Dobry list motywacyjny. Czyli jaki?

Dominika Karp
28.07.2009 , aktualizacja: 10.04.2015 15:33
A A A
Możemy spierać się co do tego, czy list motywacyjny jest w ogóle potrzebny (bo przecież wiadomo, jaka podstawowa motywacja pcha nas do pracy) i czy ktoś w ogóle go czyta (jeśli ma ich na biurku setki). Prawda jest jedna - potencjalni pracodawcy najczęściej go od nas wymagają i, czy to się nam podoba czy nie, musimy go napisać. Jak to zrobić najlepiej?
Na początek garść podstaw, czyli...

Jak zrobić niezbędne dobre pierwsze wrażenie? Gdziekolwiek nie zajrzysz, przeczytasz, że dobre dokumenty aplikacyjne to połowa sukcesu - to twoja wizytówka, pierwszy, najważniejszy kontakt z potencjalnym pracodawcą czy rekruterem. Trzeba się jakoś wyróżnić. Lepiej jednak zrobić to treścią, a nie formą.

Podobnie jak w przypadku CV, list motywacyjny powinien być czytelny i uporządkowany. Musimy zapomnieć o dziwacznych czcionkach, pogrubieniach, podkreśleniach i innych, zupełnie w tym przypadku zbędnych, ozdobnikach. Nie powinniśmy też używać bardzo małych albo zbyt dużych rozmiarów czcionek. - Jeśli do mnie trafią takie "udziwnione" dokumenty, zweryfikuję je jak każde inne, bo dla mnie, tak samo jak dla większości headhunterów, każdy list i cv są cenne. Wielu pracodawców jednak tego nie zrobi i jest duże prawdopodobieństwo, że nieczytelnie napisane dokumenty wylądują w koszu - mówi Barbara Osuchowska, menedżer projektów ds. rekrutacji w K&K Selekt Doradztwo Personalne. Jeśli zatem mamy problem z edycją tekstu, poprośmy kogoś o pomoc. I pamiętajmy, że wyróżnić powinna nas treść listu, a nie kosmiczna czy pogrubiona czcionka. Tak samo - już po napisaniu - dajmy nasze dokumenty komuś do przeczytania. W ten sposób unikniemy najczęstszych błędów - literówek.

Co być musi

Podstawowym błędem jest powtarzanie tego, co napisaliśmy już w CV. Dla pracodawcy może to być sygnał, że nie mamy zbyt wiele do zaoferowania albo po prostu nie chciało nam się poświęcić więcej czasu na przygotowanie dokumentu. Należy unikać niewiele mówiących zbitek określeń, takich jak np.: jestem ambitny, komunikatywny, elastyczny, kreatywny, itd. Takie wypowiedzi powinny być czymś poparte. List motywacyjny to świetna okazja do pokazania naszych zalet. Chwalmy się więc, ale nie przechwalajmy. Piszmy o naszych zawodowych sukcesach, awansach. Pokażmy, że możemy się przydać. Nie wdawajmy się jednak w zbędne szczegóły.

Jedna z podstawowych zasad, o której powinniśmy pamiętać podczas pisania listu motywacyjnego, dotyczy tego, że stanowisko stanowisku nierówne. Właśnie dlatego (jeśli nie umieściliśmy takiej informacji w CV), informując o doświadczeniu zawodowym, warto napisać nieco więcej o tym, jakie były nasze obowiązki w poprzednim miejscu pracy. Tu powinnyśmy też pamiętać o innej, podstawowej zasadzie - pod żadnym pozorem nie wolno nam krytykować byłego lub obecnego pracodawcy.

Rosyjska ruletka

- Mam wrażenie, że listów motywacyjnych i tak nikt nie czyta i z doświadczenia wiem, że wielu ludzi ich po prostu nie wysyła. Podczas szukania pracy tylko raz spotkałam się z sytuacją, by ktoś powiedział, że zaprasza mnie na rozmowę, bo napisałam interesujący list motywacyjny. Fajny, dobrze napisany list przydaje się z pewnością osobom, które aplikują na stanowiska związane z PR, dziennikarstwem, reklamą, itp. Czyli tam, gdzie potrzebna jest kreatywność i lekkość pióra. Przyda się również wtedy, gdy wiesz, że firma jest prestiżowa i będziesz mieć dużą konkurencję - ludzi o podobnych, bardzo wysokich kwalifikacjach. Warto się wtedy wyróżnić, bo list może przesądzić, czy zaproszą cię na rozmowę - mówi Karolina, która przez trzy ostatnie miesiące szukała pracy w stolicy i wysłała dokumenty do ponad stu pracodawców.

