Marek nie ma żadnego dokumentu, który potwierdza jego zatrudnienie. Podobnych jemu pracowników są w Polsce tysiące. Umowy ustne to dość częsty sposób dogadywania się z pracodawcą, zwłaszcza w sezonie letnim, kiedy wiele osób decyduje się na pracę dorywczą. Jednak taka umowa może okazać się problemem. Jeśli jest tylko "na słowo", a któraś ze stron nie zechce się z niej wywiązać, dochodzenie praw, na przykład przed sądem, jest bardzo trudne.
Oszukany pracownik W codziennym życiu zawieramy ich dziesiątki, chociaż zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Umową ustną jest na przykład zamówienie obiadu w restauracji, jazda taksówką czy zakupy w sklepie spożywczym. Dwie strony niczego nie podpisują, ale dokonują ważnej w świetle prawa umowy. Obie strony, które deklarują spełnienie jakiejś czynności na rzecz drugiej osoby, wchodzą z nią w stosunek prawny. Nie ma znaczenia, w jakiej formie to robią. Chyba że przepisy prawa wymagają zawarcia umowy na piśmie (na przykład nie możemy sprzedać
nieruchomości, zawierając tylko umowę ustną). Również umowy leasingu czy o przejęciu długu powinny być zawarte na piśmie. Jeśli chodzi o umowy o pracę, prawo zezwala na zawieranie umów ustnych. Teoretycznie są one tak
samo ważne jak te spisane na papierze.
Marek mieszka na Mazurach. Jest budowlańcem. Pracuje zwykle na umowę o dzieło. Zwykle też najpierw umawia się na wykonanie jakiejś pracy, później w jej trakcie podpisuje umowę. Tak było pół roku temu, kiedy umówił się z pracodawcą, że wybuduje mu garaż. Ustalił wynagrodzenie i zabrał się do pracy. Pisemnej umowy jednak nie dostał. Kiedy skończył pracę, zamawiający zapłacił mu połowę zadeklarowanej kwoty, przekonując, że właśnie taka była stawka, na którą się zgodził. Pomimo próśb i ciągłych pytań Marka mężczyzna nie ma widoków na wyegzekwowanie reszty pieniędzy. Postanowił więc, że pójdzie do sądu.
- Czasami jest też tak, że podpisuje się umowę o pracę z pracownikiem, a do tego pewne kwestie ustala się "na gębę". Dopóki obie strony się wywiązują, wszystko jest w porządku. Kiedy dochodzi do sporu, nie można go rozstrzygnąć inaczej niż w sądzie, bo zazwyczaj żadna ze stron nie chce się dogadać - zauważa Rafał Koniecek, adwokat, ekspert Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej. - Każda ze stron przed sądem musi udowodnić swoje racje. Wtedy tak naprawdę to sąd musi rozstrzygać spór, w sposób dowolny ocenić wiarygodność treści, które każda ze stron zaprezentuje.
Tak samo ważna - Umowa zawarta w formie ustnej jest tak samo wiążącą umową jak ta na piśmie. Inna jest tylko forma. Jednak dochodzenie praw w sądzie w przypadku takiej umowy jest zawsze trudniejsze niż w przypadku umowy pisemnej. To słowo przeciwko słowu - komentuje mec. Anna Niecikowska, adwokat. - Zwykle jednak sąd w sporze pokrzywdzonego pracownika z nieuczciwym pracodawcą daje wiarę pracownikowi, jeśli jego zeznania są wiarygodne, i zwykle udaje się takiej osobie wyegzekwować swoje prawa, jednak nigdy nie ma pewności, jak taka sprawa się może skończyć - dodaje.
Podkreśla, że w przypadku, kiedy zawieramy umowę "na słowo", warto zachować wszystko, co może być dowodem w ewentualnej sprawie sądowej. - Zazwyczaj sam fakt zawarcia umowy jest prostszy do udowodnienia, znacznie gorzej jest ze szczegółowymi warunkami umowy, takimi jak terminy czy zakres umowy. Wszelkie e-maile, SMS-y, listy, wszystko - co może potwierdzać, że ktoś zlecił nam jakieś zadanie czy pracę, a my zaczęliśmy ją wykonywać - może służyć jako dowód. Dowodem mogą być też zeznania świadków, osób, które były obecne podczas rozmowy pracownika z pracodawcą, słyszały ustalenia, z których pracodawca nie chce się wywiązać - wyjaśnia. - Można również nagrać rozmowę z pracodawcą, ale za jego zgodą i wiedzą. Jeśli osoba nagrywana nie wie o tym, że tak jest, popełniamy przestępstwo. Zasadniczo dowód uzyskany w taki sposób nie powinien być dopuszczony jako dowód w sprawie, jednak sądy robią czasem wyjątki.
Na próbę nie można Często, zwłaszcza w wakacje, młodzi, którzy próbują znaleźć dorywcze zajęcie, spotykają się z propozycją "pracy na próbę". - Chcę dorobić do wakacyjnego wyjazdu w restauracji. Od niedoszłego szefa usłyszałam, że mam popracować cztery dni, on zobaczy, czy się nadaję, i wtedy podpiszemy umowę. Nie zgodziłam się, bo koleżanka miała podobną sytuację, pracowała przez tydzień, a później nie dostała nawet złotówki - mówi Anna, studentka politologii z Krakowa. - W końcu udało mi się znaleźć pracę, gdzie od razu podpisałam umowę o dzieło - dodaje.
- Umowa o pracę na okres próbny ma na celu sprawdzenie przydatności pracownika do wykonywania danego rodzaju pracy. Może poprzedzać zawarcie umowy na czas nieokreślony lub jednej z umów terminowych. Jednak zawsze jest to umowa. Nie ma czegoś takiego jak "praca na próbę". Jeśli więc pracodawca chce nas przekonać do podjęcia pracy bez żadnej umowy, powinniśmy domagać się jakiegokolwiek potwierdzenia - podkreśla Anna Majerek z Powiatowego Inspektoratu Pracy w
Krakowie.
Od jesieni PIP zaczyna kampanię informacyjną "Poznaj swoje prawa w pracy". Cel - pokazać młodym, takim jak Anna, jakie mają prawa na rynku pracy, czego powinni oczekiwać od pracodawcy. - Chcemy zachęcić pracowników i pracodawców do podnoszenia wiedzy na temat praw i obowiązków w pracy, zasad zawierania umów, pracy tymczasowej i sezonowej, pracy młodocianych, zakazu dyskryminacji, zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy - wylicza Majerek.