanie. 60 metrów, czynsz z funduszem remontowym - 460 zł. - Miejsce nie najlepsze - na okolicę mówią "dzielnica cudów", bo nie jest bezpieczna i nigdy nie wiadomo, co się zdarzy. A mieszkam z mamą. Jak premier - żartuje Marcin.

Autobus. - Nie mam pojęcia, ile kosztuje autobus! Jeżdżę taksówkami i swoim autem. Za taksówkę od siebie do centrum płacę 12 zł - mówi. Ale sprawdziliśmy - bilet autobusowy w Lublinie kosztuje 1,8 zł.

Gadanie. Telefon służbowy.

Rozrywki. Bieszczady. - Znajomi mnie namówili. Od kilku lat jeździmy z namiotem. Niewielkie pieniądze - zaznacza.

Bilet do kina - 10-15 zł. Na koncerty chodzi za darmo, bo sam wiele organizuje.

Do tego żagle na Mazurach.

Schabowy. Na jedzenie w knajpach (20 zł za dobrego schabowego z kapustą) i w domu - około 600 zł miesięcznie.

Piwo w knajpach: perła lubelska - 3,5 zł, za żywiec - 5-6 zł.

Alpy kosztują. Od kilku lat jeździ w Alpy na narty. - Za tydzień było około 3 tys. zł. Dużo, ale i bogato - przyznaje.

Czy wyjedziesz do Dublina? - Pewnie. Mam tam mnóstwo znajomych. Chętnie spotkam się z nimi w pubie. Nie potrzebuję zarabiać więcej kosztem ogromnych wyrzeczeń. Pieniędzy nie odkładam, jestem utracjuszem - śmieje się Marcin.

Suma. Na koncie w MultiBanku ("nie wiem, ile za nie płacę, ale chyba mało") żadnych oszczędności.



Przemek Bielecki, 35 lat, Dublin

Bo w Dublinie wszystko jest prostsze

Urodzony w Lublinie, w Dublinie od półtora roku. Bo w Dublinie wszystko jest prostsze. W Polsce - skończone studia na Akademii Rolniczej w Lublinie (eksploatacja urządzeń przemysłu rolno-spożywczego) plus podyplomowe - telekomunikacja światłowodowa na Politechnice Lubelskiej. W Lublinie był kierownikiem robót w firmie telekomunikacyjnej. Zarabiał nieźle. - Miałem trzy i pół tysiąca na rękę. Choć musiałem sam płacić ZUS - przyznaje.

- To po co wyjeżdżałeś?! - pytam.

- Bo firma padła... A w Dublinie wszystko jest proste. Tu nie przejmujesz się, że ci nie starczy do pierwszego.

W Dublinie zarabia około 650 euro na tydzień. Pracuje w firmie zajmującej się, jak mówi, prądem przy drogach: sygnalizacje świetlne, telefony, światłowody.

Mieszkanie. Trzy pokoje w nowym, dużym apartamentowcu niedaleko od centrum. Mieszka ze znajomymi Polakami. 1250 euro miesięcznie dzielą na trzy osoby.

Autobus. Bilet w jedną stronę - 1 euro. Na szybki tramwaj - 2. Sieciówka na tydzień - 16 euro. Do niedawna na przejazdy wydawał prawie 100 euro miesięcznie. Teraz nie wydaje nic, bo ma służbowego citroena berlingo.

Gadanie. Połączenie z Polską z komórki to 9 eurocentów. Jest tak tanio, że można nie ograniczać się w rozmowach. Internet - około 20-30 euro miesięcznie. Ale w pobliżu zwykle można złapać ogólnodostępne sieci - za darmo.

Rozrywki. Książki, głównie historyczne (ostatnio "The Forgotten Soldier" Guya Sajera, "Das Boot" Lothara-Gunthera Buchheima). Ceny 10-15 euro za słabsze wydania i 25-30 euro za te w twardych oprawach.

Kino - bilet 8 euro. Przemek jednak do kina nie chodzi - nie lubi tłumów zbiorowo jedzących popcorn. Co tydzień kupuje płyty DVD i CD (ceny - 5 - 20 euro).

Wycieczki po Zielonej Wyspie. Góry. Kupił właśnie gore-tex za 200 euro. Generalnie, ciuchy trochę tańsze niż w Polsce.

Premiership - w pubach, przed telewizorem. Guinness po 4 euro, do tego jedzenie. Około 50 euro za weekendowy wieczór.

Schabowy. Jedzenie "wypas" - 150 euro tygodniowo. Zaciskanie pasa - spokojnie poniżej stówy. Polskie piwo w sklepie - 2,5 euro. Schabowy z kapustą w polskiej knajpie - 14 euro. Czyli tak, jak lokalne dania.

Polska kosztuje. Pod Lublinem ma dom. A na niego kredyt. Niewielki, ale musi spłacać co miesiąc. Zbiera na remont. W Polsce jest dwa-trzy razy w roku, ostatnio w maju. Kupił już bilet na październik - 120 euro w dwie strony. W Lublinie ma dziewczynę Magdę.

Kiedy kupisz bilet w jedną stronę, do Polski? - Kiedy to będzie miało sens... (śmiech). Regularnie kupuję "Politykę", żeby wiedzieć, co się dzieje. Miło popatrzeć na ten cyrk z perspektywy dwóch tysięcy kilometrów ze świadomością, że nie muszę w tym uczestniczyć. Oczywiście tęsknię. Ale masz dla mnie pracę za dwa tysiące euro miesięcznie?

Suma. Na koncie w Banku AIB (bez opłat za prowadzenie konta) zostaje około tysiąca euro miesięcznie.

Szukasz pracy w Irlandii? Zobacz najnowsze oferty pracy w naszym portalu

PYTANIE Czy pracowałe(a)ś lub pracujesz w Dublinie?

 tak
 nie
Zobacz także