11,1 procent - tyle, według najnowszych danych resortu pracy, wyniosła w marcu stopa rejestrowanego w Polsce bezrobocia. Ostatnie dane przekroczyły nawet przewidywania ministerstwa, które "stawiało" na mniejszy spadek - marcową stopę na poziomie 11,4 proc. (przypomnijmy: w styczniu było to 11,7 proc., w lutym 11,5). Oznacza to, że oficjalnie, bez pracy w naszym kraju pozostaje niewiele ponad 1,7 mln osób. To oczywiście bardzo dużo, ale jeżeli na tę liczbę spojrzymy pod kątem kilku ostatnich lat (chociażby 2002 roku, kiedy liczba bezrobotnych sięgnęła 3 mln, a bez pracy był co piąty Polak!), okaże się, że nie jest tak źle. Będzie jeszcze lepiej?
Przed Słowacją, Hiszpanią i PortugaliąJeszcze lepiej wypadamy już teraz "w oczach" Europejskiego Urzędu Statystycznego, który poziom bezrobocia wylicza w inny sposób, niż system przyjęty i stosowany w Polsce. Według stosowanej przez Eurostat metody BAEL (Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności) za bezrobotnego nie uznaje się osoby, która pracuje na czarno lub nie jest zainteresowana podjęciem pracy (a po status bezrobotnego zgłasza się do urzędu ze względu na zasiłek lub ubezpieczenie zdrowotne). Według najnowszych danych Eurostatu (z końca minionego roku) bezrobotnych w Polsce jest niewiele ponad 8 procent - to nieznacznie mniej niż w Portugalii (8,2 proc.), w Hiszpanii (8,6 proc.) i dużo mniej niż, wyprzedzającej nas jeszcze pierwszej połowie minionego roku, Słowacji (10,8 proc.). To, że już niemal od roku, nie jesteśmy w Unii Europejskiej krajem o najgorszej sytuacji na rynku pracy, jest niewątpliwie dużym sukcesem. Po tym, jak "wyprzedziliśmy" Słowację sam Eurostat podkreślał, że Polska jest tym krajem, w którym spadek bezrobocia najbardziej się rozpędził i w którym zaobserwowano największą poprawę. W Polsce wciąż obserwuje się silny wzrost popytu na pracę i rosnące zatrudnienie. Na tle innych krajów Unii Europejskiej, w tym naszych sąsiadów i państw, które w tym samym czasie weszły do wspólnoty, ciągle jednak wypadamy dość blado. Krajem o najniższym poziomie bezrobocia jest Holandia. Nie pracuje... zaledwie 2,9 proc. Holendrów! Niższe od unijnej średniej wskaźniki mają również m. in. Dania (3,1 proc.), Litwa (3,9 proc.), Łotwa (5,4 proc.), a nawet Bułgaria (5,8 proc.)!
Trudny orzech do zgryzienia- Cechą charakterystyczną polskiego bezrobocia jest bardzo wysoki wskaźnik osób długotrwale bezrobotnych, czyli takich, które bez pracy pozostają dłużej niż 12 miesięcy. Takich osób, wśród wszystkich bezrobotnych, jest 67 procent, podczas, gdy w wielu krajach ten odsetek waha się w okolicach 20 procent. Tak wysoki wskaźnik długotrwale bezrobotnych w ogólnej ich liczbie jest ogromnym problemem Polski i to problemem bardzo trudnym do rozwiązania - mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.
Zdaniem prof. Kabaja jest możliwe, by w ciągu najbliższych kilku lat bezrobocie w Polsce spadło do poziomu 5 procent (przy zastosowaniu unijnej, nie uwzględniającej szarej strefy, metody BAEL). Podobne, nieco ostrożniejsze, prognozy ma Adam Ambrozik, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich. Jego zdaniem, w perspektywie trzech, czterech lat jesteśmy w stanie osiągnąć poziom sześciu procent. - Jestem zdania, że wskaźniki poziomu bezrobocia, można jeszcze obniżyć. Potrzebne są jednak działania systemowe, do problemu trzeba podejść bardziej całościowo. Polska jest krajem olbrzymich dysproporcji i, o ile, trudno jest wyobrazić sobie, że poziom bezrobocia, chociażby w Warszawie, będzie ciągle spadał, o tyle można i trzeba z tym problemem walczyć w wielu słabo rozwiniętych regionach. Tu jednak sama aktywizacja osób bezrobotnych niewiele da. Potrzeba woli i środków do nadrabiania strat. Największym problemem takich regionów, jak chociażby osobiście bliska mi Lubelszczyzna, jest rozwój przemysłu, przedsiębiorczości. Nad sposobami radzenia sobie z bezrobociem strukturalnym można się zastanawiać w drugiej kolejności - mówi Ambrozik.
