Kandydat na muszce, czyli CV to za mało

Michał Świech
2009-11-10, ostatnia aktualizacja 2009-11-10 17:15

Podpytują, śledzą w sieci i węszą wśród znajomych. Firmy poszukujące pracowników coraz częściej sięgają po metody bliższe agentom CBA niż konsultantom ds. rekrutacji. Wszystko przez to, że już nawet jedno na trzy CV zawiera kłamstwa.

SERWISY

Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem



To jeszcze nie wojna, ale potyczki zdarzają się coraz częściej. Kandydat do pracy na odpowiedzialnym stanowisku musi liczyć się z tym, że odkryte zostaną wszystkie jego tajemnice. Specjaliści sprawdzą życiorys zawodowy, skontaktują się ze współpracownikami sprzed dziesięciu lat, z banku wyciągną historię kredytową, a nawet zbadają, czy kandydat nie ma kochanki. Permanentna inwigilacja? Jeszcze nie. Według Szymona Podrzyckiego z firmy Veri, zajmującej się weryfikacją życiorysów, do przeprowadzenia takiego sprawdzianu potrzebna jest pisemna zgoda kandydata.

Rynek tego rodzaju usług nie jest też w Polsce zbyt rozwinięty. - W Wielkiej Brytanii praktycznie nie ma rekrutacji bez weryfikacji - mówi Podrzycki. W Polsce jest to zjawisko ciągle nowe, jednak wydaje się, że branża ma przed sobą perspektywy rozwoju. Coraz częściej bowiem proces rekrutacji odbywa się według Leninowskiej zasady "kto kogo".

Kłamstwo ma krótkie nogi

Dlaczego? Wystarczy przyjrzeć się wynikom badań prowadzonych wśród kandydatów do pracy. Według tych przeprowadzonych przez firmę Antal International, 32% ankietowanych kłamie. To w Polsce. W Wielkiej Brytanii nieprawdziwe informacje zawierają nawet trzy na cztery CV. Coroczne badanie przeprowadzone przez firmę Risk Advisory pokazuje, że w 2008 roku odsetek przypadków z co najmniej jednym nadużyciem sięgał na ogarniętych kryzysem wyspach 65 proc., czyli prawie o 14 proc. więcej niż rok wcześniej. Liczba osób, które upiększały swoje życiorysy rosła z kwartału na kwartał, przekraczając 75 proc. w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku. Autorzy raportu piszą, że to alarmujący wynik, ale też nie powinien nikogo zaskakiwać w takiej sytuacji, jaka panuje na brytyjskim rynku pracy.

Przykładów ukrywania niektórych informacji jest sporo. Pewien Brytyjczyk ubiegający się o pracę polegającą na prowadzeniu operacji handlowych w jednej z wiodących instytucji finansowych, postanowił nie ujawniać prawdziwego adresu swojego zamieszkania. Fałszywe dane wzbudziły podejrzenia firmy rekrutującej i skłoniły ją do dalszych poszukiwań. Po zidentyfikowaniu kandydata okazało się, że był wielokrotnie karany, a grzywny, które musiał zapłacić, opiewały na kwotę 30 tys. funtów. Na tym nie koniec. Osoba, która chciała prowadzić operacje handlowe, okazała się być kompletnym bankrutem. Długi zaciągał nie tylko w bankach, ale także u kolegów, czego dowiodły rozmowy z poprzednimi przełożonymi i znajomymi. Oczywiście, nie mogło być mowy o zatrudnieniu.

Justyna Drabik z firmy AG Test HR przytacza przykład kandydata, który wpisał w CV, że pracował w kilku firmach, sprawiając w ten sposób wrażenie sporego doświadczenia. Rekrutujący, który zamierzał rekomendować tę osobę firmie poszukującej pracownika, poprosił o dosłanie kopii świadectwa pracy. - Niestety nie uczynił tego twierdząc, że "gdzieś mu się zapodziały" - opisuje sytuację Drabik - Okazało się, że kandydat tak naprawdę pracował dużo krócej w poszczególnych firmach niż wcześniej deklarował, a powód rozstań znacząco różnił się od przytoczonych przez kandydata.

Kłamstwo dotyczące posiadanego doświadczenia należy do najczęstszych. 53 proc. szukających pracy Brytyjczyków przebadanych przez firmę Risk Advisory podało w CV fałszywe informacje dotyczące poprzedniego miejsca pracy. Najczęściej chodzi o nazwę stanowiska oraz szczegółowy czas zatrudnienia. Przykład: znacznie lepiej brzmi sformułowanie specjalista ds. administracji niż pracownik biurowy. Może to oznaczać, że pracodawcy zatrudniają ludzi, którzy nie do końca spełniają ich wymagania. Daty niezgodne z rzeczywistością mogą świadczyć o próbie ukrycia przerw w zatrudnieniu, które przeważnie nie są dobrze widziane przez rekrutujących.

