- Powiedziałabym, że sukcesem twórców programu jest to, że w ogóle powstał - mówi 52-letnia pani Maria z
Łodzi. - Mnie nie przyniósł nic. Jestem już ponad pięć lat bezrobotna. Kiedy Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło, że stworzono jego założenia, już rok byłam zarejestrowana jako bezrobotna bez prawa do zasiłku. Pomyślałam: to szansa dla mnie.
Pani Maria jest z wykształcenia ekonomistką. Do 2006 roku pracowała jako szefowa biura dużej, prywatnej firmy consultingowej. Zwolniono ją, bo pracodawca zaczął ciąć koszty.
- Od razu zarejestrowałam się w urzędzie pracy. Miałam prawo do zasiłku. Ale żadna z proponowanych ofert pracy nie wypaliła. Próbowałam zdobyć dotację na założenie własnej firmy. Kiedy się nie udało, korzystałam ze szkoleń, nawet tych indywidualnych. I tak zostałam wykwalifikowaną opiekunką osób starszych. Jednak pracę załatwiłam sobie sama. Opiekowałam się staruszką sąsiadką. Na początku pracowałam na czarno, potem na umowę. Kiedy starsza pani zmarła, wróciłam do pośredniaka.
Dwa razy zatrudniały panią Marię agencje opiekuńcze mające umowy z ośrodkami pomocy społecznej. - Płacili marnie i zwalniali, gdy tylko ktoś upomniał się o podwyżkę. Bardzo trudno tak żyć z dnia na dzień, ze świadomością, że nie odprowadzasz składek na emeryturę. Tak jest, nawet gdy pracodawca zgłasza ofertę pracy do pośredniaka. Zazwyczaj potem próbuje dogadać się z pracownikiem, by nie płacić składek na ZUS - opowiada.
Dziś pani Maria jest w Norwegii. W małej miejscowości pracuje jako pomoc w domu opieki. Trzy miesiące temu wyjechała do studiującej w
Oslo córki.
- Pracuję legalnie. Płacę podatki. Dobrze zarabiam, a gdy nauczę się lepiej języka, awansuję i zostanę opiekunem. Mam perspektywę i poczucie stabilizacji - dodaje.
Kiedy efekty? Sprawdziliśmy, jakie są efekty rządowego programu "Solidarność pokoleń". I tak, przeciętny wiek przechodzenia na emeryturę w ciągu dwóch ostatnich lat zwiększył się z 57 do 59 lat. Wskaźnik zatrudniania osób między 55, a 64. rokiem życia wzrósł do 34 proc. W 2008 r. wynosił 31,6 proc. Więcej osób z grupy 50 plus podnosi swoje kwalifikacje. To informacje z połowy zeszłego roku. Nowszych nie ma, bo ocenę przeprowadza się raz na rok.
Cztery lata temu, gdy powstawał program "Solidarność pokoleń", rząd zakładał, że do 2013 r. na rynku pracy znajdzie się co najmniej 40 proc. osób między 55. a 64. rokiem życia. A do 2020 roku, bo do tego czasu przewidziano projekt, połowa pięćdziesięcioletnich i starszych Polaków będzie pracowała. Takie samo założenie przyjęła w 2000 r. Unia Europejska w strategii lizbońskiej.
Półtora roku trwała debata społeczna o programie i tworzenie "dokumentu implementacyjnego", w którym spisano zadania dla wszystkich resortów i podmiotów realizujących projekt. "Solidarność pokoleń" wystartowała w 2010 roku.
Celem programu jest zmobilizowanie 50-latków do podwyższania kwalifikacji, szkolenia się i podejmowania pracy. Przewiduje też zachęty dla pracodawców, by zatrudniali osoby w wieku 50 plus, np. zwalnia przedsiębiorców ze składek na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz ogranicza płacenie przez pracodawcę chorobowego z 30 do 14 dni - za pozostałe dni zapłaci państwo, czyli ZUS.
W "Solidarności pokoleń" założono też finansowanie przez państwo kursów podnoszących kwalifikacje 50-latków, stworzenie systemów: opieki zdrowotnej specjalnie dla starszych pracowników oraz systemu opieki nad dziećmi - wnukami i osobami starszymi - rodzicami dzisiejszych 50-latków. Program zakładał zwiększenie zatrudnienia starszych kobiet i osób niepełnosprawnych.
Ministerstwo zachwycone Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej uważa, że dwa lata funkcjonowania programu to początek sukcesu.
- Cele strategiczne nakreślone są do 2020 roku - mówi Elwira Gross-Gołacka, dyrektor departamentu analiz ekonomicznych i prognoz w Ministerstwie Pracy. - Ale już dziś widzimy na podstawie pierwszego sprawozdania z realizacji "Solidarności pokoleń", że wśród 13 wskaźników, za pomocą których monitorujemy program, osiem uległo poprawie. M.in. te, o których pisze "Gazeta".
Dodaje, że program działa dopiero dwa lata i dlatego jej zdaniem ocenianie, "czy jest skuteczny, jest wysoce nieodpowiedzialne i niesprawiedliwe". Od rozpoczęcia programu zrealizowalismy 9 zadań legislacyjnych i jedno informacyjne. - Prace zostały przecież dopiero rozpoczęte.
- Resort chwali się, że to program spowodował, iż Polacy później o dwa lata przechodzą na emeryturę. Ale czy to nie efekt likwidacji wcześniejszych emerytur? - pytamy.
- Zawsze można mówić, że zadziałały zupełnie inne czynniki - odpowiada Gross-Gołacka.
"Gazeta": - To kiedy będzie można odpowiedzialnie ocenić program? Resort to zrobi w 2020 roku?
Gross-Gołacka: - Nie. Program jest monitorowany na bieżąco, bo trzeba kontrolować wydawanie pieniędzy na jego realizacje.