Łowcy głów polują na siebie

Dariusz Brzostek "Metro"
2008-05-15, ostatnia aktualizacja 2007-05-28 17:20

Dobry fachowiec jest jak apartament na starym Żoliborzu w Warszawie - bezcenny. Headhunterzy podkupują sobie kandydatów, a ci windują żądania finansowe. Łowców głów zaczynają boleć głowy.

- Wywindowane zarobki to skutek tajemniczej plotki, jaka pojawiła się na rynku pracowników rok temu. Rozeszła się wówczas informacja, że pracodawcy mają nóż na gardle. Dziś większość CV zaczyna się od zaznaczenia kwoty minimalnej - 7-10 tys. zł
Rys. Hanna Pyrzyńska-Piłat
- Wywindowane zarobki to skutek tajemniczej plotki, jaka pojawiła się na rynku...
SONDAŻ
Czy zamierzasz zmienić pracę?

tak
nie
nie wiem
nie mam pracy



Jacek Wójcicki, 25-letni początkujący programista, rozesłał w kwietniu ub. roku do kilkunastu firm rekrutacyjnych swoje CV. Zaznaczył, że minimalna stawka, za którą jest w stanie podjąć pracę, to 3,5 tys. zł brutto. Ukończone studia informatyczne, plus kilka projektów na zlecenie nie pozwalały mu żądać więcej. Choć pracę znalazł bardzo szybko, chodził na kolejne rozmowy kwalifikacyjne. Testował rynek. Na każdym spotkaniu żądał o 1 tys. zł więcej. Aby pracodawca traktował go poważnie, za każdym razem prosił o pomoc kilku swoich kolegów programistów. Ci także zgłaszali się do firmy, do której szedł Wójcicki, i dyktowali zawyżone oczekiwania. - Na koniec rozmowy mówili dyrektorom firm, że za takie pieniądze nigdy nikogo nie znajdą. Wtedy przychodziłem ja i proponowałem swoją stawkę - śmieje się Wójcicki, który w ten sam sposób "pomaga" kolegom. W ten sposób Wójcicki już pod koniec roku zmienił kolejnego pracodawcę - zarabiał już 7 tys. zł plus 20 proc. premii. - To dyrektorzy firm sami zaczęli mi pokazywać, że jestem więcej wart. Dlatego moje oczekiwania tak szybko się zmieniały - mówi Wójcicki. Ale to nie koniec. W kwietniu poszedł na kolejne spotkania Trzech pracodawców rezygnowało, gdy na wstępie usłyszeli: 12 tys. zł to minimum. Czwarty go jednak zatrudnił*.

Jesteś informatykiem? Szukasz pracy? Zobacz aktualne oferty pracy dla Ciebie.

Skąd się wzięły podwyżki

- Wywindowane zarobki to skutek tajemniczej plotki, jaka pojawiła się na rynku pracowników rok temu. Rozeszła się wówczas informacja, że pracodawcy mają nóż na gardle. Dziś większość CV zaczyna się od zaznaczenia kwoty minimalnej - 7-10 tys. zł - mówi Agnieszka Ławrynowicz, dyrektor działu rekrutacji Most Wanted. Wzrost wynagrodzeń dotyczy już większości zawodów. Najgorsze, że kandydaci nawet podczas rozmowy windują oczekiwania. To psuje rynek - dodaje.

Jej słowa potwierdza Jacek, jeden z najlepszych headhunterów na polskim rynku. - Informuje zniecierpliwionego pracodawcę, że znalazłem mu świetnego inżyniera, który zgodził się pracować za 7 tys. miesięcznie. Podczas rozmowy inżynier podbija stawkę do 10 tys. zł. Pracodawca patrzy na mnie, a ja świecę oczami. Przecież oni mają ustalony budżet na konkretne stanowisko i nie mogą go zmieniać w ciągu roku. Przez to znacznie wydłuża się proces rekrutacji. W ten sposób straciłem już trzy stałe firmy - denerwuje się.

- Wcześniej takie sytuacje nigdy się nie zdarzały. Jeszcze dwa lata temu pracownik cieszył się z każdej oferty, jaką tylko mu zgłosiliśmy. Dziś rynek pracodawcy zmienia się w rynek pracowników. Wielu z nich jest przekonanych, że są najważniejsi na rynku - zauważa Konrad Pawłowski z JKM Consulting, firmy mającej 14-letnie doświadczenie w rekrutacji.

