Aldona na co dzień pracuje jako kasjerka, a po godzinach tłumaczy Polakom korespondencje z irlandzkich banków, CV, listy od landlorda, czasem też współpracuje z Gardą. Praca tłumacza podoba się jej, chociaż uważa, że trudno byłoby z tego wyżyć. - Mam wrażenie, że w tym zawodzie ciężko się przebić. Poza tym za duże ryzyko, raz klienci są, a raz ich nie ma - mówi. Stąd też pomysł, aby zatrudnić się w sklepie. - Mam stałe godziny. Pracuję 5 dni w tygodniu, 8 godzin dziennie. Ta praca daje mi komfort psychiczny, nie muszę się martwić o pieniądze - dodaje. Tłumaczenia dają mi satysfakcję. Wiem, że robię coś wartościowego, coś co mnie rozwija i co jest zgodne z moimi kwalifikacjami - mówi Aldona, z zawodu anglistka.
Praca dla pracusiów
Coraz częściej osoby zajmujące się rekrutacją twierdzą, że kandydaci szukają drugiej pracy. Ich zdaniem to znak naszych czasów. Zarobki ciągle są nieproporcjonalne do kosztów życia, to zmusza pracowników do oglądania się za dodatkowym lub wręcz równoległym zajęciem. Coraz częściej zdarzają się też tacy, którzy już na samym początku zaznaczają, że muszą mieć czas dla drugiej pracy, która, albo daje im większe zarobki, albo awans zawodowy. Aldona nie jest jedyną osobą, która w ten sposób realizuje się zawodowo. Magda pracuje jako recepcjonistka w jednym z dublińskich kompleksów sportowych, a w każdy wtorek i piątek zmienia się w księgową w niewielkiej firmie w centrum Dublina. - Jestem z wykształcenia księgową i przez wiele lat wykonywałam ten zawód w Polsce. Tutaj robię bezpłatne praktyki, ponieważ po wielu miesiącach poszukiwań pracy w swoim zawodzie tylko to mi zaproponowano - mówi Magda. - Dzięki jednej pracy rozwijam się, a drugiej - zarabiam. Szkoda, że na razie nie mogę tego połączyć - dodaje. Magda jest jednak przekonana, że wolontariat w irlandzkiej firmie to dobra rzecz. Przez miesiąc patrzyłam jak pracują Irlandczycy, uczyłam się języka finansistów, podłapałam slang zawodowy, którego nie znałam. Obecnie do moich obowiązków należy księgowanie faktur, rozliczanie pracowników, itp. Niedawno mój szef pochwalił mnie przy współpracownikach. Jest ze mnie zadowolony i obiecał, że postara się dla mnie o etat w firmie - mówi rozradowana Magda. - Recepcjonistką jestem od ponad dwóch lat i zmiana na pewno by mi się przydała. W pracy się nie realizuję i nie rozwijam. Z czego to wynika? Z kolegami z pracy zawsze rozmawiam o tym samym, z klientami też - mówi - Bywa nudno
Od świtu do nocy
Okazuje się, że wielu Polaków pracujących w Irlandii ma dwie prace. Jak wielka jest skala tego zjawiska? Ile osób musi dorabiać, a ile chce? Co nimi kieruje i jak sobie z tym radzą? Takich badań jeszcze nie przeprowadzono, ale wydaje się, że wiele osób ma dwa etaty. W niektórych sektorach wręcz niemożliwe jest utrzymanie się z jednaj pracy. Ania, sama przyznaje, że gdyby nie podłapała kilku zajęć na własną rękę, z jednej pracy nie byłaby w stanie wyżyć. - Agencje, zatrudniające sprzątaczki mało płacą, poza tym nie mam pełnego etatu, zaledwie 30 godzin tygodniowo - mówi. - Sprzątam kilka prywatnych domów, ale już bez porozumienia z agencją. Robię to jednak nie dlatego, że zależy mi na pieniądzach, ale z konieczności. Inaczej nie utrzymałabym się w Dublinie - ocenia smutno. Na rynku pracy coraz częściej mówi się o nowym pojęciu - multietatowca, czyli osoby, która pracuje nie na jednym, ale na kilku etatach. Dotyczy to zazwyczaj ludzi, którzy mają kilka prac, dorabiają gdzie i jak się da, bez względu na to czy robią to dla pieniędzy, z konieczności czy dla satysfakcji.
