Opanuj "Sztukę Dorabiania"!

Joanna Sabak
2011-10-21, ostatnia aktualizacja 2011-10-21 10:55

Nie wystarcza ci do pierwszego? Masz dwa wyjścia - możesz zacisnąć pasa, albo dorobić. Szczególnie teraz, kiedy firmy chętnie zlecają niektóre zadania na zewnątrz. Dyrektorzy tną koszty, a ty masz szansę na zastrzyk gotówki.

Pensja ma to do siebie, że rośnie powoli, a znika za szybko. Rachunki, podwyżki cen, niespodziewane wydatki Budżet domowy przeciętnego Polaka często i tak jest z gumy, ale rozciągnięty do granic możliwości może niespodziewanie pęknąć. Zamiast zatrudniać się w barze, czy jako stróż nocny, albo sięgać po "korzystnie oprocentowaną" pożyczkę, wielu z nas woli poszukać ekspresowego zlecenia. Czasem wystarczy rozejrzeć się po własnej firmie, szufladzie, albo profilu na portalu społecznościowym.

To, co już umiem

Coraz częściej możliwości dodatkowego zarabiania pojawiają się w naszym wyuczonym zawodzie, a nawet w obrębie firmy gdzie normalnie pracujemy. W ramach jednego stanowiska wypełniamy często szereg obowiązków, które samodzielnie wyceniane na rynku pracy są sporo warte. Pracodawcy częściej wolą zlecić drobne, dodatkowe prace własnym pracownikom, niż zatrudniać dodatkową osobę - redaktor dorabia korektą firmowych publikacji, a marketingowiec poprawia niedociągnięcia w cudzych projektach.

Trzeba jednak uważać, bo inspektor pracy może uznać, że dodatkowe zlecenie służy ominięciu nadgodzin. Bezpieczni jesteśmy tylko wówczas, gdy zlecenie nie obejmuje obowiązków, które wynikają z naszej umowy o pracę.

Druga opcja to prywatne konsultacje - np. specjalista od BHP, oprócz kontrolowania zakładów pracy, korzysta na wymaganych przez prawo kursach BHP dla pracowników (jedno spotkanie kosztuje od 300 zł w górę, w zależności od liczby uczestników).

Duże możliwości mają różnego rodzaju fachowcy. - Masaż na szczęście znów jest modny - cieszy się Bogdan, służbowo fizykoterapeuta, prywatnie specjalista od Ma-uri, techniki masażu wywodzącej się z polinezji. - Ludzie są bardziej spięci niż kiedyś, więc bywa, że masuję służbowo uszkodzone kolano, a wieczorem ten sam pacjent ląduje na stole, żeby się zrelaksować, już prywatnie. - Po cichu reklamuje się w pracy, bo w czasie rehabilitacji często rozmawia się z pacjentem, żeby go trochę odprężyć. - Mam bardzo charakterystyczny tatuaż - polinezyjską maskę. Ludzie pytają się, co oznacza, zaczyna się rozmowa o Ma-uri i jakoś idzie - opowiada. Masaż kosztuje od 100 do 180 zł, z dojazdem do klienta. Ten dojazd zjada mu dużo pieniędzy, dlatego Bogdan planuje otworzyć działalność gospodarczą i własny gabinet. W jednym miejscu mógłby wymasować kontrakt z NFZ i zaoferować polinezyjski relaks.

To, czego nie potrafią inni

Korepetycje to nie tylko studencka metoda na dodatkowy zarobek. Nauczyciele a nawet profesorowie akademiccy często oferują swoją wiedzę za gotówkę. Ceny wahają się od 45 do 120 zł za godzinę, najczęściej w zależności od tytułu naukowego nauczyciela. Ale nie tylko szkolna wiedza jest w cenie.