"Człowiek orkiestra", czyli kandydat idealny

W Polsce najczęściej podawane są nieprawdziwe informacje dotyczące znajomości języków obcych (ponad 80 proc.) i zakresu obowiązków (w tym przypadku to 27 proc. badanych). Inne nieścisłości to podawanie błędnych informacji na temat znajomości wymaganych programów i aplikacji, przebytych kursów, stażu pracy (maskowanie luk i podawanie nieprawidłowych dat) czy nazw stanowisk. Często nieścisłości dotyczą również braku informacji na temat urlopów bezpłatnych i wychowawczych (jednocześnie wliczone do ogólnej liczby lat doświadczenia) czy stopnia samodzielności na stanowisku.

Te informacje potwierdza Szymon Podrzycki: - Najczęstsze błędy bądź przekłamania to te dotyczące zajmowanej pozycji, dat zatrudnienia - mówi - Zdarza się też informacja, że ktoś nie przeszedł okresu próbnego lub bardzo duża liczba dni nieobecności w pracy - dodaje.

Kolejnym obszarem, na którym zdarzają się oszustwa, jest wykształcenie. Ponad 49 proc. badanych podaje nieprawdziwe informacje dotyczące dat, zdobytych kwalifikacji oraz stopni naukowych. Autorzy raportu Risk Advisory zwracają uwagę na fakt, że w 2008 roku więcej było osób, które - mimo, że studiów nie ukończyły - przypisywały sobie tytuł magistra bądź licencjata. Powodem nieukończenia studiów były bardzo często kwestie finansowe.

Aby bronić się przed takimi przypadkami, potencjalni pracodawcy sięgają po ofertę takich firm jak Veri. Weryfikacja jednego kandydata trwa od jednego dnia do nawet dwóch tygodni. Na czym polega taka praca? - Przede wszystkim na potwierdzeniu faktycznych danych z życiorysu: stanowiska, okresu zatrudnienia, powodu odejścia - wyjaśnia Szymon Podrzycki. Sprawdza się także kwalifikacje edukacyjne, weryfikuje szkolenia i umiejętności. Zdarza się też, że w trakcie procesu weryfikacji wychodzą na jaw informacje, których zwykle nie zawiera się w CV. - To na przykład zwolnienie z pracy, konflikt z przełożonym, kradzież, nadmierna liczba nieobecności, częste spóźnienia lub brak odpowiedniej etyki pracy - mówi Podrzycki.

Kandydat na podglądzie

Kto nie chce sięgać po tego rodzaju metody inwigilacji, może liczyć na firmy rekrutacyjne. - Sprawdzamy chronologię pracy i dat granicznych, jeżeli mamy niejasności wynikające na przykład z braku ciągłości pracy, dopytujemy do skutku oraz sprawdzamy referencje - opowiada Justyna Drabik - Jeżeli kandydat nie jest w stanie wyjaśnić naszych wątpliwości,, staje się to podejrzane i wówczas zastanawiamy się nad rekomendacją takiej osoby.

Konsultanci weryfikują kwalifikacje stosując wywiad kompetencyjny, który polega na zadawaniu serii pytań odpowiadających danym umiejętnościom. - Scenki i testy kompetencyjne łatwo wykazują ewentualne rozbieżności umiejętności zgłaszanych przez kandydatów - uważa Marta Ambroziak z Manpower.

Żeby udowodnić swoją uczciwość, kandydaci przynoszą na rozmowę kwalifikacyjną zeskanowane dokumenty. Jeśli firma zlecająca rekrutację tego wymaga, prosi o udokumentowanie posiadanych kwalifikacji oraz uprawnień (np. uprawnienia państwowe, uprawnienia SEP czy uprawnienia do obsługi wózków widłowych, certyfikaty). Wszystko zależne jest od oczekiwań firmy oraz profilu stanowiska.

Walka o dobrą posadę z jednej strony i potrzeba wyłuskania najlepszego pracownika z drugiej powodują relatywizację postaw. Według sondażu przeprowadzonego przez portal CareerBuilder.com tylko 8 proc. osób ubiegających się o jakieś stanowisko przyznało się do naciągania lub dodawania faktów, ale aż 49 proc. pracodawców wspominało o przyłapaniu kogoś na kłamstwie. Ponad połowa (57 proc.) z miejsca odrzuciła sfałszowane aplikacje, około 1/3 (36 proc.) nadal zastanawiała się nad kontrowersyjnym kandydatem, ostatecznie go nie zatrudniając, a 6 proc. przeszło nad zniekształconą rzeczywistością do porządku dziennego, dając delikwentowi szansę.