Mieszkanie za dwa etaty
Kasia od roku pracuje w kompleksie sportowym West Wood w Dublinie. Od poniedziałku do piątku od siódmej rano do piętnastej. Po pracy sprząta domy prywatne, albo biura. - Razem wychodzi ponad 60 godzin. Ale to nie długie godziny spędzone poza domem ją męczą, tylko przemieszczanie się z jednego miejsca w drugie. Ale to normalne, szczególnie gdy pracuje się w Irlandii za najniższą krajową i oszczędza na mieszkanie w Polsce. Nie ma innej możliwości, trzeba chwytać się wszystkiego - dodaje. Tylko, że dla Kasi weekendy są święte. Nie pracuje, odpoczywa, chodzi na zakupy, spędza czas ze znajomymi lub po prostu leniuchuje. - W tygodniu pracuję bardzo dużo, czasem ponad siły, ale wiem, że przyjdzie weekend i będę mogła odpocząć - wyjaśnia. "Multietatowców" spotkamy w wielu branżach. W Polsce do pracy na kilku etatach najczęściej przyznają się lekarze, nauczyciele, często urzędnicy, ale też osoby pracujące na zlecenie. Na Wyspach przedstawiciele tych zawodów raczej nie muszą się martwić o zarobki. Dwie pracę mają częściej sprzątaczki, kelnerzy, sprzedawcy. Wiele osób dorabia sobie tłumaczeniami, udziela korepetycji, sprząta domy prywatne, a także odbywa bezpłatne praktyki w irlandzkich firmach, które są pierwszym krokiem do kariery zarówno w Irlandii, jak i w Polsce.
Na troje babka wróżyła
Kinga mieszka na Wyspie od niedawna, bo zaledwie od dwóch miesięcy i już pracuje na trzech etatach: jest nauczycielką w polskiej szkole weekendowej, w irlandzkiej firmie wprowadza dane do komputera, a dodatkowo udziela korepetycji z matematyki. Nie czuje zmęczenia, ale satysfakcję. Powoli wszystko zaczyna się układać tak, jak sobie tego wymarzyła. Dzięki pracy w szkole oraz korepetycjom nie traci kontaktu z ukochaną matematyką. Dzięki firmie, w której pracuje w tygodniu, ma styczność z kryptologią, z której chce robić doktorat... w USA. - Potrzeba na to nie tylko ogromnej wiedzy, ale również pieniędzy, dlatego zdecydowałam się na przyjazd do Dublina - mówi. A po chwili zastanowienie przyznaje, że jest kimś w rodzaju pracoholika. - Sytuacja życiowa czy finansowa często zmusza ludzi do brania kolejnych etatów lub przynajmniej nadgodzin, ale wiele zależy też od samego człowieka. Polacy są narodem pracowitym i może dlatego zamiast odpoczywać wolimy nakładać na siebie ciągle nowe obowiązki - zastanawia się Kinga. Dieta cud
Małgosia też ma dwie prace, chociaż wcale nie zamierza kupować mieszkania, ani samochodu. Po prostu 40 godzin tygodniowo to dla niej za mało. - Jestem osobą aktywną i musze być ciągle w ruchu. A że ze mnie nocny Marek stąd pomysł, aby dorabiać jako barmanka w klubie nocnym - mówi. Od kilku miesięcy ciągnie dwa etaty, w sumie ponad 70 godzin tygodniowo. - Gdy miałam jedną pracę nie udało mi się odłożyć ani grosza. Życie w Dublinie nie należy do najtańszych: mieszkanie, jedzenie, imprezy, ciuchy - wszystko to kosztuje i to wcale nie mało: 400 euro pokój, następne 400 - jedzenie, telefon - 20 euro tygodniowo, nie mówiąc już o imprezach, taksówkach, ciuchach - wylicza. Uznała też, że grafik wypełniony po brzegi od rana do wieczora siedem dni w tygodniu to świetny sposób na pozbycie się kilku zbędnych kilogramów. Odkąd ma dwie prace schudła 5 kilo. - Utrzymanie wagi w moim przypadku zależy od tego jak bardzo jestem zajęta - mówi. Im więcej pracuję tym mniej jem - dodaje.
Bez opamiętania
Małgosia jest zadowolona, że ma dwie prace, ale przyznaje, że czasem czuje się zmęczona. Rodzice nalegają, żeby przystopowała, bo prędzej czy później odbije się to na jej zdrowiu. - Mówią, żebym nie robiła niczego ponad siły, bawiła się, chodziła na randki. Przez chwilę chciałam to wszystko pogodzić, ale się nie udało. Po całym tygodniu pracy zasłabłam w klubie. Wiedziałam, że jeżeli nie wrócę do domu i się nie wyśpię, skończy się to nie najlepiej - opowiada Gośka. Szkoda, że to było w sobotę, kiedy klienci zostawiają największe napiwki - mówi z niemałym żalem.
