Pojęcie "umowy śmieciowej" zawojowało media po ogłoszeniu rządowego raportu "Młodzi 2011". Przedstawiona tam wizja
rynku pracy ukazuje dwie grupy: uprzywilejowanych etatowców, zatrudnionych na czas nieokreślony, i całą resztę, która pracuje na podstawie kontraktów czasowych. W ten sposób w jednym worku znalazły się umowy cywilnoprawne (zlecenia czy o dzieło), które pracownikowi nie gwarantują prawie żadnych praw, i praca na czas określony. Łączy je wszystkie to, że nie gwarantują stabilności zatrudnienia - można je wypowiedzieć w każdej chwili (cywilnoprawne zrywa się od razu, na czas określony - z dwutygodniowym wypowiedzeniem, bez uzasadnienia) i nie gwarantują
zdolności kredytowej.
To jednak koniec podobieństw. Osoby pracujące na umowę na czas określony są objęte kodeksem pracy i tak jak zatrudnionym na stałe przysługuje im prawo do płatnego urlopu, obowiązuje je ośmiogodzinny dzień i pięciodniowy tydzień pracy. Firma zawsze musi zgłaszać tych pracowników do ZUS, opłacać ich składki na ubezpieczenia społeczne i zapewnić wstępne, okresowe i kontrolne badania lekarskie. Dla zleceniobiorców taka umowa to marzenie. Oni pracują bez żadnych przywilejów i to często przez długie lata.
Złą opinię umowy na czas określony zawdzięczają nie tylko łatwiejszemu jej rozwiązywaniu i niepewności związanej z przyszłością i kredytami. Często pracodawcy nadużywają tej formy zatrudnienia i zawierają umowę na czas określony, np. na 10 lat. - Dostaję umowy terminowe podpisywane nawet na 20 lat - mówi Paweł Śmigielski, ekspert OPZZ. Jego zdaniem fakt rozpowszechnienia się umów terminowych jest związany z tym, że pracodawcom po prostu się one opłacają. - Łatwo je rozwiązać, nie trzeba informować związków zawodowych, nie trzeba uzasadniać przyczyn zwolnienia - wylicza.
Niejednoznacznie ocenia taki sposób zatrudniania prof. Jerzy Wratny z Instytutu Nauk Prawnych. - Z jednej strony umowy terminowe rodzą patologie, bo tak można nazwać np. proponowanie umów na wiele lat - mówi. - Zdarzają się jednak przesłanki do stosowania tego typu kontraktów. Są nimi m.in. specyficzny rodzaj wykonywanej pracy, czas na sprawdzenie kwalifikacji nowo zatrudnionej osoby czy też preferencje samego pracownika, który nie chce się wiązać z firmą na wiele lat. Jak ja sam - dodaje.
Podobnie uważa radca prawny Rafał Fabisiak reprezentujący firmę Volkswagen
Polska. - Umowy terminowe są ważnym elementem stosunku pracy, pod warunkiem że są stosowane we właściwy sposób - mówi. - W naszej firmie każdy pracownik otrzymuje jasną informację: najpierw musi mieć umowę na okres próbny, kolejna jest na czas określony, a dopiero potem na czas nieokreślony - mówi. - Takie rozwiązanie jest satysfakcjonujące dla obu stron. I umożliwia uzyskanie kredytu.
Eksperci podkreślają, że elastyczne formy zatrudniania, do których zalicza się też umowy na czas określony, są potrzebne, bo np. umożliwiają młodym ludziom wejście na
rynek pracy. Zdaniem Anity Gwarek, dyrektor departamentu prawa pracy z Ministerstwa Pracy, tak naprawdę są one ratunkiem przed
bezrobociem. - Potrzebna jest dyskusja na temat umów terminowych, po to, by przywrócić im ich właściwą rolę - mówi. - Trzeba się jednak zastanowić nad poziomem ochrony tak pracujących osób w naszym prawie, tym bardziej że w Unii coraz częściej podnosi się tę kwestię.
Debata "Czy umowy terminowe rzeczywiście są elementem flexicurity?" została zorganizowana przez organizację Pracodawcy RP.