Ksiądz Jerzy jest jednym z trzech polskich kapłanów w parafii Chrystusa Zbawiciela w Atenach przy ul. Michail Voda. W tym kościele niemal codziennie są odprawiane msze w języku polskim.
Liczba wiernych jednak spada. - W latach 80. i 90. Polonia w Atenach liczyła ok. 110 tys. osób. Ale dla większości Grecja była tylko przystankiem w drodze do USA i Kanady. Dziś mieszka tu 30-40 tys. Polaków - mówi ksiądz Mordarski.
Na niedzielne msze przychodzi zaledwie 3 tys. wiernych, w święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc dwa razy tyle. W ub.r. do Pierwszej Komunii Świętej przystąpiło 220 dzieci. W tym roku tylko 130 dzieci, bo zmienił się system kształcenia.
Przy parafii działa też bank krwi i dwa-trzy razy w roku przyjeżdża ambulans, żeby pobierać krew. Oddaje ją 50-60 osób.
Polacy sprawiają wiele kłopotów kapłanom. - Polacy mają tu opinię pijaków i rzeczywiście najwięcej pogrzebów to właśnie alkoholików, którzy zapili się na śmierć. To, niestety, młodzi ludzie, których często widać śpiących pod gołym niebem w parku - ubolewa ksiądz Jerzy.
Przy parafii działają nawet dwie grupy AA. - Trudno mi wyjaśnić, co jest przyczyną. Pewnie rozłąka z rodziną, niepowodzenia w pracy. A z drugiej strony jest tu tani alkohol i piwo często kosztuje mniej od wody mineralnej - zastanawia się jezuita.