Kasia uważa, że każdy powinien znać swoje granice, wiedzieć na ile go stać i nie robić niczego ponad siły. - Oczywiście każdy z nas jest czasem zmęczony, niewyspany, albo po prostu robota mu nie idzie, ale jeżeli zdarza się notorycznie trzeba pomyśleć o zmianie - mówi. Dla mnie weekendy to świętość - mówi - nawet jeżeli poproszą mnie o zastępstwo w jednej lub w drugiej pracy to odmawiam - tłumaczy. - Te dwa dni mam wyłącznie dla siebie. W ten sposób zachowuję równowagę. Pracuję bardzo dużo, ale wiem, że po pracy przyjdzie odpoczynek, to pozwala mi nie zwariować - przekonuje. - Nigdy nie myślałam o pracy w tych kategoriach - mówi Małgosia - ale Kasia uświadomiła mi jedną rzecz, jeżeli nie wygospodaruję czasu dla siebie i na swoje przyjemności, długo tak nie pociągnę - mówi. - Nie jestem przecież z żelaza
Młody więcej może
Oczywiście osoby młodsze mają więcej zdrowia, sił i chęci, żeby chwytać się nie jednej, ale dwóch, a nawet trzech prac. Z wiekiem chęci mijają, pojawiają się też inne priorytety - rodzina, dzieci, zdrowie.. Mając 20 lat każdy myśli, że świat zwojuje. Jeżeli nie odbija się to na jakości pracy, nie mam nic przeciwko - twierdzi Kasia - gorzej, gdy taka osoba ciągle chodzi niewyspana, a w pracy jest mało wydajna. Wówczas atmosfera może się zagęścić - dodaje. Jednak nie wszyscy podzielają jej zdanie. - Nie interesuję się tym, co pracownicy robią po godzinach. Wolałbym, żeby skupiali się wyłącznie na pracy u mnie. Zależy mi, żeby mieli czas dla rodziny i żeby odpoczywali. Nie chcę zaganianego, niewyspanego pracownika, który łatwo może zrobić błąd. Tym bardziej, że płacimy dość dobrze - mówi jeden z menadżerów dublińskiego centrum sportowego. Nie skarży się jednak na żadnego z pracowników, z wszystkich jest tak samo zadowolony. Nie słyszał też, żeby któryś z jego pracowników dorabiał po godzinach. - Niewiele osób wie, że mam dwie prace, pracuję tak jak wszyscy, nie obijam się. Jednak kilka tygodni temu złapała mnie grypa. Nie mogłam podnieść się z łóżka, łamało mnie w kościach, więc zadzwoniłam do pracy i poprosiłam o wolne. Następnego dnia mój przełożony wezwał mnie na dywanik. Powiedział, że moje "dorabianie" zaczyna kolidować z pracą na basenie... Nie pomogły żadne tłumaczenia. Kto mu doniósł - nie wiem. Na pewno ktoś życzliwy - kończy Małgosia.
Zawalają robotę
Wszystkie jednak przyznają, że zdarza się, że jedna praca wpływa na drugą. - Czasem nie wyrabiam się z terminami - mówi Aldona. - A jak zarwę noc na tłumaczenie jakiegoś tekstu, to potem spóźniam się do pracy i chodzę niewyspana. Ale nie uważam, żeby zdarzało mi się to częściej niż osobom, które mają jeden etat - dodaje. - Faktem jest, że rzadziej chodzę na imprezy i spotykam się ze znajomymi. Coś za coś. Trzeba wiedzieć czego się chce - mówi. Aldona ze swoim mężem w przyszłym roku chcą wracać do Polski. Niedawno kupili mieszkanie i właśnie spłacają kredyt. Czy człowiek młody czy stary - każdy odczuwa zmęczenie. Najważniejsze jest mądrze sobie z nim radzić. Trzy kawy dziennie to już nie przesada, ale realia multietatowców, do tego energia w pigułce lub w płynie. - Czasem pomaga zimny prysznic, chociaż zimą nie polecam, bo łatwo się zaziębić - mówi Gośka. - Osobiście wolę coś innego, ale nie często to wykorzystuję - mówi z pewnym zakłopotaniem. - Zdarzyło mi się zdrzemnąć w solarium w pracy Ale koleżanka, która pracuje w piekarni nie jest lepsza! Gdy jest zmęczona ucina sobie drzemkę na workach mąki, które leżą na zapleczu. Jakoś trzeba sobie przecież radzić - dodaje My, Polacy krzywdy nie damy sobie zrobić... Potrafimy pracować dużo i wydajnie, jeżeli wiemy, że trud nasz się opłaci. I na szczęście wiemy, kiedy jest czas na zabawę i odpoczynek
Źródło: GazetaIE