W połowie ubiegłego roku w Polsce było ok. 80 powiatów, w których poziom bezrobocia przekraczał 20 procent. W identycznej liczbie powiatów był niższy od średniej krajowej i nie przewyższał poziomu 10 proc.
Jedna trzecia w szarej strefieWkrótce, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych zaprezentuje wyniki najnowszych badań nad strukturą polskiego bezrobocia. Z informacji, które IPiSS, uzyskał od urzędów pracy wynika, że nawet 38 proc. procent bezrobotnych, którzy w ubiegłym roku nie pobierali zasiłku (prawa do nich ma w Polsce kilkanaście procent bezrobotnych; w większości krajów Unii Europejskiej polityka w tym względzie jest zupełnie inna - prawo do zasiłku przysługuje ok. 80-90 proc. osób, które nie mają pracy) pracuje w szarej strefie. Z danych urzędów pracy wynika, że wśród osób, którym przysługiwało prawo do zasiłku dla bezrobotnych, "na czarno" pracowało natomiast 23 proc.
- Dopóki Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej nie otrzyma od nas raportu, wstrzymamy się od omawiania tych wyników - zastrzega prof. Mieczysław Kabaj. Dodaje jednak, że jednym z czynników, które bezpośrednio wpływają na taki stan rzeczy jest nadawany przez urzędy pracy status bezrobotnego. - Wielu bezrobotnych rejestruje się tylko dlatego, że po uzyskaniu tego statusu przysługuje im prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Moim zdaniem takie rozwiązania należy z urzędów pracy wyprowadzić. Takie rozwiązanie z pewnością zniechęciło by do pracy w szarej strefie i urealniłoby, tym samym, statystyki dotyczące bezrobocia. Tu jednak pojawia się pytanie: gdzie? Są różne propozycje: pomoc społeczna, urzędy skarbowe. To jest bardzo złożony problem - mówi.
Resort pracy również dostrzega problem rejestracji w urzędach pracy tylko ze względu na świadczenia. Chce ten problem rozwiązać. M. in. w tym celu w ministerstwie powstaje właśnie projekt zmian w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Ma być gotowy w maju lub czerwcu. Wśród założeń jest wersja, która zakłada, że osoby, które zarejestrują się, jako bezrobotne będą musiały, wspólnie z pracownikiem urzędu pracy napisać plan wyjścia z bezrobocia, wstępnie nazywany "indywidualnym planem działania". W sytuacji, gdy osoba bezrobotna nie będzie chciała takiego planu napisać i go realizować, nie będzie chciała uczestniczyć w organizowanych przez urząd szkoleniach, albo po prostu nie będzie chciała podjąć pracy zgodnej z kwalifikacjami, utraci prawo do bezpłatnej służby zdrowia.
Tu może pojawić się jednak problem personalny - zbyt mała liczba zatrudnionych w urzędach pracy doradców zawodowych. W wielu krajach Unii na jednego doradcę przypada średnio 400-500 bezrobotnych, w Polsce - średnio ponad 2200! - Na ten moment w urzędzie mamy kilkunastu doradców i ok. 13 tys. osób zarejestrowanych, jako bezrobotne. Jeśli takie przepisy wejdą w życie na pewno nie będziemy w stanie ogarnąć wszystkich tych osób - mówi Artur Seroka z Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie.
Inna, z proponowanych wersji zakłada, że osoba bez pracy przez pół roku będzie mogła samodzielnie szukać zajęcia. Jeżeli to się nie uda, po tym czasie zainteresuje się nią urząd pracy i będzie musiała napisać plan działań wspomniany. Jeszcze jedna z wersji zakłada, że w momencie, gdy osoba bezrobotna straci prawo do tego statusu, ciężar zapewnienia jej bezpłatnej opieki społecznej spadnie na gminę lub pomoc społeczną. Pieniądze na ten cel miałyby pochodzić z Funduszu Pracy.
Bożena Diaby, rzecznik Ministerstwa Pracy: - Osoby, które nie będą stosować się do tych przepisów, będą skreślane z rejestru osób bezrobotnych. Chcemy skończyć z fikcyjnym bezrobociem.
Resort szacuje, że dzięki zmianom w przepisach, rozbudowaniu systemu szkoleń i programom skierowanym do wybranych grup wiekowych (np. 50 +) w ciągu najbliższych trzech, czterech lat na rynek pracy wróci ok. 800 tysięcy osób. Prognozy dotyczące najbliższych kilku miesięcy zakładają z kolei, że stopa bezrobocia, pod koniec roku spadnie do poziomu poniżej 10 procent.
Oferty pracy w serwisie GazetaPraca.pl