Łowcy głów muszą się spieszyć

- Czas rekrutacji tak się zmienił, że teraz fachowca zatrudnia się w w dwa tygodnie. Wcześniej trwało to nawet sześć tygodni. Dobrego sprzedawcę czy specjalistę w branży budowlanej bierze się niemal od ręki. Kto tego nie umie, przegrywa walkę o pracownika - zauważa Grzegorz Krowicki, prezes HR Internal Consultants.

Specjalistów jest mało, dlatego headhunterzy zaczęli łowy wśród tych, którzy wcale pracy nie zamierzają zmieniać. - Przyszedł do nas dyrektor dużej firmy budowlano-remontowej krajowe drogi. Złożył ofertę zatrudnienia kilkunastu specjalistów i sześćdziesięciu budowlańców z doświadczeniem przy budowie dróg. Dokładnie wskazał sześć firm, z których chciał, aby znaleźć mu pracowników. Dał nam sto dni na załatwienie sprawy. Sam tego nie mógł zrobić, gdyż na rynku pomiędzy firmami panuje niepisana zasada o niewykradaniu sobie pracowników. No to wykradliśmy dla niego tych ludzi od konkurencji - opowiada headhunter Jacek.

Tydzień później Jacek dostał kolejne zlecenie: kilkunastu budowlańców i kierowców do pracy od zaraz. Ponieważ w Polsce nie znalazł chętnych, sprowadził ich z Austrii, a kierowców do wywożenia gruzu ze Słowacji

Co najmniej kilka firm headhunterskich specjalizuje się w wykradaniu pracowników, tzw. niezastąpionych superfachowców. Nie robią tego jednak wbrew sobie tylko wymieniają się bazami kandydatów. - Po kilku miesiącach od rekrutacji mój kolega znów zachęca fachowca, któremu znalazłem pracę, przedstawiając mu nową ofertę. Ja robię dokładnie to samo z pracownikiem, któremu on znalazł ciekawą pracę. Fachowcy zamienią się miejscami, każdy z nich więcej zarobi, a my zrealizujemy zamówienia już i tak poddenerwowanych dyrektorów firm - mówi Jacek.

Poza wykradaniem specjalistów headhunterzy zaczynają szukać potencjalnych kandydatów już na studiach. Najlepszych studentów trzeciego-czwartego roku namawiają, by zabukowali z nimi umowy, oferując bardzo duże stypendia. Na piątym roku wprowadza się studenta w zagadnienia firmy. Po kilku miesiącach ma się już wyhodowanego kandydata

Do kiedy potrwa era pracownika?

Czy koniunktura na pracowników się zmieni? Wiele wskazuje na to, że taka sytuacja trwać będzie przez kolejnych kilka lat.

Zwycięstwo Polski w organizacji Euro 2012 sprawiło, że wiele firm już teraz ostrzy sobie zęby na lukratywne kontrakty, zwłaszcza w budownictwie, telekomunikacji, turystyce, handlu i usługach. W Łodzi w ciągu najbliższych dwóch lat pracę otrzyma kilkanaście tysięcy mieszkańców. Tylko w aglomeracji wrocławskiej w ciągu trzech lat firmy zatrudnią ponad 100 tys. osób, których już dziś brakuje na rynku. Już teraz firmy headhunterskie zastanawiają się, jak ich zdobyć. Kilka z nich otworzyło swoje biura w Londynie i Dublinie, by przekonywać Polaków na Wyspach, że w kraju również czeka atrakcyjna praca. Czy jednak polscy pracownicy zechcą wrócić? Wszystko zależy od zarobków, jakie tu będą mogli wynegocjować.

* Kończy się maj, a Jacek Wójcicki już zmienia swoje CV. W miejsce 12 tys. zaznacza 14 tys. zł jako wstęp do rozmowy.

Zobacz również ciekawą prezentację o kształceniu ekspertów od niemożliwego...

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4

1 głos

  • Łowcy głów polują na siebie maria-anna 30.05.07, 08:26

    Uczmy sie od p.Wócika. Trzeci pracodawca przystał na warunki finansowe i zatrudnił...czyli do 3 x sztuka:)»

  • Łowcy głów polują na siebie rhein 30.05.07, 14:16

    Dla wszystkich, tych ktorzy zainteresowani sa zarobkami w wysokosci 500 Funtow dziennie pod warunkiem bieglej znajomosci j. angielskiego, SAP, Ekonomii, i/lub informatyki oto propozycja:SAP »

  • A było tak ślicznie. przedwieczorny 30.05.07, 14:56

    Łowcy głów mogli losować sobie kandydatów ze stosu CV a resztę wywalać dokosza.Pracodawcy mogli niezadowolonemu pracownikowi pokazać drzwi.Przyszedł PiS i trzeba się napracować żeby znaleźć »