Podobnie jak Karolina myśli wiele osób szukających pracy. To najczęstszy powód sięgania po internetowe "gotowce". Specjaliści od rekrutacji mimo wszystko radzą, by do każdego potencjalnego pracodawcy pisać nieco inny list motywacyjny. Przy adresowaniu należy też unikać sformułowań "Pan"/"Pani" - lepiej adresować listy do konkretnych osób, podając nazwę stanowiska, które zajmują (np. Anna Nowak, dyrektor ds. personalnych w firmie XY). Najmądrzej jest pisać listy czytając na bieżąco wymagania danego pracodawcy. Powinniśmy podkreślać, że je spełniamy, wymienić kilka konkretnych przykładów. Słowem: każdy list powinniśmy jednak "skroić" pod konkretne stanowisko i pracodawcę, nawet jeśli zajmie to nieco więcej czasu i wątpimy, że ktokolwiek przeczyta nasze wypociny. Może się bowiem zdarzyć tak, że ktoś jednak to zrobi - wówczas tylko od nas będzie zależało, czy szansę stracimy czy ją zyskamy.

Indywidualnie czyli jak?

Barbara Osuchowska dzieli przyjmowane listy na trzy kategorie: standardowe, napisane według wzoru (najczęściej ściągniętego z internetu); spełniające standardy pisania takich dokumentów, ale zindywidualizowane, zawierające informacje o kandydacie, niesztampowe, zawierające nasze oczekiwania, uzasadnienie, dlaczego zainteresowaliśmy się konkretną ofertą i krótkie podsumowanie dotychczasowej kariery zawodowej. Trzecia kategoria to listy bardzo oryginalne. Do takich z pewnością należą coraz bardziej modne prezentacje w formie krótkiego filmu, ale też listy bardzo osobiste, "luzackie". - Te ostatnie mogą być bardzo przydatne w szukaniu pracy w zawodach kreatywnych. Warto się wówczas wysilić. W przypadku innych stanowisk, prawdę mówiąc nie wiem, czy takie postępowanie ma większy sens. Przesadna oryginalność może narazić nas na śmieszność - przestrzega Osuchowska.

Niewskazane jest więc raczej "ozdabianie" listów cytatami czy wierszami, które zwykle niewiele wnoszą i mówią o kandydacie. - Unikałabym też zawierania informacji niezwiązanych z naszym życiem zawodowym, np. pisania o imionach dzieci, itd. Wklejanie "luźnych", nieprofesjonalnych zdjęć, np. na plaży w bikini (z czym wielokrotnie się spotkałam) jest również ogromnym błędem. Jeśli podejrzewamy, że pewne szczegóły naszego wyglądu stawiają nas w niekorzystnym świetle, w ogóle zrezygnowałabym z zamieszczania zdjęcia. Nawet najlepszy specjalista, ale nieogolony i z dredami, może odpaść już na początku rekrutacji na stanowisko np. w banku. My staramy się nikogo nie dyskryminować, ale pracodawcy nie wszystko może się podobać - mówi Małgorzata Jasińska, specjalistka ds. rekrutacji w Hays Poland.

Powinniśmy też zwrócić szczególną uwagę na adres e-mailowy, z którego wysyłamy nasze dokumenty. Headhunterzy podkreślają, że również nie powinien być zbyt "luźny" czy osobliwy (w tym przypadku na oryginalność mogą pozwolić sobie kandydaci na stanowiska związane z artystycznymi i medialnymi profesjami). Skorzystajmy raczej z tradycyjnego, zawierającego imię i nazwisko adresu.

Ile mam napisać?

Nad tym również zastanawia się wiele osób szukających pracy. Nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi. Przyjmuje się, że im mniej, tym lepiej. Łatwo powiedzieć. Jeśli musimy na wstępie zainteresować potencjalnego pracodawcę, napisać coś o sobie, o swoich oczekiwaniach, umiejętnościach, karierze zawodowej, umotywować, dlaczego nadajemy się do danej pracy... Mimo wszystko, dobrze, żeby list nie przekraczał objętościowo strony A4. - Jeśli list będzie na dwie strony formatu A4 możemy mieć pewność, że nikt nie będzie w stanie tego przeczytać - mówi Jasińska i radzi, by podczas tworzenia dokumentów aplikacyjnych spróbować "wejść w skórę" ich potencjalnego odbiorcy. Jeśli ma do przeczytania kilkaset takich dokumentów, wiadomo, że nie będzie robił tego wnikliwie i tylko "rzuci okiem". Właśnie dlatego tak istotny jest interesujący początek. Jeśli zrobi dobre wrażenie i zachęci do dalszego czytania, rozmowę i pracę mamy w kieszeni.



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Jak szukać pracy