Wszyscy chcą zmieniać kodeks pracy. A może napisać go od nowa?

Artur Kiełbasiński
24.03.2014 , aktualizacja: 24.03.2014 15:44
A A A
Artur Kiełbasiński, Gazeta Wyborcza/Wyborcza.biz

Artur Kiełbasiński, Gazeta Wyborcza/Wyborcza.biz (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

Uchwalony w 1974 roku Kodeks pracy tylko od 2010 r. nowelizowano 10 razy. A przecież wielokrotnie zmieniano go już wcześniej. Czy ustawa z 1974 roku może dobrze działać obecnie?
Co zmieniano w ostatnich latach? Rzeczy fundamentalne - takie jak wprowadzenie elastycznego czasu pracy, czy nowe zasady udzielania urlopów macierzyńskich (ta zmiana powiązana była z pakietem innych ustaw). Ale też rzeczy pozornie drobniejsze, ale niezwykle ważne. Od kilku miesięcy nie ma wątpliwości, że tzw. centra usług wspólnych, obsługujące np. klientów w USA, czy innych odległych miejscach, mogą legalnie działać w niedziele lub święta, które nie są świętami państwowymi w innych krajach (dotyczy to np. 11 listopada, który jest świętem i dniem wolnym w Polsce, ale nie w USA).

Na tym jednak nie koniec. Tylko w ostatnich miesiącach zgłoszono szereg innych propozycji zmian.

Bój o wolne niedziele

Na pierwszy plan wysuwa się powtarzany często postulat zakazu pracy sklepów wielkopowierzchniowych w niedziele. Próby wprowadzenia tego zakazu polegają właśnie na nowelizacji kodeksu pracy. Takie postulaty zgłaszają grupy posłów np. z PiS. Ale przygotowany został obywatelski projekt w tej sprawie, zgłaszany pod hasłem "Wolna Niedziela".

Burzliwa debata na ten temat odbyła się w Sejmie w ubiegły czwartek. Niestety, dyskusja była skrajnie ideologiczna. Wśród argumentów za zakazem pracy dominowały te, które odwoływały się do religijnych, a czasami - rodzinnych, aspektów niedzieli. Jako argument za zakazem niedzielnego handlu podawano możliwość innego spędzania czasu (zarówno przez klientów, jak też pracowników zmuszanych do pracy w niedziele). Przeciwnicy zakazu także zgłaszali znane od lat argumenty. Straszono, że w skrajnym wypadku zamknięcie sklepów wielkopowierzchniowych w niedzielę doprowadzi do likwidacji nawet 50 tys. miejsc pracy.

Argumenty dotyczące konkretnych praw pracowniczych w dyskusji padały rzadko. Merytorycznej dyskusji bowiem nie prowadzono.

Posłanka Anna Grodzka z Twojego Ruchu krytykując projekty próbowała zwrócić uwagę na czas pracy w naszym kraju. Podkreślała, że Polacy pracują zbyt długo i warto zająć się skróceniem realnego czasu pracy, a nie zamykaniem sklepów w niedziele. Wspomniała o 36-godzinnym tygodniu pracy, ale ten wątek w dyskusji nie został podchwycony.

Poseł Robert Telus z PiS, zwolennik zakazu, wskazywał na inną słabość Kodeksu pracy. Ustawa zakłada obecnie przyznanie dnia wolnego za pracę w niedzielę. Poseł podkreślał jednak, że małżeństwo pracujące razem w hipermarkecie w niedzielę nie ma pewności, że dzień wolny dostanie w tym samym terminie. Bo żona może dostać we wtorek, a mąż w czwartek. A to nie służy integracji życia rodzinnego.

Właściciele marketów mogą na razie spać spokojnie. W piątek Sejm (głównie głosami PO) zdecydował, że oba projekty zakończą swój parlamentarny żywot i nie trafią do dalszych prac w komisji.

Ale to nie wszystko. Najnowszy projekt posłów PiS przewiduje, że umowa o pracę będzie musiała być podpisana przed dopuszczeniem pracownika do pracy. A jeśli to nie będzie możliwe pracownik będzie musiał otrzymać pisemne streszczenie warunków umowy. Bez tego streszczenia nie będzie mógł rozpocząć pracy.

