- Gdy tu przyjechałem byłem bardzo mało zorientowany. Tak naprawdę nie wiedziałem, z czym Polska "się je". Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła, i to pozytywnie, była... łagodna pogoda. Ja nie znoszę upałów i bardzo mnie to ucieszyło. Polska wydała mi się też bardzo zadbanym i zielonym krajem - mówi Phonethip Vannachack, Laotańczyk pracujący w orientalnej restauracji Ha - Noi.
Vannachack mieszka w Polsce od siedmiu lat. Przyjechał tu, podobnie jak dziewięciu jego kolegów, na studia. Byli ostatnią taką grupą z Azji Południowo - Wschodniej, która skorzystała z możliwości darmowego studiowania w naszym kraju. Ministerstwo Edukacji Narodowej skierowało Phonethipa Vannachacka i jego kolegów na lubelski Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej. - Nie spodziewałem się, że będzie tak ciężko. Gdybym wiedział, że język polski jest taki trudny na pewno wybrałbym angielski, jako język wykładowy, ale gdy się zorientowałem było już za późno.
Stereotypowe myślenie - główna wada Polaków
Dla Phonethipa najgorszy w Polakach jest brak tolerancji. - Dla nas Europa to cywilizacja. Nie spodziewałem się, że ludzie mieszkający tutaj mogą być nietolerancyjni. Być może też dlatego, że u nas takie zachowania w ogóle nie istnieją. Polacy są bardzo gościnni i otwarci. Macie bardzo ciekawą kulturę i bardzo podoba mi się, że Polki i Polacy traktują się w sposób partnerski, ale z drugiej strony jest taka grupa osób, przez którą życie tutaj nie jest łatwe. Wiele razy słyszałem uwagi na temat mojego koloru skóry, np. okrzyki w stylu "co ty tu robisz małpo?" Na szczęście większość Polaków, których poznałem nie myśli w ten sposób - mówi Vannachack.
To, że myślimy stereotypowo potwierdza też Paweł Druniow, pilot wycieczek pracujący jako przewodnik miejski po Lwowie. - Sam nigdy nie spotkałem się z przejawami jakiejkolwiek niechęci. Być może dlatego, że biegle i bez charakterystycznego akcentu mówię po polsku. Gdy mówię ludziom, że pochodzę z Ukrainy są bardzo zaskoczeni. W zdecydowanie gorszej sytuacji są np. przyjeżdżający tu Uzbecy i Kazachowie, którzy przez nieznajomość języka mają olbrzymie trudności z aklimatyzacją. Polacy myślą bardzo stereotypowo. W sytuacji, gdy Polak wyrzuci peta na ulicy, nikt nie uzna, że postąpił źle. Mieszkaniec Rosji, Ukrainy, czy Białorusi od razu usłyszy, że jest np. brudasem - mówi Druniow. I dodaje: - Moim zdaniem takie osądy najczęściej wygłaszają ludzie, którzy na Ukrainie nigdy nie byli, albo nie byli dalej niż w przygranicznym sklepie z alkoholem i papierosami.
Co nas różni, co dzieli
- Mimo dość dużej odległości geograficznej, Polaków i Latynosów wbrew pozorom nie dzieli tak dużo. Bardzo wiele nas łączy - w końcu nie bez powodu Polacy określani są u nas mianem Latynosów Północy. Mamy podobne usposobienie, pogodę ducha i poczucie humoru. Łączy nas też zamiłowanie do piłki nożnej - mówi José Gerardo Arroyo González, założyciel specjalizującej się w nauce hiszpańskiego szkole językowej Iberia.
Jose pochodzi z Kostaryki. W Polsce, z niewielkimi przerwami mieszka już kilkanaście lat. Przyjechał na wymianę stypendialną - najpierw przez rok uczył się języka, a potem studiował. - Pociągała mnie perspektywa wyjazdu do dalekiego, nieznanego miejsca, gdzie przez kilka miesięcy można korzystać z uroków zimy, no i można tam też spotkać bardzo piękne dziewczyny. Teraz Polska jest moją drugą ojczyzną. Kiedy jestem w Polsce tęsknię za Kostaryką, a kiedy jestem w Kostaryce tęsknię za Polską. Podoba mi się polska gościnność, serdeczność i zaradność. Dla nas Latynosów bardzo najbardziej uciążliwa jest wasza biurokracja. My lubimy załatwiać sprawy krótko i szybko - mówi.
Iryna Kmet, bandurzystka uważa, że Polaków i Ukraińców więcej łączy, niż dzieli. Iryna pochodzi ze Lwowa. Z wykształcenia jest filologiem ukraińskim. Na koncie ma też dyplom z folklorystyki. W Polsce, gdzie przyjechała by zrobić doktorat, mieszka już drugi rok. - Łączy nas gotowość do niesienia pomocy, gościnność i uprzejmość. Być może to zależy od długości pobytu w Polsce, ale ja, jak na razie, mam bardzo dobre zdanie o Polakach. Nie spotkała mnie z ich strony żadna przykrość - zapewnia Iryna.
- Moim zdaniem Polacy są bardzo skryci. Bardzo dziwne było to, że swojego przełożonego poznałem dopiero po roku. Jestem tu już od czterech lat i dalej nie znam wszystkich ludzi z którymi pracuję. Polacy ciężko się przełamują, trudno się z nimi zaprzyjaźnić - uważa Alan Desmond, Irlandczyk.
Desmond przyjechał do Polski zaraz po studiach - prawie na uniwersytecie w Cork. - Zobaczyłem ogłoszenie, że Katolicki Uniwersytet Lubelski poszukuje nauczycieli irlandzkiego. Nie planowałem takiego wyjazdu, ale pomyślałem, że może to być świetna przygoda, poza tym rzadko zdarza się, że ktoś szuka wykładowców irlandzkiego. Mój przyjaciel powiedział wtedy, że to może być moja życiowa szansa i to mnie przekonało - wspomina Desmond.
Planował, że zostanie rok, ale Polska tak mu się spodobała, że mieszka tu już cztery lata. - Moja praca jest bardzo ciekawa. Między polskimi, a irlandzkimi studentami widzę jednak jedną bardzo dużą różnicę. W Irlandii, gdy nauczyciel stawia złą ocenę, student rozumie, że wynika to tylko i wyłącznie z tego, że się nie nauczył, źle wykonał zadanie. Gdy w takiej samej sytuacji znajdzie się polski student pomyśli, że mam do niego jakieś pretensje, albo się na niego "uwziąłem".
Lino Matos, mieszkający w Lublinie Portugalczyk, Polaków ceni za to, że są lepiej zorganizowani od jego rodaków. - To jest wasz duży plus. Polacy mają zupełnie inną mentalność. Z moimi znajomymi z pracy mam bardzo dobry kontakt, ale z tego co słyszę od innych, wynika, że prawie nie istnieje u was coś takiego, jak koleżeńska solidarność. Wadą niektórych Polaków jest też materialistyczne podejście - mówi.
Lino Matos przyjechał do Lublina zaraz po studiach (historii i filologii portugalskiej) z partnerskiego miasta Viseu siedem lat temu na zaproszenie miejskich władz. Pracuje w Instytucie Filologii Romańskiej Wydziału Humanistycznego UMCS. Pomaga też w Centrum Języka Portugalskiego Instytutu Camöesa.
Polacy mało zarabiają
- Gdy tu jechałem wiedziałem, że będę niewiele zarabiał, ale wtedy mi to nie przeszkadzało, bo na studiach też miałem ich niewiele. Teraz, kiedy już pracuję i dalej mam mało pieniędzy, zaczęło się to robić trochę bardziej uciążliwe - mówi Alan Desmond. W wakacje wraca do Irlandii - chce pójść na podyplomowe prawo karne. Pytany o to, czy zachęcałby swoich rodaków do przyjazdu do Polski, zaprzecza: - Warto tu przyjechać turystycznie - żeby zobaczyć i zwiedzić wasz kraj, ale do pracy na pewno nie. Z bardzo prostego powodu - Polacy bardzo mało zarabiają.
Iryna Kmet i Paweł Druniow też chcą wrócić na Ukrainę. - Jestem teraz na piątym roku studiów i prawdopodobnie wrócę do rodzinnego Lwowa. Być może jeszcze nie teraz - zastanawiam się jeszcze nad studiami podyplomowymi, albo doktoratem, ale na Ukrainę na pewno wrócę. Kto tam zostanie, jeśli wszyscy będą wyjeżdżać na zachód? - pyta.
- Ponieważ nie stać mnie na taką podróż w domu nie byłem od siedmiu lat. Bardzo tęsknię za rodziną. Chciałbym zostać w Polsce, ale po ekonomii raczej nie znajdę tu pracy. To głownie z tego powodu zastanawiam się nad powrotem do domu. Przeszkadza mi też nietolerancja - mówi Phonethip Vannachack.