Junk job - kiedy praca staje się udręką

aa
2008-05-15, ostatnia aktualizacja 2007-11-15 17:17
Fot. Adam Kozak / AG

Wyobraź sobie pracę, w której codziennie wykonujesz te same nudne czynności, a płacą ci tak, że ledwo starcza ci na życie. Wiesz, że nigdy nie awansujesz i nie będziesz zarabiał więcej. Witaj w świecie pracy śmieciowej.

SONDAŻ
Zjawisko junk job w Polsce będzie się nasilać?

Tak
Nie
Nie wiem

Zjawisko junk job, inaczej zwane McJob, zostało po raz pierwszy opisane w USA w latach 90. ubiegłego stulecia. To w wolnym tłumaczeniu"praca śmieciowa", czyli praca nisko płatna, nie dająca szans rozwoju i awansu. Najczęściej w sektorze usług, bo to tam istnieje spora grupa prac polegających na prostym, mało wymagającym fizycznie i intelektualnie wykonywaniu monotonnych czynności, takich jak przenoszenie rzeczy, sortowanie towaru, czyszczenie, sprzątanie, dozorowanie mienia, przenoszenie towaru. Nadaje się do nich właściwie każdy, bo nie wymaga świadectw ukończenia kursów, licencji czy długotrwałych szkoleń. Popularne zawody w "junk branży" wiążą się z pracą wykonywaną w supermarketach, firmach sprzątających, barach szybkiej obsługi, hotelach czy też firmach ochroniarskich. Pracownik w supermarkecie układający towary na półce, pan otwierający szlaban przy wjeździe na strzeżone osiedle - pracę wszystkich tych ludzi można zakwalifikować jako junk job. Prawdopodobnie nie jest ona ich wymarzonym zajęciem, nie dostarcza żadnych pozamaterialnych korzyści i nie zapewnia zarobków, które wynagrodziłyby monotonię ich codziennych zajęć. Często jest to zajęcie dorywcze, o charakterze przejściowym lub w niepełnym wymiarze godzin.

Working poor - pracujący biedacy

Istnienie pracowników junk job łączy się z innym pojęciem - working poor (pracujący biedacy). To osoby, które mimo tego, że pracują, to pozostają w trudnej sytuacji finansowej. Nie są w stanie wyjść poza zamknięty krąg ubóstwa i zaspokoić potrzeb swoich rodzin. Większość to właśnie pracownicy "śmieciowi". Nie są w stanie zgromadzić oszczędności, nie mogą zainwestować w swój rozwój, nawet przeprowadzić się w inne miejsce. Pracują z przymusu - nie odczuwają żadnej satysfakcji z pracy - ani osobistej ani finansowej. Czują się skazani na swoje zajęcie i po pewnym czasie nie podejmują nawet prób poszukania nowego. I szczerze mówiąc, szanse, że ich sytuacja się poprawi się, są nikłe.

Amerykańska socjolożka, Barbara Ehrenreich, autorka książki "Za grosze" przeprowadziła eksperyment, w którym podjęła się śmieciowej pracy, zatrudniając się w hipermarketach, barach szybkiej obsługi i firmach sprzątających. Osobiście doświadczyła skutków (również psychicznych) wyniszczającej fizycznie pracy i bezwartościowej diety opartej na najtańszych produktach. Ehrenreich opisała upokorzenia, takie jak procedura testów na obecność narkotyków w moczu, jako jedyne kryterium przyjęcia do pracy. Kiedy pracowała jako sprzątaczka i pomoc dietetyczki w domu opieki, jednym sposobem zrelaksowania się po pracy był krótki spacer po plaży lub wysłuchanie kazania w kościele. Osoby, z którymi pracowała nie miały praktycznie żadnej rozrywki, ponieważ nie było ich na nią stać. Wolny czas poświęcali albo na rozglądanie się za lepszą pracą, albo na szukanie pomocy u organizacji charytatywnych, co jest jednak niemożliwe dla większości osób pracujących w dwóch miejscach bez żadnego dnia wolnego. Z eksperymentu Ehrenreich wynika, że nie sposób się utrzymać pracując w junk job . Nie można kupić dobrych ubrań, lekarstw, ani wynająć mieszkania. Pracownicy mieszkają w przyczepach lub budkach, zamiast normalnego posiłku zapychają głód hamburgerami, a ból zagłuszają kolejnym papierosem. Jedynym odpoczynkiem jest przerwa na wyjście do toalety - śmiesznie krótka zresztą.

