- Chciałbym układać pościel w hotelu - mówi Bartek.
- Dlaczego?
- Bo miałbym zawód.
Bartek ma 34 lata. Życzliwy, uśmiechnięty, łatwo nawiązuje kontakt. Trochę nieskładnie mówi, jakby w jednej chwili chciał wszystko o sobie opowiedzieć.
Z wypowiedzi Bartka: - Skończyłem szkołę z internatem. Tam ziemniaki zbierałem, trochę kosiliśmy. Podoba mi się być na rynku. Niektórzy mi dokuczają. Jak się pracuje, jest lepiej. Tylko żebym ciężkich rzeczy nie dźwigał, worków ciężkich.
Poznałem Bartka w poznańskiej siedzibie Centrum Dzwoni. To coś w rodzaju biura pośrednictwa pracy dla osób z upośledzeniem umysłowym. Poznań jest jedną z dziewięciu takich placówek w kraju.
- Osoby z niepełnosprawnością intelektualną potrzebują wiele wsparcia i wyrównywania szans, ale mają te same potrzeby i pragnienia, co ich rówieśnicy - przekonuje Marzena Waliszewska,
kierownik poznańskiego Centrum Dzwoni. - A jednym z tych pragnień jest praca - dodaje Waliszewska.
W Centrum Dzwoni mają cel bardzo ambitny: - Nie szukamy pracy dla osób z upośledzeniem lekkim, ale z umiarkowanym i znacznym.
Chiński nie dla mnie- Każdy z nas jest niepełnosprawny - uważa Waliszewska. - Ja nigdy nie będę tłumaczem chińskiego, bo nie mogę sobie wyobrazić, żebym kiedykolwiek nauczyła się tego języka. Cała rzecz w tym, żeby dopasować swoje umiejętności i predyspozycje do tego, co się chce robić.
Tym właśnie zajmują się w Centrum Dzwoni: starają się dobrać pracę do konkretnej osoby. Rzecz jasna, niepełnosprawni z upośledzeniem umysłowym nie mogą wykonywać każdej czynności. Dlatego przygotowano dla nich specjalną listę zajęć. Pozycji jest sporo: pakowanie towarów w sklepie i układanie na półkach, naklejanie metek, segregowanie i kserowanie dokumentów w biurach, drobny montaż, pomoc w kuchni, sprzątanie, praca w usługach.
Wykonywania tych czynności niepełnosprawnych uczą tzw. trenerzy pracy. Uczą ich tak długo, aż opanują to, co będą potem sami robić.
Waliszewska: - Nasi podopieczni najlepiej radzą sobie z prostymi, powtarzalnymi czynnościami. Często są to rzeczy, których nie chcą wykonywać inni pracownicy, bo uważają je za nużące, więc żeby ich odciążyć, można zlecić taką pracę osobom niepełnosprawnym.
- To znaczy, że ich wykorzystujemy? - udaję oburzenie.
- Ale oni właśnie w ten sposób realizują się - wyprowadza mnie cierpliwie z błędu Waliszewska.
Nieprawda, że nic nie potrafiąNiepełnosprawni uczą się podstawowych umiejętności zawodowych podczas tzw. warsztatów terapii zajęciowej. W całym kraju jest 80 takich placówek. - Ci ludzie naprawdę się tam rozwijają - zapewnia Krystyna Mrugalska, prezes Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. - Ale niestety, na tym poprzestają.
W stowarzyszeniu zaczęto się zastanawiać, dlaczego ludzie, którzy radzą sobie na warsztatach terapii zajęciowej, nie szukają zatrudnienia na normalnym rynku pracy. - Doszliśmy do wniosku, że muszą mieć dodatkowe wsparcie, bo sami się nie przebiją - tłumaczy Mrugalska.
Rok temu Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym zaczęło tworzyć w kraju placówki Centrum Dzwoni. Zatrudnieni w nich doradcy zawodowi, psycholodzy oraz tzw. trenerzy pracy pomagają wybrać osobie z upośledzeniem umysłowym odpowiednie dla niej zajęcie, nauczyć danej czynności, a następnie znaleźć pracę i pomóc się do niej wdrożyć. Projekt wspiera finansowo Unia Europejska w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.
Waliszewska: - Naszym zadaniem jest też przekonać pracodawców, żeby nie bali się zatrudniać takich osób. Już najwyższy czas porzucić myślenie, że człowiek z upośledzeniem umysłowym niczego nie potrafi.
- Zatrudnienie na otwartym rynku pracy jest dla tych ludzi tak samo ważne, jak nauka i rehabilitacja - dodaje Mrugalska. - To bardzo ważne, żeby osoby z upośledzeniem umysłowym mogły kontaktować się z pełnosprawnymi i przyjaźnić się z nimi. To szansa na ich pełniejszą integrację ze społeczeństwem.
Nadopiekuńczość niedobraKiedy Waliszewska została szefową biura Centrum Dzwoni w Poznaniu, zaczęła szukać współpracowników. - Zależało mi, żeby byli to ludzie, którzy mają odpowiednią filozofię w podejściu do niepełnoprawnych - opowiada.