Warsztaty decupage, filcowania, wyrobu biżuterii, ceramiki, produkcji kosmetyków naturalnych, itp. - takich ofert można znaleźć pełno w ośrodkach kultury, kawiarniach, w internecie. Czy to się opłaca? - Za jeden warsztat biorę od 50 do 120 zł od osoby, zależy jakie materiały muszę na niego przygotować - wylicza Marta, która uczy wyrabiania bibelotów z filcu i biżuterii. Grupy mają maksymalnie 6-8 osób, a wydatek na produkty to ok. 150 zł plus wynajem sali. - Nie mogłabym się z tego utrzymywać, ale kilkaset złotych na wakacje czy jakiś ważniejszy zakup wpada - przyznaje. Pracuje na co dzień w recepcji małego biura. Za firmowym biurkiem w wolnej chwili dzierga koronki i sprzedaje na zagranicznych portalach, bo tam ceny są trzy, czterokrotnie wyższe niż w Polsce. Rękodzieło się sprzedaje, ale konkurencja jest bardzo duża.

Pomysł edukowania innych przyszedł do głowy także Renacie, z tym, że postanowiła dokształcać innych w ramach własnego zawodu. Na co dzień pracuje w korporacji, pilnując, żeby firma spełniała wszystkie wymogi prawne w zakresie ochrony środowiska. Wymaga to śledzenia przepisów, procedur, rozmawiania z urzędami, kontroli zakładów i tworzenia programów edukacji ekologicznej w firmie. W tym ostatnim Renata czuła się najlepiej. - Zobaczyłam też, że ludzie reagują bardzo pozytywnie, jeśli tylko da się im możliwość zrozumienia tematu, polemiki, a przy okazji dobrej zabawy - opowiada. Ekologiczna firma to nie tylko trend biznesowy, ale i oszczędności, poprawa jakości pracy, korzystny wizerunek. Przedsięwzięcie Renaty, firma BeeGreen, która powstała z pomocą unijnych dotacji, proponuje ekologiczne eventy, szkolenia i warsztaty dla pracowników. Na organizacji imprezy można zarobić przynajmniej 2 tys. złotych (oczywiście trzeba odliczyć koszty własne oraz inwestycje). Wszystko to udaje się jakoś pogodzić z biurowym etatem. - Mój dzień pracy nie kończy się niestety na 8 godzinach. Poświęcam dla Bee Green także sporą część weekendów, na szczęście nie wszystkie. Zdaję sobie sprawę, że to duże obciążenie i że prawdopodobnie kiedyś będę musiała dokonać wyboru - mówi Renata.

Kasa w Internecie

W internecie też można dorobić. Nie chodzi jednak o podejrzane ogłoszenia typu "zarabiaj na blogu". Dodatkowe pieniądze zainkasować można choćby za moderowanie i opiekę wydarzeń w sieci. Wpisy na forum, artykuły na zlecenie, statusy na profilu - ktoś musi dbać o to, by były publikowane regularnie. - Najczęściej takie fuchy pojawiają się nagle, znajomemu przypomni się, że zna znajomego... - mówi Marta, która obsługuje stronę konkursu internetowego na facebooku. - Mój pracodawca dostał setki aplikacji, przejrzał trochę i stracił humor, więc wziął kogoś polecanego przez znajomą.

Dorywcze prowadzenie profilu firmowego zabiera w sumie do kilku godzin dziennie, krócej, jeśli posty przygotowane są wcześniej i zadanie polega na ich terminowym umieszczaniu. Kilka razy dziennie wpada się wtedy na profil, żeby skontrolować sytuację i odpisać gorliwym fanom. Można to robić nawet siedząc u dentysty - np. z komórki. Jeśli jednak chcemy się tym zająć zawodowo, trzeba zainwestować więcej czasu i uwagi.

- Zlecenia "wpadają" najczęściej od ludzi, którzy wcześniej zetknęli się z moimi tekstami, lub innego typu działaniami i wiedzą, że znam dobrze rynek książki, lub określony typ publikacji, np. komiksy dla dziewcząt - opowiada Magda, która zarządza kilkoma profilami i stronami. - Zdarza się czasem, że zaprzyjaźnione firmy przekazują sobie informację: jest osoba, która potrafi napisać zgrabny tekst, poprowadzić blog, opracować treść dotyczącą książki lub wydarzenia, czy przygotować fajny wywiad promocyjny. Taka praca, konsekwentnie prowadzona, to czasem temat na lata.