Branża, w której ubiega się o pracę kandydat, nie ma znaczenia. Różna jest jednak motywacja i skala oszustw. Część kandydatów bierze za dobrą monetę porady fachowców od rekrutacji, którzy podają przepisy na zatarcie przerw w życiorysie czy sposoby na lepsze w odbiorze opisanie swojego stanowiska pracy.

Wpadki rekruterów?

Internauci skarżą się często na niesprawiedliwe oceny rekrutujących, nawet te dotyczące wyglądu kandydata. Pewien użytkownik forum przeprowadził eksperyment: przesłał do tej samej firmy dwie aplikacje. Merytorycznie były identyczne, ale w jednym przypadku zdjęcie podmienił ze swojego na znalezionego w sieci przystojniaka. Efekt: fikcyjny kandydat zaproszenie na rozmowę otrzymał. Rzeczywisty właściciel CV - nie.

Zarzuty odpierają firmy z branży rekrutacyjnej. Według nich określaniu wymagań towarzyszy konsultant, który naprowadza klienta na właściwą drogę, wskazując umiejętności, na które powinien zwrócić uwagę lub z których powinien zrezygnować, gdyż w rzeczywistości nie będą wpływały na wynik pracy osoby zatrudnionej. Natalia Górska z AG Test HR przyznaje, że zdarzają się ogłoszenia, w przypadku których wymagania odpowiadają jedynie małej liczbie kandydatów. - Wtedy bywa, że klient obniża poprzeczkę - dodaje.

Niezależnie od tego, jakie motywy kierują podkręcającymi życiorysy, to niebezpieczna gra. Według Marty Ambroziak, sytuacja, w której kandydat mija się z prawdą niesie za sobą poważne konsekwencje. - Utrata wiarygodności i zaufania niejednokrotnie skutkuje wycofaniem kandydata z procesu rekrutacyjnego - ostrzega Ambroziak. Justyna Drabik, project manager w AG Test HR uważa, że konsekwencją kłamstwa jest wypadnięcie z procesu rekrutacji oraz adnotacja o jego postępowaniu w firmowej bazie danych. - Co często jest jednoznaczne z tym, że nie będzie już rozpatrywany w innych procesach rekrutacyjnych jako potencjalny kandydat - podkreśla Drabik.

Potyczki kandydatów, którzy mają coś do ukrycia z potencjalnymi pracodawcami, którzy dążą do jak największej transparentności takich osób, rodzą także wątpliwości. Może się przecież zdarzyć, że indagowany przez konsultanta były szef, który dawnego pracownika sympatią nie darzył, spróbuje go oczernić. - Takich informacji nie da się zweryfikować w pełni - przyznaje Szymon Podrzycki. - Z tego powodu pierwszym punktem kontaktu jest dział personalny, a nie bezpośredni przełożony. Pracownicy działów kadr udzielając referencji, bazują na informacjach faktycznych przechowywanych w aktach pracowniczych. Jeśli jednak firma nie posiada działu personalnego lub zdobywamy referencje również od byłego przełożonego, wtedy zwykle w takich sytuacjach doradzamy klientom, żeby skonfrontowali otrzymane informacje z kandydatem.

Mimo że wojna jeszcze się nie rozpoczęła, trzeba mieć się na baczności. Kto wie, czy mandat za złe parkowanie, który właśnie dostaliśmy, nie stanie się w przyszłości powodem odrzucenia naszej kandydatury do pracy?



  • 62 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Jestem pracodawcą... three-gun-max 23.11.09, 11:23

    I czasami przychodzą do mnie różne obszczymurki i nagabują o podawanie (często dosyć prywatnych) informacji o byłych pracownikach. Zawsze przeganiam takich w cholerę.»

  • Kandydat na muszce, czyli CV to za mało 8y 23.11.09, 15:15

    Ja wchodze i mowie tak: witam, zanim zaczniemy chcialem Pania/Panapoinformowac, iz ta rozmowa bedzie nagrywana z mojej strony, zaczynajmy. Pozniej to sa jaja az po sufit.»

  • Design 3D CV Pobierz szablony zaprojektowane przez be-creative 18.10.10, 18:59

    specjalistów od graficznej wizualizacji. Innowacyjne oraz klasyczne szablony. Minimalizm kolorystyczny. Wyróżnij się wśród konkurencji. Wejdź na: www.be-creative.com.pl»