Podczas rozmowy rozpytywała kandydatów o konkretne sytuacje. Mówiła np.: "Wyobraź sobie, że mieszkasz z osobą z upośledzeniem umysłowym. Opowiedz, jak sobie z tym radzisz?".
- Wtedy wychodziło, czy dana osoba nie jest nadopiekuńcza - mówi Waliszewska. - Jeżeli była nadopiekuńcza, odpadała.
Po trzech miesiącach skompletowała zespół. Wśród kilkunastu osób są:
Joanna Krzywicka, psycholog. Półtora roku pracowała z niepełnosprawnymi intelektualnie w Londynie. Marzenie Joanny: - Żeby w Polsce prawo do pracy osób z upośledzeniem umysłowym było tak powszechnie szanowane, jak w Anglii.
Krzysztof Wawron,
doradca zawodowy, socjolog z wykształcenia, wcześniej pracował z byłymi więźniami i osobami długotrwale pozostającymi bez zatrudnienia. Krzysztof o sobie: - Zawsze chciałem pracować z niepełnosprawnymi.
Tomasz Pajchrowski, 11 lat był wychowawcą w internacie dla dzieci i młodzieży niewidomej w Owińskach. W Centrum Dzwoni jest trenerem pracy. O swojej nowej roli opowiada: - Tu trzeba być niemal człowiekiem renesansu, żeby umieć rozmawiać z niepełnosprawnym, jego rodziną i pracodawcą.
Waliszewska w stowarzyszeniu dla niepełnosprawnych umysłowo działa od kilkunastu lat. - Jestem mamą niepełnosprawnej córki - mówi. (Martyna urodziła się z ciężkim porażeniem mózgowym, przeżyła 22 lata. Zmarła rok temu, w ładny, czerwcowy dzień. Pani Marzena nie mówi o niej w czasie przeszłym).
Człowiek z dobrą dusząRynek Wildecki w Poznaniu, jedno z największych w mieście targowisk. W zimne, zimowe popołudnie wybrałem się tam z Bartkiem. Trudno było nam przejść między straganami.
"Cześć, Bartuś!", "Dawno pana nie widziałam", "Pan już tutaj nie pracuje?" - zaczepiali Bartka co rusz, a to straganiarze, a to robiący na rynku zakupy.
"Dzień dobry pani!", "Cześć!" - pozdrawiał co rusz znajome osoby Bartek.
Pani Renata, jedna ze straganiarek: - Dobra dusza jest. Pomagał towar z samochodu ściągnąć, skrzynki poukładać, a czasem coś spakować.
Pomocnica pani Renaty: - A staruszkom zanosił siatki z zakupami do domu.
Bartek ma też mniej przyjemne wspomnienia z rynku. - Niektórzy mnie popychali albo śmiali się - wyznaje. - Jest taki Mariusz. On uderzył mnie kiedyś w plecy. On już taki jest.
- Jak ktoś nie ma w głowie dobrze poukładane, to się śmiał - odzywa się pani Renata. - Byli tacy, co robili mu nawet brzydkie żarty, ale sami zrobiliśmy z nimi porządek.
Nie daj Boże, ucieknie- Nauczyć niepełnosprawnego pracy nie jest rzeczą niemożliwą - uważa Tomasz Pajchrowski. - Trzeba tylko poświęcić mu trochę więcej czasu.
Naukę Tomasz zaczyna od siebie. Idzie najpierw sam do zakładu i robi rozpoznanie. Musi się dowiedzieć, co będzie robił jego podopieczny, z kim będzie się kontaktował i zapoznać z topografią firmy. - To bardzo ważne, żeby wiedzieć, gdzie co się znajduje i przekazać to podopiecznemu, żeby on się potem nie stresował - mówi z naciskiem Tomasz.
Kolejny etap to praktyka w zakładzie. Trener i osoba niepełnosprawna razem wykonują czynność, np. kroją warzywa w kuchni. Podopieczny powoli wdraża się do swojego nowego obowiązku i z czasem radzi sobie sam.
- Ile czasu na to potrzeba? - pytam.
- Tak długo, aż podopieczny się nauczy.
Po zatrudnieniu trener wciąż towarzyszy niepełnosprawnemu w pracy. Z czasem przychodzi coraz rzadziej. Ale musi się stawić w zakładzie na każde wezwanie pracodawcy.
Podstawowa zasada w znalezieniu odpowiedniego zatrudnienia dla osoby z upośledzeniem umysłowym brzmi: wykorzystać to, co ten ktoś już umie robić.
Trenerzy pracy podpatrują niepełnosprawnych na warsztatach terapii zajęciowej, rozmawiają z nimi samymi i z ich rodzinami, z terapeutami i znajomymi. Pajchrowski: - Chodzi o to, żeby poznać podopiecznego z każdej możliwej strony.
By poznać Bartka, któregoś dnia Tomasz też poszedł z nim na Rynek Wildecki. - Chciałem zobaczyć, jak radzi sobie wśród ludzi - tłumaczy.
