Aneta Zadroga: Organizuje ksiądz konferencję "Mobbing w białych rękawiczkach". Skąd taki temat? Idea sięga czasów, kiedy byłem doktorantem na KUL-u i byłem zapraszany do urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich przez prof. Andrzeja Zolla - najpierw jako słuchacz, następnie jako wykładowca. Prowadziłem wykłady na temat mobbingu i dyskryminacji. Poza tym zawsze interesowałem się tematyką społeczną. I chociaż nauczanie Kościoła nie mówi nic na temat mobbingu, to mówi pośrednio o kwestiach związanych z problematyką pracy. Już Pius XII powiedział takie słynne zdanie, że w dzisiejszych czasach materia z zakładów pracy wychodzi coraz bardziej uszlachetniona, a człowiek coraz bardziej upodlony. Tematyka szanowania człowieka jako pracownika pojawia się również w encyklikach
Jana Pawła II. Uważam, że Kościół w dzisiejszych czasach, jeśli chce wygrać wiernych, to musi być blisko nich i ich codziennych problemów. A jednym z takich problemów jest właśnie mobbing i znęcanie się nad pracownikami.
Kościół zajmujący się mobbingiem to dość niezwykłe połączenie. Co Kościół może o tym wiedzieć? Społeczna troska Kościoła powinna obejmować świeckie obszary życia. Chodzi przecież o ich etyczny wymiar. Sytuacja pracowników nie może być Kościołowi obca. Encyklika Jana XXIII dotycząca praw człowieka jasno mówi, że prawa pracownicze są jednymi z nich. Kościół musi więc stanąć w obronie pokrzywdzonych, bo to jest właśnie jego rola. O tym wielokrotnie wspominał bł.
Jan Paweł II. W nauczaniu Kościoła jest taki grzech, który się nazywa grzechem wołającym o pomstę do nieba. Prosimy Boga, żeby pomścił złe traktowanie ludzi słabszych i bezbronnych już za życia. Znęcanie się nad pracownikiem, bo tym właśnie jest mobbing, jest takim grzechem. Trzeba pamiętać, że struktury patologiczne w pracy pogłębiają się, kiedy o tym, co złe, się milczy. Jeśli ofiara milczy, jest ciągle krzywdzona. A na to nie można pozwalać!
Czym dla księdza jest mobbing? Dla mnie jest tym samym, czym dla prawa. Czym innym jest kwestia racjonalnych zwolnień, a czymś zupełnie innym znęcanie się nad pracownikiem. W 1958 roku Konrad Lorenz zauważył w świecie przyrody, że małe zwierzęta próbują się zmówić i wykluczyć ze swojego grona silniejsze sztuki. Co chciał nam powiedzieć? Że w pewnych sferach życia dotyka nas zezwierzęcenie. Później Heinz Leymann powiedział, że mobbing to stwarzanie w miejscu pracy wrogiej i daleko nieetycznej atmosfery. Celem mobbingu jest popsucie opinii ofiary i zaszkodzenie jej w sposób, który pozwoli potem wyeliminować ją z pozycji, jaką zajmuje. Stopniowo mobbing niszczy reputację ofiary, zaburza i niszczy jej stosunki międzypersonalne, wpływa negatywnie na jakość wykonywanej przez nią pracy, aż doprowadza do definitywnego wykluczenia ofiary ze społeczności czy danej grupy. Mobbing jest ukrytym spiskiem.
Podczas konferencji będzie ksiądz mówił o tym, że mobbing to wynik patologii w strukturach pracy. Co to oznacza? Kryzys, trudna sytuacja na rynku pracy i rosnące
bezrobocie sprzyjają warunkom patologicznym w strukturach pracy. Człowiek jest taką istotą, że skutecznie obejdzie prawo boże, kościelne i cywilne i jeszcze sobie to nieźle wytłumaczy. A na to nie możemy dawać przyzwolenia. Czas kryzysowy to najlepszy czas dla Kościoła, żeby zawalczyć o swoich wiernych. Wspieranie krzywdzonych na przykład w pracy jest taką walką.
