Rozmowa z Lechem Antkowiakiem wiceszefem Urzędu Pracy w Warszawie Małgorzata Kolińska-Dąbrowska: Jaki jest budżet stołecznego urzędu pracy? Lech Antkowiak: Od 2010 taki sam - 12 mln zł. Mówię o pieniądzach na utrzymanie urzędu, budynków, płace dla 217 pracowników.
A ile pan dostaje na aktywizację bezrobotnych? - 20,5 mln zł.
To w całej Polsce ile się wydaje? Szczególnie, że minister finansów zablokował miliardy na ten cel. Jedynie na przyszły rok dołożył 200 mln zł. - W 2010 r. na aktywne formy pracy z bezrobotnymi było 7,5 mld zł dla wszystkich urzędów pracy. W tym roku już tylko 3,4 mld zł. Mniej też będzie na funkcjonowanie pośredniaków.
Minister po prostu chce ograniczyć koszy utrzymania urzędników. - To nie o to chodzi. Etaty trzeba ciąć tam, gdzie urzędnik pracuje z papierem, ale nie etaty doradców zawodowych, pośredników. Już teraz część starostw będzie zwalniać pracujących bezpośrednio z bezrobotnymi. I to jest problem.
Minister pracy określił standardy obsługi bezrobotnych - zatrudnienia pośredników, doradców i liderów. Ich liczba ma wynikać z liczby bezrobotnych i ofert pracy. Teraz na pewno nie uda się ich spełnić lub szefowie urzędów będą musieli jakoś obejść przepisy.
To ile mamy urzędników w pośredniakach? - Prawie 19,5 tys., w tym pośredników i doradców - niespełna 8 tys.
Ilu bezrobotnych obsługują? - Ponad 1,9 mln. W Warszawie - 41 tys. Tu stopa bezrobocia wynosi 3,6 proc. W kraju - średnio 11,8 proc., ale są powiaty, gdzie 25 proc. i więcej.
Warszawa z punktu widzenia stopy bezrobocia jest w komfortowej sytuacji. Ale z punktu widzenia ilości osób obsługiwanych przez urząd pracy jest gorzej niż źle. W stolicy tylko 80 osób zajmuje się aktywizowaniem bezrobotnych.
Jeśli jeszcze weźmiemy pod uwagę, że w Polsce połowa bezrobotnych to osoby długotrwale bez pracy, to niemożliwe, by 8 tys. doradców mogło indywidualnie pracować z bezrobotnym.
Polskie służby zatrudnienia to dobrej klasy samochód ciężarowy o ładowności 2 ton, ale wrzucamy mu na pakę 5 ton i dziwimy się, że wolno jedzie, że się psuje. Aktywizacja zawodowa to wielka fikcja. W Niemczech jest ok. 2,6 mln bezrobotnych. Obsługuje ich 100 tys. osób. Tam państwo czuje się odpowiedzialne za
bezrobocie i teraz, w kryzysie, zatrudniło dodatkowo 5 tys. doradców.
Mówi pan: brakuje i będzie brakować doradców. A co z pieniędzmi? Ich wystarczy? - Narażę się mojemu środowisku: więcej niż 4 mld zł służby zatrudnienia, na takim poziomie jak teraz, nie są w stanie racjonalnie wydać. Uważam, że część z 7 mld zł, jakie mieliśmy w 2010 r., zmarnowano.