Popracuj jak Chińczyk, a docenisz to co masz

Michał Sielski, Pekin
2008-07-08, ostatnia aktualizacja 2008-07-08 10:57
Dzieci zbierają algi i czyszczą z nich wybrzeże
Dzieci zbierają algi i czyszczą z nich wybrzeże

Wypłata i normowane godziny pracy to sprawy, o których większość Chińczyków może tylko pomarzyć. Za tyranie od świtu do nocy dostają dach nad głową i miskę ryżu dziennie.

Miesiąc przed olimpiadą robotnicy sprzątają Plac Tiannmen
Miesiąc przed olimpiadą robotnicy sprzątają Plac Tiannmen

Zanim przeczytasz, zobacz co Cię czeka w przyszłości...



Podczas ubiegłorocznej wizyty polskich parlamentarzystów w Chinach i Tybecie jeden z wiceministrów chińskiego rządu zachwalał rozwój swojego państwa. Mówił o dynamice Pekinu i Szanghaju, powstających wieżowcach, rozbudowującym się metrze i innych osiągnięciach. Polacy słuchali w skupieniu, a na koniec padło tylko jedno pytanie: "A jaka jest u was średnia pensja?". Przedstawiciel chińskich władz tylko się uśmiechnął i przyznał, że nad tym "muszą jeszcze popracować". Ta krótka historia idealnie oddaje różnice pomiędzy pracą i płacą przeciętnego Chińczyka i Polaka.

"Miska ryżu" to nie fikcja

Na ulicach Pekinu wielkiej biedy nie widać. W metrze młodzież gra na konsolach, wszędzie pełno taksówek, biurowców i modnie ubranych ludzi. Enklawy biedy przed igrzyskami olimpijskimi zostały ogrodzone wielkimi i szczelnymi murami, a wejść do tych swoistych gett pilnują mundurowi. Wpuszczani są tylko mieszkańcy, żeby turyści i kibice nie wywieźli do domu przykrych wspomnień lub co gorsza zdjęć. Część Chińczyków rzeczywiście pracuje i zarabia (jak na Chiny) nieźle. Trzeba wziąć jednak poprawkę na to, że bilet na metro w Pekinie kosztuje 60 groszy, a koszty utrzymania są nieporównywalnie mniejsze niż w Polsce. Mieszkaniec Pekinu, który ma jakikolwiek używany samochód, może się uważać za majętnego. Niewielu może jednak do takiego stanu dojść, bo płace są często fatalne, albo nie ma ich wcale. "Miska ryżu" jako zapłata, nie jest wcale wymysłem złośliwych kapitalistów, ale często faktem i to nie tylko w nielegalnych fabrykach. Tajemnica zatrudniania niemal za darmo tkwi w... prowincji. To stamtąd sprowadzana jest większość osób pracujących w handlu, produkcji i budownictwie, które nie zarabiają prawie nic. Jest to rozwiązanie korzystne dla obu stron. Właściciel firmy nie ma praktycznie żadnych kosztów, a pracownik jest szczęśliwy, bo dostaje to, na co często w rodzinnym domu nie mógł liczyć: trzy posiłki dziennie, dach nad głową i przyjemną atmosferę w pracy. Ile zarabia więc przeciętny Chińczyk, który pracuje np. jako sprzedawca w markecie? Większość Chińczyków tego pytania po prostu nie rozumie i nie dlatego, że nie znają języka angielskiego. - Jak to ile zarabiam miesięcznie? - pyta ze zdziwieniem Wu, która sprzedaje perły w markecie Hong Qiao. - Pracuję normalnie, mam gdzie mieszkać, w co się ubrać, co jeść i trochę na własne wydatki. U nas nie płaci się co miesiąc tyle samo pieniędzy, wszystko zależy od wielkości sprzedaży i miesiąca. Wszyscy są zadowoleni, bo przecież gdyby tak nie było, nie staralibyśmy się o zatrudnienie naszych krewnych - dodaje.

