- Mój syn wyjechał z Katowic do Dublina dwa lata temu - mówi 65-letnia Irena, Ślązaczka. - Pojechał w ciemno, nie za chlebem, tylko z fantazji, odwiedzić kolegę. Pojechał na wycieczkę i został, bo spodobała mu się Wyspa. Akurat wcześniej w Polsce się rozwiódł, więc pewnie tam, daleko, znalazł wyciszenie. I pracę też, w kilka dni. Teraz jeżdżę do niego co kwartał, zawsze na tydzień, dwa. On twierdzi, że nie wróci do Polski, a ja przyłapuję się na myślach, że muszę wrócić do niego - do Irlandii. Wrócić? No tak - wrócić, bo skoro on żyje tam, a ja tyle razy już u niego byłam, to wracam. Wracam do Irlandii. Dziwne... Świat zrobił się mały i wracam, i tu, i tam - zastanawia się Irena.
Alarmy są inne
Tymczasem portale internetowe informują, że w Irlandii liczba imigrantów spadła w tym roku aż o 40 procent! Za przyczyny tej sytuacji eksperci podają spowalniającą irlandzką gospodarkę oraz lepsze perspektywy zatrudnienia i rosnące zarobki w krajach Europy Wschodniej. - Wiem o tym, ale i tak tu przyjechałem, dwa miesiące temu - mówi Zenek z Gniezna, dziś mieszka w Ennistymon. - Jestem malarzem pokojowym, przyjechałem do kumpla, który zapewniał mnie, że "damy radę". No i daliśmy radę, pracę mam, a jeszcze dojechał mój kuzyn, który "od zaraz" zatrudnił się w stadninie koni niedaleko Ennis.
Tak dobrze, a tak źle?
Rzecz wygląda jeszcze gorzej, gdy poczytamy prognozy dla całej Unii. A mianowicie, że gospodarki największych krajów europejskich: Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Włoch ostro hamują. Spowolnienie grozi również Niemcom. Kończą się złote czasy polskich eksporterów i raj dla naszych emigrantów. Pierwszy kwartał tego roku był ostatnim okresem dobrej koniunktury, ostrzega "Rzeczpospolita". Całej Europie Zachodniej grozi stagnacja gospodarcza. Nie można wykluczyć nawet recesji. Na pewno grozi ona Irlandii, Hiszpanii, Danii, Portugalii i Włochom, ale może się tak stać nawet w Niemczech, ocenia prof. Witold Orłowski z PricewaterhouseCoopers. Wyraźnie widać, że najbardziej rozwinięta część Unii Europejskiej nie obroniła się przed skutkami amerykańskiego kryzysu finansowego. W najgorszej sytuacji jest Hiszpania. Niektórzy ekonomiści uważają, że kryzys, jaki czeka ten kraj, będzie największy od czasów dyktatury gen. Franco.
Z kolei polscy analitycy uważają, że dalsze pogarszanie się kondycji gospodarek zachodnioeuropejskich zahamuje nasz rozwój. 5,5-procentowy wzrost PKB - jaki zakłada rząd - jest w tym roku raczej niemożliwy. Ekonomiści twierdzą, że w 2009 r. dynamika ta może się zbliżyć do 4 proc. Ale pocieszają, że nie grozi nam gwałtowny spadek tempa wzrostu, podobny do tego, jaki miał miejsce w latach 2001 i 2002.
Mimo to np. do jednego z biur nieruchomości w Dublinie każdego dnia wpływa kilka listów intencyjnych w poszukiwaniu pracy. Ich autorami są studenci albo absolwenci konkretnych kierunków studiów - i wcale nie chodzi im o pracę sezonową.
Najważniejsza miłość
Faktem są statystyki i prognozy. Faktem są wakacje i dodatkowy zarobek za granicą. Ale też faktem jest, że jedni wracają do Polski, bo np. w budownictwie skończyła się koniunktura, tak jak - faktem, że do Irlandii wracają zakochani! Zakochane kobiety i zakochani mężczyźni.. Tak, tak. Nie wszyscy zakochują się przecież w pieniądzach.
- Przyjechałem do Irlandii dwa lata temu i pracuję w tym samym zawodzie, co w Polsce. Jestem kierowcą ciężarówki - mówi Robert Musialski z Droghedy. - Najpierw mieszkałem w "komunie", z Polakami, ale to nie dla mnie, bo za dużo pili. Nie wiedziałem, co wtedy ze sobą zrobić, gdzie się podziać. Teraz wynajmuję dom. Jakiś czas byłem sam na pięciu pokojach, ale miesiąc temu z Polski przyjechał do mnie brat ze swoją znajomą. Przyjechali turystycznie No i No i się zakochałem W Marcelinie! - Ja też kocham Roberta, tak jakby od pierwszego wejrzenia - zwierza się Marcelina Łotocka. - Wiem, że polscy budowlańcy wracają do Polski. Współczuję im. Ale czy kochać można tylko pieniądze? Ja wracam do miłości, w życiu trzeba mieć priorytety. Moja miłość jest teraz w Droghedzie. Dla mnie najważniejsze, że rzuciłam brudny, biedny i śmierdzący Bytom, i że zmieniam swoje życie, że kocham Roberta, i że jesteśmy razem w czystym, przyjemnym, nadmorskim klimacie. Wszystko się zmienia, zaczynam od nowa. Pracę w pubie znalazłam w kilka dni, pomógł mi w tym Robert - opowiada Marcelina. - Powiem krótko: Teraz jestem tu. Wróciłam do Irlandii, mimo że jestem tu drugi raz, to mogę powiedzieć, że wróciłam. Chyba wystarczy
Jest nas wielu. Warto wiedzieć, kto do kogo i do czego wraca. Czy z Irlandii do Polski? - z powodu recesji. Czy z Polski do Irlandii? - bo rządzi tęsknota, nostalgia i miłość. Nikt nie ma patentu na powroty, ale na pewno każdy powinien mieć swój pomysł na życie.
Źródło: GazetaIE