Rynek jak za krótka kołdra

W krajach rozwiniętych już zaczyna brakować miejsc pracy dla nisko wykwalifikowanych robotników. Amerykański politolog, Jeremy Rifkin w książce "Koniec pracy" rysuje pesymistyczną wizję przyszłości - uważa, że niedługo praca będzie dostępna tylko dla elity wykształconych specjalistów - reszta pozostanie skazana na bezrobocie. Na naszych oczach powstają przecież nowe zawody, produkty i usługi, które wymagają coraz mniej ludzkiej pracy i małej grupy pracowników zgodnie z zasadą, że "najtańsza siła robocza nigdy nie będzie tak tania, jak praca inteligentnych maszyn."

Właśnie junk job można potraktować jako wskaźnik tych nadchodzących zmian, albo wręcz jako dowód, że zachodzą. Niskopłatna, nie wymagająca kwalifikacji praca może być w przyszłości ostatnim dostępnym zajęciem dla rzesz ludzi, którzy nigdy nie awansują do grona fachowców, posiadających monopol na dobrze płatną, rozwojową pracę. Za to już dziś junk job umacnia jeszcze złą sytuację ludzi, którzy pracują w tym sektorze. Słabo opłacani, pracując często w kilku miejscach nie są w stanie zapewnić swoim dzieciom dobrego wykształcenia i poprawić ich szans edukacyjnych. Osoby słabo wykształcone zaś, nie będą nigdy mogły zostać fachowcami w nowoczesnych dziedzinach. Smutne proroctwa Rifkina mogą się więc spełnić.

Junk job, a sprawa polska

Zjawisko pracy śmieciowej zostało już dobrze zbadane w Stanach, ale w Polsce nadal istnieje mało danych na ten temat. Jak na razie jedyne badania polskiego junk job przeprowadziła Wiesława Kozek, z Instytutu Socjologii UW. Sprawdzała ona, jakie miejsce w życiu badanych zajmowała praca i jaką mieli motywację, żeby ją wykonywać. Z jej badań wyłania się bardzo smutny tryb życia pracowników tego sektora. Dla polskiego pracownika junk job to praca bardzo ważna, ale głównie dlatego, że zdobywane w ten sposób pieniądze służą ważniejszym celom życiowym, czyli przede wszystkim utrzymaniu rodziny.

Przykładem takiej osoby jest 58-letni Marek. Od 9 miesięcy sortuje paczki na poczcie. Początkowo cieszył się, że znalazł zatrudnienie, ale praca szybko go znużyła. Zarabia 1700 zł za 300 godzin pracy (to prawie dwa etaty), jednak nie jest w stanie zdobyć innej - przegląda oferty raczej z przyzwyczajenia niż z przekonania. Marzy o pracy z godnym wynagrodzeniem i godnymi pracownika warunkami pracy. Żadne inne względy nie są dla niego ważne. - Rodzina i praca są dla mnie na pierwszym miejscu, nie mogę wybrać co jest ważniejsze. Chciałbym zarabiać godnie, około 2500 zł miesięcznie, ale o tym raczej mogę pomarzyć - mówi. Niestety jego wybór pracy ogranicza poważna wada wzroku.

Troska o rodzinę może się wydawać oczywista i naturalna, w końcu mało kto pracuje tylko dla własnej przyjemności, jednak Kozek rozwija tę myśl i pokazuje drugie dno tej sytuacji Uderza brak koncentracji na takich sferach życia jak religia czy życie środowiskowe. Badani wydają się być ograniczeni obszarem praca - życie rodzinne, które rzadko kojarzy im się z przyjemnym spędzaniem czasu w gronie rodzinnym. Życie rodzinne jest postrzegane przede wszystkim jako rodzaj zobowiązania w stosunku do osób zależnych. Poza tym, nie oszukujmy się - kto pracując na dwa etaty ma siłę zabrać dziecko na rower? Jeżeli na taki rower go w ogóle stać...