Cel zmiany? Ochrona pracowników przed nieuczciwymi praktykami pracodawców, którzy mogą dowolnie zmieniać warunki lub nie dotrzymywać ustalonych ustnie warunków zatrudnienia.

Pomysły Twojego Ruchu i SLD

Aktywny w próbach zmieniania kodeksu jest także Twój Ruch. Posłowie tego ugrupowania chcieli wprowadzić do KP szereg przepisów antydyskryminacyjnych, mających zapewnić skuteczne zapobieganie mobbingowi w pracy. Co więcej pokusili się o próbę stworzenia katalogu opisów zachowań, które mogą być przejawem mobbingu.

Na tym nie koniec aktywności lewicowej opozycji. Posłowie TR chcieli też zwolnić pracodawców z obowiązkowych badań lekarskich pracowników, jeśli nie wymaga tego charakter ich pracy (np. praca biurowa). Cel? Oszczędności dla pracodawcy.

To samo ugrupowanie chciało zmieniać przepisy tak, aby najmniejsze firmy nie płaciły zasiłku chorobowego pracownikom (obecnie częściowo obowiązek ten spada na firmy).

Z kolei SLD składało w przeszłości swoje projekty dotyczące wydłużenia macierzyńskiego, ale też np. większej liczby tzw. "dni opieki" dla rodziców.

W ostatnich tygodniach SLD złożyło inny wniosek. Na umowie na czas określony można będzie u jednego pracodawcy przepracować tylko 24 miesiące, później umowa stanie się z mocy prawa umową na czas nieokreślony. Obecne przepisy zakładają, że dopiero trzecia umowa zawarta z tym samym pracodawcą musi być umową na czas nieokreślony. Wcześniej na umowach terminowych można było pracować nawet kilka lat.

Na tym nie koniec... Grupa posłów PO wniosła do Sejmu projekt zakazu stosowania w stosunkach pracy weksli podpisywanych przez pracowników, lub oświadczeń o poddaniu się egzekucji na rzecz pracodawcy. To patologia, na którą skarżą się pracownicy. Obawiają się, że taki weksel może być elementem szantażu. Nowe przepisy mają sprawić, że żądanie takiego weksla lub oświadczenia będzie nielegalne.

Potrzeba głębszych zmian

Wszystkie te przepisy dowodzą jednego - Kodeks pracy, mimo wielu nowelizacji - jest ustawą niedostosowaną do obecnych warunków gospodarczych. Przykładem mogą być wspomniane już centra usług wspólnych, które błyskawicznie powstają w całej Polsce (pracuje w nich ok. 140 tys. osób). Do niedawna nie było pewności, czy można pracować w nich w święta, czy nie i trzeba było nowelizować Kodeks pracy. To pokazuje jak nieżyciowy jest to akt prawny.

Dlatego trzeba "naprawiać" obecny kodeks, trzeba uszczelniać przepisy i zwalczać patologie. Ale trzeba też zastanowić się nad stworzeniem nowego Kodeksu pracy. Dostosowanego do obecnych wymogów rynku, ale też chroniącego pracowników (a czasem i pracodawców) przed zupełnie nowymi zagrożeniami. O czym mowa?

Choćby o tym, że w czasach błyskawicznego przesyłu informacji i łatwości dostępu do danych pracodawcy mogą być narażeni na gigantyczne straty, większe niż w przeszłości, wynikające z nielojalności pracowników (np. kradzież baz klientów). Z drugiej strony pracownicy często są bezradni w sporach prawnych z korporacjami, które czasami traktują ich nieuczciwie.

Pora też przyznać, że wiele małych firm nie jest w stanie spełniać wszystkich kodeksowych obowiązków, które w średnich czy dużych firmach spełniać można. Praca nad nowym Kodeksem pracy może być bardzo trudna. Sytuacji nie poprawia brak dialogu społecznego związkowców z rządem. A jednak pracować nad nowym Kodeksem pracy trzeba. Inaczej pozostanie nam tylko łatanie starej ustawy z 1974 r. Pytanie, czy rządzącym wystarczy odwagi, aby tak trudnym tematem zająć się przed wyborami?

Zobacz także