Zdarza się księdzu spowiadać wiernych z mobbingu? Spowiadają się mobbingowani czy mobbingujący? Kilka lat temu zgłaszały się do mnie osoby mobbingowane, z Przemyśla, z Białegostoku. Było to pod wpływem jednego z artykułów w prasie. Odesłałem je do odpowiedzialnych za takie sprawy urzędów. Bo to bardzo ważne, żeby wiedzieć, gdzie i do kogo udać się z takim problemem. Ludzie często gubią się w gąszczu przepisów i nie wiedzą, gdzie pójść po pomoc. Niewiedza zaś odstrasza ich od działania, czują się bezradni.
Zdarzyło mi się też spowiadać mobbingującego. Co prawda osoba ta nie mówiła wprost o tym, że kogoś mobbingowała, ale że uwzięła się na kogoś z niezrozumiałych dla siebie przyczyn. Jeżeli ktoś ma sumienie, to, choć można je zagłuszać, to ono prędzej czy później się odezwie, im bardziej zakłócane, z tym większą mocą, w najmniej oczekiwanym momencie. Ale jeśli ktoś przychodzi z tym do spowiedzi, to znaczy, że zauważa, że dzieje się coś nie do końca dobrego, i wszystko jest jeszcze do naprawienia.
Co może zrobić osoba duchowna, kiedy wierny mówi, że jest poddany mobbingowi? Zawsze dobrze jest wysłuchać i odesłać daną osobę do kogoś, kto zajmuje się kodeksem pracy. Nie trzeba się na tym znać, trzeba wiedzieć, gdzie pokierować ofiarę mobbingu. Oczywiście nie można popadać w skrajności, trzeba zdawać sobie sprawę, że jednorazowe podniesienie głosu czy zdecydowane zwrócenie uwagi nie jest jeszcze mobbingiem.
Kiedy więc należy reagować? Gdy będąc pracownikiem, słyszymy komentarze pod adresem rodziny, dwuznaczne aluzje czy szef wydaje niejasne polecenia. Z mobbingiem mamy też do czynienia, gdy fałszowana jest dokumentacja pracownika dotycząca zakresu obowiązków, gdy giną dokumenty, gdy pracownik jest nadmiernie krytykowany i kontrolowany. Przepisy kodeksu pracy mówią, że takie zachowania muszą trwać co najmniej pół roku, żeby uznać je za mobbing. Rozwiązaniem jest mówienie o tym, co nas spotyka, jak największej liczbie osób, robienie notatek, nigdy - rozmawianie w cztery oczy z mobbingującym, a w ostateczności zgłoszenie się do sądu pracy.
Jak wygląda sytuacja mobbingowanych osób w Polsce? Mobbing w 58 proc. to dręczenie podwładnych przez przełożonych, w 29 proc. przez przełożonych i kolegów jednocześnie, w 12 proc. - nękanie przez kolegów i tylko w 1 proc. - nękanie przełożonego przez pracownika. W większości dotyka to kobiety. Co gorsza, mobbingowi może towarzyszyć molestowanie - z jednej strony psychiczne, z drugiej - seksualne.
Czego jest to wynikiem? Czasami wynika to z tego, że nadal mamy nierówność płci w strukturach pracy. Często się zdarza, że kobieta i mężczyzna z takimi samymi kompetencjami dostają różne wynagrodzenie, na niekorzyść kobiety. Co więcej, nieraz jest tak, że niekompetentny mężczyzna zarabia więcej niż kompetentna kobieta! Co jest tego przyczyną? Zła organizacja pracy, złe zarządzanie zakładem, niski poziom moralny w przedsiębiorstwie. Tam, gdzie się lekceważy morale, lekceważone jest też prawo, a tam, gdzie prawo jest lekceważone, dochodzi do nadużyć. Do tego dochodzi bezrobocie w trudnych czasach kryzysu. Kiedy ma się perspektywę wyrzucenia na bruk, człowiek godzi się na wiele rzeczy, nawet na podpisanie niekorzystnej dla siebie umowy i na bycie dręczonym przez pracodawcę.