Polscy pracownicy junk job często tęsknią za stałym zatrudnieniem na całe życie i chcieliby wykonywać dalej wyuczone w przeszłości zawody. Swojej pracy podejmują się z konieczności - albo jest ich pierwszą lub ostatnią pracą w życiu, albo pracą dodatkową (dorabiający renciści i emeryci). Z pewnością nie jest to zajęcie, które dawałoby im satysfakcję i bardzo często marzą by ją zmienić, wykonują ją tylko z absolutnej konieczności. Cechą polskiego pracownika junk job jest jednak i to, że nie podejmuje aktywnych działań by zmienić swoją sytuację. Żyje nadzieją na poprawę sytuacji w przyszłości, ale pozostaje bierny. Polska transformacja spowodowała, że na rynku pracy znalazły się osoby, które przez większość życia pracowały w jednym zakładzie i już nigdy potem nie znalazły stałej pracy.

Na przykład Maria, 62-latka z bielańskiego osiedla Wrzeciono. Ma wykształcenie zawodowe - jest monterem układów elektronicznych i przez 38 lat pracowała w zakładach Unitry. Po zwolnieniu musiała dopracować zaległe lata do emerytury. Znalazła pracę jako sprzątaczka, ale musiała z niej zrezygnować po kilku latach z powodu chorego kręgosłupa. Najważniejsze były dla niej zarobki i łatwy dojazd, stwierdziła bowiem, że "praca z perspektywami jest tylko dla młodych" i nie ma na nią szans. Mimo, że jest już na emeryturze to nadal dorabia, a praca jest dla niej bardzo ważna, uważa ją za swój obowiązek - "ktoś kto nie pracuje, jest nic nie wart." Zarabia, gdyż chce pomóc urządzić się dzieciom, a w wolnym czasie zajmuje się wnukami ("człowiek musi czuć się potrzebny").

Skazani na porażkę?

Przykład Marii potwierdza, że w Polsce widać szczególnie silny społeczny obowiązek pracy, który dotyczy wszystkich sprawnych dorosłych, szczególnie mężczyzn. Ci, którzy nie pracują i nie są w jakiejś wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej uważani są za "obiboków" i "leni". Szczególnie czasy dwudziestoprocentowego bezrobocia pozostawiły w Polakach przekonanie, że pracę należy szanować. Jakąkolwiek pracę. Może dlatego właśnie niepopularne jest u nas nazywanie jakiegoś zajęcia "śmieciowym". Dla Polaków bowiem praca jest wartością samą w sobie. Niezadowolenie z pensji jest zazwyczaj uznawane za ważny powód zmiany pracy, ale już skarżenie się na monotonię codziennych obowiązków traktowane jest jako "marudzenie" i "rozczulanie się nad sobą". Dlatego pracownicy "śmieciowi" nie spotykają się zazwyczaj z takim współczuciem i zrozumieniem jak choćby bezrobotni, nie ma dla nich specjalnych programów, kursów i szkoleń - co więcej, nawet gdyby chcieli z nich skorzystać nie mogą, gdyż zazwyczaj są wtedy w pracy. Pozostają na marginesie życia społecznego i własnymi siłami nie są w stanie poprawić swojej sytuacji, a ich jedyną winą jest to...że chcą pracować.



Sylwetki pracowników junk job pochodzą z badań przeprowadzonych na potrzeby pracy magisterskiej przez Jana Furmańskiego, absolwenta Uniwersytetu Warszawskiego.



Zobacz setki ofert pracy w serwisie GazetaPraca.pl

  • 82 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • W Polsce junk jobs to slużba zdrowia i szkolnictwo prorock 15.11.07, 21:09

    W Polsce junk jobs to slużba zdrowia i szkolnictwo.»

  • Owszem, goovniana robota za goovniane pieniądze, zigzaur 15.11.07, 22:21

    ale jakże pasująca do poziomu wykształcenia tak licznych naszych rodaków.No i jeszcze porównajcie "junk job" w Ameryce czy Europie z losem rosyjskiego inżeniera czy wracza (w odróżnieniu od »

  • Hamburger i Provident and_nowak 16.11.07, 13:21

    Dla mnie to są symbole, dowody że ludzie biedni są jendocześnie niemądrzy. Alboinaczej: oni właśnie dlatego pozostaną biedni. Hamburger - nie tylko jest niezdrowy, ale również jest DROGI. »