Niepełnosprawni mają prawo wyboru tego, co chcieliby robić. - Ale tutaj trzeba być ostrożnym - zastrzega Tomasz. Mówi, że jeśli ktoś chce pracować w sklepie, to sama chęć i umiejętność układania towaru na półkach nie wystarczą. Trzeba jeszcze mieć dobry kontakt z ludźmi. - Bo co będzie, jak klient do niego podejdzie, a on ucieknie?
Jak się spoci to zdejmie
Z biura Centrum Dzwoni wyszła kobieta z 25-letnią niesprawną umysłowo córką. Joanna Krzywicka rozmawiała z dziewczyną dobrą godzinę. To znaczy próbowała rozmawiać, bo ilekroć zapytała o coś córkę, odpowiadała za nią matka.
- Pytam tę dziewczynę o adres, co lubi robić, gdzie chciałaby pracować, a ona za każdym razem patrzy na mamę i mama za nią odpowiada - Joanna relacjonuje spotkanie. - Bardzo trudno jest odciąć pępowinę.
Czasem bywa jeszcze gorzej. - Przychodzi rodzic osoby niepełnosprawnej i zaczyna opowiadać o swoich problemach. Mamy wtedy dwoje podopiecznych: rodzica i jego niepełnosprawne dziecko - opowiada o swojej pracy psycholog.
Dlatego pracownikom poznańskiego Centrum Dzwoni przyświeca motto: "Tyle samodzielności, ile to możliwe. Tyle wsparcia, ile to konieczne".
- Bo osoby niepełnosprawne, to ludzie, którzy mają sami funkcjonować - tłumaczy Krzysztof Wawron. - Nie można całe życie wszystkiego za nich robić.
Wawron podaje przykład: - Jeżeli jest gorąco, to nie mówimy: słuchaj, ściągnij kurtkę, bo się spocisz. Czekamy, aż się spoci i sam zdejmie.
Marry Anne przy tkaniu
- Takie bezrobocie, a wy chcecie jeszcze niepełnosprawnych zatrudniać? - słyszą czasem pracownicy Centrum Dzwoni. Odpowiadają, że każdy człowiek ma prawo do pracy, niepełnosprawny też.
Waliszewska: - To są zresztą prace niezbyt dobrze płatne, których osoby pełnosprawne nie będą wykonywać, bo nie utrzymają z tego rodziny. Dlatego nie stanowią konkurencji dla pozostałych pracowników.
Krzywicka wciąż jest pod wrażeniem tego, co widziała w Anglii. - Tam nawet osoby bardzo agresywne, które potrafią wykonywać zaledwie pojedyncze czynności, też pracują. I nikt im tego prawa nie odbiera - mówi Joanna.
Opowiada o dziewczynie z głębokim autyzmem o imieniu Marry Anne. - Ona miała obsesję, żeby między patyczkami przetykać sznurek. Znaleziono więc dla nie pracę w zakładzie tkackim, gdzie mogła robić to samo. U nas nikomu by do głowy nie przyszło, że taką osobę można gdzieś zatrudnić - mówi Joanna.
Pajchrowski spytał raz kierownika jednego ze sklepów dużej, ogólnopolskiej sieci, czy przyjmie do pracy osobę niepełnosprawną? - Jak mi centrala nakaże, to zatrudnię - odparł.
Pajchrowski: - Nic go więcej nie interesowało.
Dokładny, lojalny, pracowity
- Dokładny, lojalny, pracowity wylicza zalety pracownika z upośledzeniem umysłowym Waliszewska. - Jeżeli już czegoś się nauczy, to robi to perfekcyjnie, nie miga się i nie myśli o pracy w innym miejscu.
Pajchrowski mówi o korzyściach, jakie z zatrudniania takich osób odnosi pracodawca. - Dostaje rzetelnego pracownika i na dodatek nic nie kosztuje go jego wyszkolenie, bo my bierzemy to na siebie.
Pracodawca ma jeszcze jedną wymierną korzyść z zatrudnienia osoby z upośledzeniem umysłowym: może liczyć na różnego rodzaju dofinansowanie.
- Są też korzyści niewymierne, bo pracodawca zatrudniający niepełnosprawnych buduje korzystny wizerunek swojej firmy - dodaje Waliszewska.
Dlaczego więc tak niewielu pracodawców zatrudnia niepełnosprawnych umysłowo?
- Często z niewiedzy - mówi Pajchrowski. - Wielu pracodawców myli niepełnosprawność umysłową z chorobą psychiczną. Mówią wtedy: "Panie, a jak on mi się zacznie rozbierać?".
Jest po co wstawać
Z wypowiedzi osób niepełnosprawnych intelektualnie na temat pracy, zamieszczonych na stronie internetowej poznańskiego Centrum Dzwoni.
"W pracy robi się rzeczy potrzebne dla ludzi."
"Ten, kto pracuje, jest szanowany."
"Dzięki pracy jest się potrzebnym."
"Gdy się pracuje, to jest po co rano wstawać."
"Dzięki pracy jestem taka jak inni."
"Gdyby nie praca, człowiek nie wiedziałby, że jest czas wolny."
"Do tego, co pracuje, mówi się: proszę pana".