- Mam umowę o współpracy i ryczałt z dużą firmą, z kolejną korporacją - stałą współpracę, praktycznie co miesiąc dostaję zlecenia. Oprócz tego niemal co miesiąc pojawia się co najmniej jedno z jakiegoś wydawnictwa - wylicza Magda, na co dzień dziennikarka i redaktorka portalu. Zarobki z pracy dodatkowej są różne - od 2,5 tys. miesięcznie nawet do kilku tysięcy w dobrym okresie. Wymaga to jednak ciągłego zaglądania na strony i pełnej gotowości do działania - Prowadzenie profilu na FB czy moderowanie forum dla dzieci wymaga codziennej obecności przy komputerze. Aż boję się przeliczać ile to godzin dziennie - śmieje się Magda. Do startu w tej branży wystarczy umiejętność sprawnego poruszania się w Internecie, lekkie pióro, może trochę grafiki. Jeśli jednak chcemy do tego podejść profesjonalnie, trzeba umiejętności rozbudować o obsługę cms (systemu zarządzania treścią), tworzenie bannerów, czy obsługę baz danych.

Dochodowe hobby

- Makijaż od bardzo dawna był moją pasją. W którymś momencie zaczęłam oglądać samouczki na youtube, kupiłam książki, poszłam na szkolenia i ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam - wylicza Agnieszka, kt óra jednocześnie pracuje jako koordynator programowy w fundacji. Poprzez znajomych z kursów, kolejne zlecenia i stronę internetową wyrobiła sobie kontakty i druga praca powoli zaczyna ścigać się z pierwszą. - Zarobki z makijażu mam coraz bardziej zadowalające, bardziej regularne. Opłacałoby się dużo bardziej, gdybym miała czas na wszystkie zlecenia - śmieje się. - Pracuję przy sesjach zdjęciowych, filmach, maluję panny młode i osoby, które idą na jakąś wyjątkową imprezę. Prowadzę też indywidualne lekcje makijażu - wylicza. Imponujące jak na biznes, który zaczął się od długiego siedzenia przed lustrem.

Równie intratnym biznesem jest fotografia. - Robiłem zdjęcia kawy, herbaty, jakichś dziwnych przedmiotów, które moja dziewczyna wyszukiwała na bazarach staroci - mówi Jarek, ratownik medyczny. - Niektóre okazały się całkiem ciekawe. Znajomy zaproponował mi, żebym je oprawił powiesił u niego w kwiaciarni. Ludzie kupują to na prezent, albo do domu. - Dochody nie są imponujące, ale dodatkowo Jarek te same zdjęcia wysłał do paru agencji z fotografiami reklamowymi. Ostro go skrytykowali i na 10 fotek przyjęli dwie, ale potencjał jest. - Gdybym miał na stocku tysiąc zdjęć, które ludzie na całym świecie ściągają do publikacji, z tantiemów mógłbym mieć nawet kilkaset złotych miesięcznie - marzy. Konkurencja jest oczywiście duża, ale za to koszt zrobienia zdjęcia - niewielki: kilka przedmiotów, światło i wysłużona cyfrówka. Stockowe eldorado to marzenie wielu fotografów, nie tylko amatorów. Na razie męczą się wytrwale przy ślubach i imprezach rodzinnych, z których w sezonie można całkiem nieźle żyć.

Prawie połowa pracujących Polaków uważa, że dorabianie do pensji pozwala na kilkaset złotych ekstra w miesięcznym budżecie, ale tylko mały procent decyduje się na równoległą pracę na kilku etatach, lub regularne dorabianie (ok. 7 %). Wynika z tego, że wolelibyśmy pracować swoje osiem godzin, a wolny czas przeznaczyć na przykład na taki luksus, jak wypoczynek. Tylko czy nas na to stać?

*Statystyki z danych GUS za II kwartał 2011 roku

  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów