Umowy na czas niepewny

Mateusz Korsak
2011-03-18, ostatnia aktualizacja 2011-03-18 08:30

Większość młodych Polaków w 2010 roku zatrudniona była na podstawie umowy na czas określony i nie mogła być pewna swojego zawodowego jutra. W tym roku będzie jeszcze gorzej - przewidują eksperci.




Ania to 24-latka ze stolicy zatrudniona za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej w jednym z call-centres. Oczywiście na umowę zlecenie. - Od zawsze pracuję na umowy zlecenia, albo umowy o dzieło. Dlatego nigdy nie wiem, czy za miesiąc nadal będę miała pracę. - opowiada. Michał, 27-letni mechanik z Podkarpacia jest w nieco lepszej sytuacji - ma umowę o pracę na czas określony. - I tak nie wziąłbym kredytu, bo za parę miesięcy kończy mi się umowa. Stracę robotę i z czego spłacę? - pyta retorycznie. Choć podstawy prawne, na jakich zostali zatrudnieni są różne, łączą ich trzy rzeczy: są młodzi, nie czują bezpieczeństwa w kwestii pracy i nie mają szans na kredyt.

Ile jeszcze jest takich osób? Według wstępnych szacunków Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ), w 2010 roku pracowników tymczasowych, czyli takich, których zatrudnia i "wypożycza" firmom agencja pracy tymczasowej, było nawet 450 tys. - To zróżnicowana grupa pracowników - tłumaczy Monika Ulatowska z SAZ. - Są wśród nich zarówno osoby wykonujące proste prace, fachowcy z wykształceniem zawodowym, jaki i wysoko wykwalifikowani specjaliści.

Główne branże, w jakich zatrudniani są pracownicy tymczasowi to produkcja (szczególnie w motoryzacji i sektorze spożywczym), logistyka, call centers, ale także IT i usługi medyczne. - Część z tych osób pracuje sezonowo, zwłaszcza w przypadku stanowisk wymagających wykonywania najprostszych obowiązków - mówi Artur Skiba, dyrektor naczelny firmy Antal International. - Inaczej jest w przypadku stanowisk na wyższym i średnim szczeblu, kiedy zatrudnienie zewnętrzne zwykle wiąże się z potrzebą poczucia większej wolności oraz niezależności ze strony pracowników lub współpracowników.

Zatrudnieni przez agencje pracy tymczasowej stanowią tylko część osób, które nie mają stałej pracy. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego zebranych w ramach Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, w 2010 roku liczba osób posiadających umowę na czas określony wyniosła 3.525 tys. osób. To wzrost o 172 tys. w porównaniu z poprzednim rokiem.

Szybko można więc policzyć, że w ubiegłym roku przynajmniej 4 mln Polaków miało stałą pracę tylko na pewien czas.

Młodzi pracownicy drugiej kategorii

- W naszym kraju pracę tymczasową wykonują głównie młodzi. Najnowszy raport Ministerstwa Pracy podaje, że osoby do 25. roku życia stanowią 53 proc. takich pracowników - mówi Ulatowska. I jak pokazuje doświadczenie europejskie, istnieje niewielka szansa na to, by sytuacja młodych pracowników jak Ania i Michał szybko się zmieniła.

Dane udostępnione przez Komisję Europejską wskazują na to, że na starym kontynencie znaczną część pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony stanowią osoby młode. Według raportu "Zatrudnienie w Europie 2010", w Unii Europejskiej średnio połowa osób w wieku 25 lat pracowała na czas określony, a dwudziestolatków - nawet 77 proc. Na Słowenii i w Hiszpanii kontrakt czasowy jest najpopularniejszą formą zatrudnienia, zwłaszcza, gdy jest to pierwsza podejmowana praca.

Taki stan trwa często do 30-tego roku życia, a związana z nim niepewność pociąga za sobą dalsze konsekwencje. Młodzi mniej pieniędzy wydają nie tylko na konsumpcję, ale i na własny rozwój, nie dostają kredytów, nie starają się o dzieci. Z drugiej strony w pracowników, którzy są w firmie tylko na pewien czas, przedsiębiorcy mniej inwestują. Maksymalnie tnąc koszty, nie organizują dla nich szkoleń, które podnosiłyby kwalifikacje. Ograniczają się jedynie do niezbędnego minimum, by przygotować pracownika do zleconych zadań. To wpływa na brak wzrostu produktywności, co z kolei skutkuje mniejszymi płacami i możliwościami rozwoju dla pracowników czasowych w porównaniu do osób o podobnych kwalifikacjach, ale zatrudnionych na kontrakt bezterminowy. A ponieważ coraz trudniej znaleźć bezpieczną pracę z umową na czas nieokreślony, koło się zamyka.

Twórcy raportu "Zatrudnienie w Europie 2010" nazywają taką sytuację segmentacją rynku pracy lub dwustopniowym rynkiem pracy. W praktyce na rynku egzystują dwie grupy pracowników: jedni w stabilnym zatrudnieniu, na kontraktach długoterminowych lub stałych umowach o pracę oraz drudzy, zatrudnieni w formach czasowych, mający ograniczone możliwości przejścia do stałej, lepiej płatnej pracy.

Minusy...

Przykłady zachodnie pokazują, że pracownicy zatrudnieni na podstawie umów na czas określony zarabiają mniej niż ci na stałych kontraktach. Paradoksalnie, to właśnie udział pracowników tymczasowych podnosi presję płacową na rynku pracy, w konsekwencji czego pensje stale zatrudnionych rosną, a ich sytuacja poprawia się. Transfer z jednej grupy do drugiej jest jednak bardzo trudny. Na przykład w Hiszpanii 10 razy łatwiej jest wyjść z bezrobocia niż przejść do lepszego segmentu rynku tzn. dostać umowę na czas nieokreślony.

Problem polega na tym, że ostatnie reformy prawa pracy, zarówno w Polsce, jak i innych krajach Unii Europejskiej, poszły w jednym kierunku - uwolnienia rynku pracy tymczasowej i kontraktów krótkoterminowych. Obwarowania w zwolnieniach pracowników z umową na czas nieokreślony w kieszeni nadal zostały utrzymane. W rezultacie znacząco wzrosła liczba osób rekrutowanych na kontrakty czasowe oraz pracowników tymczasowych, szczególnie wśród osób młodych, o niższych kwalifikacjach.

- Jest to konsekwencja sytuacji, jakie stwarza sam Kodeksie Pracy - mówi dr Monika Gładoch, doradca Prezydenta Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej. - W założeniu umowy na czas określony miały być stabilne. Sytuację zmienił wyrok Sądu Najwyższego z 1994 roku, który orzekł, że nie trzeba czekać pół roku, by wypowiedzieć taką umowę. Okres wypowiedzenia wynosi tylko dwa tygodnie, a pracodawca nie musi uzasadniać swojej decyzji. Praktyka sprawiła więc, że umowy czasowe stały się "elastyczne".

I choć liczby wskazują na to, że za reformami pracy poszedł zauważalny wzrost zatrudnienia i spadek bezrobocia, to segmentacja rynku wywołuje niepożądane efekty uboczne, a prawna asymetria między dwoma rodzajami kontraktów zmniejsza chęć firm do zastępowania kontraktów czasowych bezterminowymi, gdy wygasa ważność tych pierwszych. - Jeśli pracodawca nie jest w pełni przekonany do umiejętności pracownika i możliwości jego dalszego zatrudnienia, nie ma w tym żadnego interesu - tłumaczy Gładoch. - Skoro może zatrudnić na czas określony, to jest to dla niego wygodniejsze rozwiązanie.

... i plusy

Polska musi uważać, by nie doprowadzić do sytuacji, jaka miała miejsce w Hiszpanii, gdzie reformy rynku pracy sprawiły, że bardzo trudno było tworzyć nowe miejsca pracy, a ich likwidacja była zbyt prosta. Nasz kraj mógłby za to wziąć przykład z Danii. Tamtejsi pracodawcy mają co prawda carte blanche w zwalnianiu i zatrudnianiu pracowników, ale w zamian państwo, wspomagane rozbudowanym systemem instytucji zapewnia zasiłki w wysokości zbliżonej do ostatniego wynagrodzenia podczas poszukiwania nowej pracy.

Zdaniem Izabeli Koryś, dyrektor Obserwatorium Regionalnych Rynków Pracy Polsce, na duńskie standardy raczej nie mamy co liczyć. - Taki system jest bardzo kosztowny. W Polsce ważniejsze jest, aby tracąc lub kończąc jedną pracę stosunkowo łatwo i szybko można było znaleźć kolejną. Szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie rynek pracy jest płytki - tłumaczy. - Pracownicy powinni natomiast zrozumieć, że nie można przywiązywać się do jednego miejsca. To już nie czasy, gdy w jednej firmie pracowało się całe życie, a odchodząc na emeryturę dostawało się uścisk dłoni szefa i zegarek. Poza tym elastyczność procentuje w CV i pracodawca chętniej spojrzy na bogate, a przy tym spójne doświadczenia zawodowe - dodaje Koryś.

I choć z perspektywy pracownika podzielony rynek pracy wygląda inaczej (Michał twierdzi, że "szef oszczędzał na nim w ten sposób"), to na tę sytuację można spojrzeć z innej strony. Z danych Eurostatu wynika, że sama praca tymczasowa przyczynia się do wzrostu zatrudnienia bezrobotnych w czasie kryzysu. Ponadto kontrakty czasowe to dla wielu młodych ludzi jedyna szansa wejścia na rynek pracy. Wszystko zależy od tego, czy taki instrument traktuje się jako źródło cięcia kosztów w firmach, czy formę pomagającą zwiększyć zatrudnienie. Niektóre firmy wykorzystują też pracę tymczasową jako bufor dopasowujący zatrudnienie do swoich potrzeb lub etap przejściowy, podczas którego sprawdzają przydatność pracownika.

Co w przyszłości?

Odsetek osób pracujących na umowach na czas określony w ogólnej liczbie zatrudnionych w Polsce jest wciąż niewielki. Według danych Polskiego Holdingu Rekrutacyjnego w 2010 r. wyniósł on niecały 1 proc. Jednak polski rynek pracy coraz bardziej upodabnia się do rynku pracy krajów rozwiniętych, gdzie procent ten jest dużo większy (wskaźnik tymczasowego zatrudnienia dla UE wynosi około 2,5 proc., a w Wielkiej Brytanii, która jest pod tym względem liderem, prawie 5 proc).

To oznacza, że segmentacja rynku pracy w Polsce będzie coraz silniejsza. Polski Holding Rekrutacyjny prognozuje na łamach Pulsu Biznesu, że w 2011 r. zatrudnienie czasowe wzrośnie o 15-20 proc. - Tak zwani pracownicy rdzenia, czyli osoby o najbardziej pożądanych kwalifikacjach będą kuszeni przez pracodawców m.in. właśnie umowami na czas nieokreślony - mówi Izabela Koryś z Obserwatorium Regionalnych Rynków Pracy Polsce. - Pozostali, których kwalifikacje jest łatwiej zastąpić, muszą liczyć się z tym, że będą mieli umowy czasowe oraz z tym, że kryzys, który jak wiele na to wskazuje wcale się nie skończył, dotknie ich w pierwszej kolejności.

  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Umowy na czas niepewny ulanzalasem 18.03.11, 10:39

    : gość portalu :) - wypisujesz trochę bzdur. Jak student może się uczyć i pracować...w kilku miejscach :> To kolejny profesor/lekarz, który w tym samym czasie pracuje w trzech »

  • Umowy na czas niepewny bren666 19.04.11, 11:12

    Nie wiem co wyobrażają sobie młodzi którzy nie ida na studia albo idą na jakiś zapychacz typu socjologia, politologia, europeistyka. Jak by ich popytać, co chcą w życiu robić to taki »

  • sprzeciw laptopp 19.04.11, 11:44

    Gdyby wszyscy pracujacy na umowy zlecenie sie zbuntowli i nie pracowali to nie byloby by tych umow, ale sami dajecie sie wykorzystywac.Wiec o co kaman?»