"Sunday Times" donosi, że prawie połowa ankietowanych jest zbyt zmęczona, by robić coś jeszcze oprócz wykonywania swoich obowiązków służbowych. 41 proc. nie wysypia się, 46 proc. myśli o zmianie pracy, by mieć więcej czasu na życie. Trzy osoby na dziesięć są nawet gotowe zrezygnować z wysokiej pensji. Tylko 57 proc. jest lojalnych a wobec pracodawcy, 37 proc. planuje zmianę pracy w ciągu dwu lat.
Według raportu firmy Esselte Worldwide dyrektorzy małych i średnich przedsiębiorstw w Europie i Stanach Zjednoczonych pracują coraz ciężej - donosi "Newsweek". Jednak mimo obciążenia pracą większość z nich nie narzeka.
Tymczasem naukowcy alarmują, że mamy obsesję na punkcie pracy. "Financial Times" cytuje profesora Giniego z Uniwersytetu Loyoli w Chicago, który uważa, że nowoczesne technologie wzmacniają obsesje na punkcie wykorzystania czasu i wydajności. Najbardziej dostało się Amerykanom. Profesor twierdzi, że od kiedy kobiety zaczęły masowo podejmować pracę, życie każdej amerykańskiej rodziny, w której oboje małżonkowie pracują, można określić jako eksperyment dotyczący kontrolowania chaosu. Naturalny rytm życia nabrał przyspieszenia. Zarówno mama, jak i tata pracują coraz więcej i wciąż walczą, by jakoś pogodzić obowiązki związane z pracą, domem, rodziną. Niestety, czas, jaki można poświęcić na spotkania towarzyskie i rozrywki, gwałtownie się kurczy.
Profesor Gini sądzi, że poświęcanie zbyt wiele czasu pracy sprawia, że stajemy się niewolnikami, możemy wtedy zapomnieć o wolności i satysfakcji z życia. Obawia się, że dla wielu osób praca stała się ucieczką od rodziny, życia wewnętrznego lub świata zewnętrznego. Nadmierne poświęcanie się obowiązkom służbowym to patologia, to choroba podobna do różnego rodzaju natręctw. Najgorsze jest jednak to, że środowisko biznesu aktywnie promuje i nagradza osoby uzależnione od pracy. Profesor wyróżnia kilka przyczyn pracoholizmu. Dla jednych to przekazywana z pokolenia na pokolenie protestancka etyka pracy. Dla innych chęć szybkiego awansu, wyprzedzenia kolegów, pokazania, jak bardzo są oddani firmie. Inni po prostu boją się, że stracą pracę.
Oczywiste jest to, zdaniem naukowca, że chirurdzy, dyrektorzy generalni firm i niektórzy przedstawiciele rządu muszą poświęcić więcej czasu, energii i zaangażowania w pracy niż przeciętna osoba. Coraz częściej jednak spotyka się osoby, dla których praca stała się rozrywką. Są tacy, którzy dużo pracują z powodu niskiej samooceny. Inni topią swoje smutki i odczuwaną pustkę w pracy. Profesor Gini ostrzega, że rezultatem uzależnienia od pracy jest brak równowagi psychicznej, notoryczne zmęczenie, wypalenie zawodowe, załamanie nerwowe.