Rodzinny interes to podstawa

Zatrudnianie krewnych, a nawet praca całych rodzin w jednym miejscu, to w Chinach dość powszechna praktyka. Poza tym przeciętna restauracja czy sklep znacząco różnią się od polskich odpowiedników, przede wszystkim ilością pracowników. W polskiej restauracji często jest dwóch-trzech kelnerów na kilkanaście stolików. W Pekinie taką ilość obsługuje ok. 10 osób i jeszcze kilku stażystów pracujących za darmo. Podobnie jest w sklepach, w których jest średnio pięć razy więcej ekspedientów niż u nas. Często to całe rodziny - wraz z rodzicami pracuje też kilkoro dzieci. Jest to też znakomita metoda na oszukanie kontroli. Wprawdzie zdarzają się one niezmiernie rzadko, ale jak już są, zawsze można powiedzieć, że "córki właśnie przyszły nas odwiedzić". A że odwiedzają codziennie od godz. 8 do 20, to już inna sprawa... System emerytalny w Chinach praktycznie nie istnieje, więc aby w miarę dostatnio żyć w starości, cała rodzina musi ciężko pracować i odkładać albo inwestować w wykształcenie dzieci, które potem będą utrzymywać rodziców. Większość osób wybiera pierwsze rozwiązanie. Pracują długo, według naszych norm nawet skandalicznie długo - praca po kilkanaście godzin dziennie bywa w wielu miejscach na porządku dziennym. Oczywiście każda sobota i niemal każda niedziela nie stanowią tu wyjątku. Dobry sprzedawca może w ciągu miesiąca zarobić nawet 3 tys. juanów, czyli ok. 400 zł. Dostaje też oczywiście wyżywienie. I jest bardzo szczęśliwy, bo ma gotówkę, której nawet nie ma kiedy wydać. Podczas pracy nie wychodzi na przerwy, nie załatwia prywatnych spraw, nie umawia się na wieczór ze znajomymi, bo wieczorem jest jeszcze w firmie, a potem długo jedzie na przedmieścia Pekinu, by się przespać, a rano jeszcze dłużej dojeżdża z powrotem.

Rozkaz, rzecz święta

Są jednak plusy takiej pracy. Przeciętny Chińczyk nie ma zbyt wielu spraw na głowie. Kelner opiekuje się dwoma, maksymalnie trzema stolikami. Nie musi biegać między kilkoma, pytać czy podać coś jeszcze i uważać, by ktoś z drugiego końca sali nie uciekł mu bez zapłacenia rachunku. W warsztatach samochodowych są ludzie, którzy tylko odkręcają koła, a na budowach tacy, którzy jedynie noszą cegły. Nie trzeba się martwić całą firmą, a jedynie swoją działką. To bardzo wygodne. Chińczycy są przy tym bardzo zaangażowani w perfekcyjne wykonanie swojego kawałka roboty. Poświęcają się dla firmy i dla swojego szefa. Jeśli powie, że trzeba zostać dwie godziny dłużej, mimo że dzień pracy trwał już 12 godzin, jego podwładny niemal nigdy nie odmówi. Wie, że ciężką pracą zasłuży sobie na szacunek, a potem może także na awans. A zorientowanych na karierę młodych Chińczyków jest coraz więcej. Tylko nie zawsze łatwo ją zrobić, bo konkurencja jest ogromna. Już na niektórych kierunkach studiów ilość kandydatów na jedno miejsce przekracza 100 osób! Najprostszą metodą na karierę jest jednak wstąpienie do służb mundurowych. A tych jest w Chinach bez liku. Praktycznie wszędzie można spotkać policjantów, którzy pilnują porządku. Są też porządkowi, którzy poganiają ludzi na przejściach dla pieszych, albo stojący w przejściach podziemnych, nawet tych monitorowanych. Są też oczywiście tajniacy, jeżdżący metrem i autobusami. Dzięki temu w największych chińskich miastach jest bardzo bezpiecznie, choć z drugiej strony trudno czuć się tam swobodnie. Tę specyficzną atmosferę zapewniają ludzie całkowicie oddani reżimowi, którzy traktują wszystkie rozkazy karnie i bezrefleksyjnie. Na lotniskach może to początkowo wyglądać nieco komicznie, gdy kilkudziesięciu z nich ustawia się w przestronnym holu sali odpraw w dwuszeregu na baczność i czeka na to, aż przełożony ich policzy... Ale podczas prób demonstracji już wesoło nikomu nie jest, bo rozkaz dla policjanta jest niemal święty i można być pewnym, że niemal żaden nie będzie się zastanawiał nad sensem jego wykonania, a raczej nad tym, by zrobić to, co należy do jego obowiązków.

Odstresuj się, przecież mamy wakacje...



  • 126 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos