Bilans trzydziestolatka. Ścisk i krótka piłka

Sebastian Łupak
15.08.2006 , aktualizacja: 11.08.2006 00:00
A A A
Trzeba odbierać telefony. Jak się nie odbiera, to się traci
Życie Ryszarda Petru da się opisać jednym słowem: megasqueeze. Squeeze to po angielsku "ściskać". W tym przypadku: ściśnięcie w ograniczonym czasie jak największej liczby zadań. A mega-squeeze? Megaodpowiedzialne zadania w megakrótkim czasie.

Biuro Petru na trzecim piętrze siedziby BPH przy ul. Towarowej w Warszawie jest jak wiele biur: sterylne i bezduszne.

- Nie przywiązuję wagi do wystroju biura - mówi Petru. Modna jasna koszula, ciemne spodnie i mokasyny. Szczupły, wysportowany, opalony, a przede wszystkim - ożywiony. Kiedy siedzi za długo, musi wstać, przejść się po biurze. Wyrzuca z siebie słowa z szybkością, z jaką na pasku informacyjnym w telewizji mkną dane na temat kursów i notowań.

Co parędziesiąt sekund spogląda na zegarek. Nie ukrywa, że się spieszy. Bardzo. Właściwie to zaraz musimy kończyć.

Za chwilę ma udzielić wywiadu telewizji, potem pognać z żoną do sklepu z armaturą łazienkową i zdążyć przed zamknięciem. - Już od miesiąca nie mogę zdążyć - wyjaśnia przepraszająco. Po prostu megasqueeze.

Co zadam pytanie, dzwoni telefon. Tym razem to telewizja z pytaniem o podwójne opodatkowanie Polaków w Anglii. Petru umawia się z dziennikarką i patrzy na mnie.

- Trzeba odbierać telefony, bo jak ja nie odbiorę, to ktoś inny odbierze. Jak się nie odbiera, to się traci. Krótka piłka!

Jest nerwówka

W pracy jest o 7 rano. - Nie muszę codziennie tak wcześnie przychodzić, ale jak nie przyjdę o 7, to przyjdę o 9, a wtedy nie będę mógł wszystkiego dopilnować. Tak mam. Zależy nam, żebyśmy jako jedni z pierwszych dostarczyli raport naszym klientom. Chodzi nie tylko o to, żeby robić najlepsze analizy, ale też, żeby być najszybszym. I żeby w 70 proc. mieć rację. W 30 proc. można się mylić.

Rano Petru - jak mówi - "robi gazetę", czyli pisze raport Banku BPH zatytułowany "Punkt widzenia". Wcześniej musi wyłapać newsy makroekonomiczne mogące mieć wpływ na waluty albo obligacje. Później: kolejne raporty, obliczenia, pisanie, spotkania.

- Przez 10, 20 lat można tak pracować, ale nie dłużej - mówi. - Ten poziom adrenaliny na razie mi odpowiada. Nie może pan przekroczyć własnej bariery, bo wtedy łatwo o czymś zapomnieć, sprawy się nawarstwiają, zachodzi efekt wypychania.

- A gdy zabraknie adrenaliny?

- Od czasu do czasu włączam głośno muzykę w samochodzie. Np. z "Pulp Fiction".

- Ale czasem musi pan odpocząć?

- W pociągu. Mam czas na czytanie.

- Co pan czyta?

- Jak jadę do czy jak wracam?

- Jak pan jedzie do...

- Szybko gazety wszystkie, potem raporty i opracowania. Jak wracam - beletrystykę. Teraz "Opowiadania" Tomasza Manna.

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX