Eksperci powiedzieli, że najważniejsze są: - zmiana kodeksu
pracy tak, by można było łatwiej zatrudniać, ale też łatwiej zwalniać;
- by podwyżką składki rentowej nie obejmować pracodawców zatrudniających absolwentów;
- dać ulgi młodym zakładającym firmy. Podawali też inne przykłady, by rząd mógł z nich wybrać to, co jest realne do przeprowadzenia.
"Problem zmniejszenia
bezrobocia wśród młodych jest jednym z priorytetów tego rządu. Dla mnie ta odpowiedzialność jest jeszcze większa, bo dotyczy mojego pokolenia" - powiedział w naszej akcji nowy minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL. 30-letni minister dodał, że młodym może pomóc rozwiązanie, które pomaga dziś starszym. Szef zatrudniający osoby w wieku 50 plus nie płaci składki na Fundusz Pracy (obowiązek to 2,45 proc. pensji). Przy przeciętnym dziś wynagrodzeniu 3416 zł brutto na Fundusz trzeba wydać 84 zł miesięcznie. Czyli szef oszczędza ok. 1 tys. zł rocznie.
W przypadku osób po pięćdziesiątce pracodawcy składek nie
płacą tylko przez rok, a przed zatrudnieniem pracownicy muszą być przynajmniej miesiąc zarejestrowani jako bezrobotni. Przy młodych warto, żeby pracodawcy nie płacili składki na Fundusz Pracy np. przez dwa lata. Bo rok może nie wystarczyć, by wejść na
rynek pracy. Lepiej też nie wymagać od młodych, by musieli się rejestrować w pośredniaku. Dorosłe życie zaczną od piętna bezrobotnego.
Problem młodych już widać w wielu krajach Europy - to właśnie oburzeni. Możemy zdążyć i zrobić coś z tym, zanim wyjdą na nasze ulice. Pomysł ministra pracy wymaga jedynie zmian w ustawie o promocji zatrudnienia. Do roboty, ministrze pracy! Jeśli się uda, będziemy mogli powiedzieć: "Odzyskaliśmy to pokolenie".