Bilans trzydziestolatka. Ścisk i krótka piłka

Sebastian Łupak
15.08.2006 , aktualizacja: 11.08.2006 00:00
A A A
W 2001 wystartował w wyborach parlamentarnych z listy UW z 1. miejsca w okręgu warszawskim. Nie wszedł do parlamentu, bo UW dostała w kraju za mało głosów. - Może na moje szczęście? - mówi. - Teraz widzę, że to koszmar siedzieć w Sejmie. Parlament roku 1989 to była creme de la creme polskich parlamentów, a od tego czasu jest coraz gorzej.

Po wyborach został konsultantem Banku Światowego w Polsce. - Pracowałem w Polsce, ale w amerykańskiej organizacji. Bez papieru, bez pieczątki, wszystko załatwiane elektronicznie. Wszystko logiczne i przyjazne dla użytkownika.

- Pan jest chyba zafascynowany Ameryką?

- W pewnym sensie tak, przy wszystkich wadach Ameryki. Tam nie ma dyplomacji. Jest krótka piłka, bardziej bezpośrednio, łatwiej się dogaduje. Oceniają człowieka tylko po tym, co robi, nie ma tego zakłamania.

- Pieniądze.

- Nigdy nie były moim celem. Gdyby tak było, inaczej ułożyłbym swoją karierę, poszedłbym na studia MBA, potem do banku albo do consultingu. Gdy pracowałem z Balcerowiczem, nie dostawałem wielkich pieniędzy.

Teczkę mam oldstajlową

Pytam, czy widział na mieście billboard z dramatycznym pytaniem: "Ile czasu byłeś dzisiaj ojcem?".

Od 1997 roku Petru jest żonaty z Małgorzatą, mają dwójkę dzieci: Kasię - 7 lat i Magdę - 2,5 roku. - Spędzam w domu co najmniej trzy wieczory w tygodniu plus weekend. Niestety, rano dzieci mnie nie widzą, nie odwożę ich do szkoły, bo od rana jest squeeze - mówi Petru.

- Czy przeszkadza panu komercjalizacja i konsumpcyjny styl życia dużej części społeczeństwa?

- Można żyć poza światem komercji. Ja oglądam w telewizji tylko wiadomości. Nie czuję zalewu komercji, bo nie oglądam reklam. Jak idę do kina, to zawsze pytam, ile będą trwały reklamy, i przychodzę później. Najbardziej wkurzają mnie reklamy na filmach dziecięcych, bo to narzuca styl, a dzieci są chłonne.

- Ale każdy robi to, co lubi - dodaje. - Jak nie lubi wydawać bezmyślnie, to niech nie chodzi do centrów handlowych. Albo się poddajemy, albo nie. Im bogatsze społeczeństwo, tym większe prawdopodobieństwo, że każdy znajdzie swoją niszę. Oczywiście wariantów życia poza wielką komercją jest w Polsce mniej niż na Zachodzie, bo gdy ludzi stać, to można żyć obok. Ja nie jadam w McDonaldzie, ale w trasie można, bo tam wiem, co jem, jest w miarę czysto, i wiem, że się nie zatruję, ale wiem też, że w dłuższym okresie to nie jest zdrowe. Widzę zaletę i wadę.

- Dlaczego ma pan na sobie koszulę Pierre'a Cardina? Może jednak przywiązuje pan wagę do reklamy?

- (Uśmiech niedowierzania) Zupełny przypadek. W Londynie znalazłem dobre koszule w dobrej cenie, jakość była OK. Nie wydrę tego (pokazuje na logo). Ale teczkę mam oldstajlową (pokazuje starą teczkę).

Jestem czołówka

- Pana dalekosiężne plany na przyszłość? Gdzie pan będzie za pięć lat?

- Pięć lat (śmiech)?! To nie są dalekosiężne plany, to krótki okres. Wiem, że chcę długo pracować, ale jest za dużo czynników, których nie jestem w stanie przewidzieć. Mam kilka wariantów: mogę zostać w banku, wyemigrować, mogę robić coś w sferze publicznej.

- Czuje pan, że jest najlepszy na rynku?

- Sądzę, że na pewno czołówka - mówi Petru bez zastanowienia, po czym patrzy na dyktafon i uśmiecha się.

- Był pan w tym roku na wakacjach?

- Byłem z rodziną w Side w Turcji. Zawsze latem jeździmy gdzieś w Polsce, ale w tym roku wyjątkowo nie. Najpierw było spokojnie, odpoczywałem. Ale potem się dowiedziałem, że zmienił się premier. Nikt nie wie, o co chodzi - czy to znaczy, że wydatki będą rosły? Niejasność sytuacji zaczęła mnie na urlopie drażnić.

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX