Nauczyciele zarabiają tyle co informatycy?

Michał Świech
2008-07-09, ostatnia aktualizacja 2008-07-09 14:59
W kwietniu na ulicę wyszli lubelscy nauczyciele.
W kwietniu na ulicę wyszli lubelscy nauczyciele.
Fot. Rafal Michalowski / AGENCJA GAZE

Ministerstwo pracy twierdzi, że nauczyciele zarabiają dużo, a pracują mało. Pracownicy oświaty uważają, że jest dokładnie na odwrót. Racja jest pośrodku, ale widać wyraźnie jak obie strony próbują wykorzystać sytuację do osiągnięcia korzyści wizerunkowych.

Nauczyciele nie mają powodów do protestów - dowodzą urzędnicy Ministerstwa Pracy. W opublikowanym niedawno raporcie pokazują, że godzinowa stawka, jaką otrzymuje pracownik oświaty jest tylko trochę niższa od tej, na jaką liczyć może na przykład informatyk. Według ministerstwa nauczyciel zarabia od 25 do 30 zł za godzinę pracy, a informatyk - 27 zł.

Analitycy ministerstwa uzyskali ten wynik porównując wynagrodzenie średnie wg GUS w 2006 roku do liczby deklarowanych godzin przepracowanych przez badane osoby w ciągu tygodnia. - Główny Urząd Statystyczny bada płace w całej polskiej gospodarce, wybierając reprezentatywną próbę przedsiębiorstw do badań - tłumaczy Marzena Jakubiec, project manager w Dziale Analiz i Raportów Płacowych Advisory Group TEST Human Resource. - Dane urzędu są więc reprezentatywne dla ogółu zatrudnionych Polaków.

Ale to nie tak

Nauczyciele uważają, że jest inaczej i protestują. Ich zdaniem obraz ich sytuacji, jaki maluje się po lekturze raportu ministerstwa jest nieprawdziwy. - Wolałabym wszystkie obowiązki wykonać w ciągu 8 godzin w szkole a później mieć już czas tylko dla siebie - mówi nauczycielka z 25-letnim stażem i dodaje, że pewnie i tak miałaby nadgodziny. - Ale szkoły na to nie stać. Nie otrzymam służbowego komputera, drukarki, tuszu, materiałów papierniczych. Kupiłam to z własnej pensji. Nikt nie zapewni mi choćby najmniejszego, ale własnego i cichego kąta do pracy. Zabrałam na to część naszego wspólnego mieszkania - wylicza. - Ale powinnam się cieszyć, bo dowiedziałam się od Ministerstwa Pracy, że pracuję tylko 27 godzin w tygodniu i bardzo dużo zarabiam - komentuje gorzko. Nie jest to odosobniona opinia, pojawiło się ich w ostatnich dniach wiele. Z wnioskami wyciągniętymi z raportu nie zgadzają się także związkowcy. - Autorzy podzielili średnią pensję, przez liczbę pensum i wyszło im, że nauczyciele są w czołówce najlepiej zarabiających zawodów - mówi Marta Pióro, z działu Informacji Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" - Nie wzięto pod uwagę tego, że nauczyciele muszą przygotować się do lekcji, sprawdzać prace uczniów - dodaje. Pióro zwraca także uwagę na coś innego: - Nie mówi się o tym, że na tle innych krajów Unii Europejskiej, polscy nauczyciele są na ostatnim miejscu, jeśli chodzi o zarobki. Natomiast pod względem ilości przepracowanych godzin w ciągu tygodnia i roku ta grupa zawodowa jest na miejscu piątym.

Skąd te różnice zdań?

Widać wyraźnie, że postrzeganie rzeczywistości przez pracowników oświaty i związkowców wyraźnie rozmija się z danymi z ministerstwa. Dlaczego? - Wyniki badań mogą różnić się od odczuć pracowników ze względu na stosowaną metodologię - wyjaśnia Marzena Jakubiec z AG TEST. Jako przykład podaje raporty płacowe swojej firmy: W naszym badaniu uczestniczą głównie firmy duże, w większości o profilu produkcyjnym. Wyniki naszego badania mogą być więc nieporównywalne dla osoby zatrudnionej np. w kilkuosobowej firmie usługowej - informuje.

W przypadku oświaty nie powinno mieć to jednak znaczenia. Szkoły zorganizowane są w podobny sposób, mają podobną siatkę płac i systemy motywacyjne. Być może przyczyna tak dużej różnicy w odczuciach nauczycieli i wyników badania leży w innym miejscu. Ministerstwo posługuje się, za Głównym Urzędem Statystycznym, tylko średnią. Jak wyjaśnia Marzena Jakubiec na wysokość średniej w dużym stopniu wpływają pojedyncze, bardzo wysokie lub bardzo niskie wyniki. - Wystarczy, aby kilka przebadanych osób zarabiało bardzo wysoko, by wynik średniej znacząco wzrósł - mówi Jakubiec.

Zamiast średnią można posłużyć się medianą. - Jest to miara statystyczna, która dzieli badaną przez nas próbkę na dwie równe części - połowa przebadanych osób otrzymuje wynagrodzenia wyższe niż mediana, a połowa - niższe - wyjaśnia Jakubiec i podaje konkretny przykład: - Dwie trzecie osób w Polsce zarabia poniżej średniej miesięcznej płacy podawanej przez GUS.

Czy tak jest w przypadku nauczycieli? Na Polskiej Liście Płac 2008 opublikowanej przez serwis GazetaPraca.pl, nauczyciele rzeczywiście plasują się na dole. I tak stażystka ucząca angielskiego dostaje na rękę 900 zł. W szkole pracuje od trzech lat. Inna nauczycielka, tym razem z 18-letnim stażem, dostaje 1168 zł pensji plus 419 zł za nadgodziny. Deklaruje, że w szkole spędza w sumie 23 godziny tygodniowo. Jakby nie liczyć, do wyniku uzyskanego przez ekspertów z ministerstwa dużo jej brakuje. 1400 zł miesięcznie zarabia nauczycielka historii i WOS-u z krakowskiego zespołu szkół - można przeczytać w opracowaniu Gazety Wyborczej - Miesiąc temu dostała dodatek motywacyjny - 100 zł. Ma 20 godzin zajęć tygodniowo z uczniami. Dodatkowo poświęca czas na przygotowanie do lekcji, opracowywanie, a potem sprawdzanie testów dla uczniów. Jest nauczycielem mianowanym, ma sześć lat doświadczenia w zawodzie. Nigdzie nie dorabia. Nawet biorąc pod uwagę tylko czas pracy, który spędza w szkole, dostaje około 10 zł na godzinę mniej od kwoty, którą wyliczyło ministerstwo.

Ktoś coś uprościł

Prawdopodobnie uproszczona interpretacja danych ma także miejsce w przypadku prezentacji informacji o ilości czasu pracy nauczycieli. Obok nauczycieli, którzy poświęcają się pracy są także inni, którzy po wyjściu ze szkoły niemal zapominają o tym, czym się zajmują. Odróżnić jednych od drugich jest, według samych zainteresowanych ciężko. O syntetycznym przedstawieniu czasu pracy tak zróżnicowanej grupy nie wspominając. Doświadczona nauczycielka z dwudziestopięcioletnim stażem liczy swój tygodniowy czas pracy - sprawom zawodowym poświęca ponad 51 godzin, sama jest zaskoczona wynikiem. Przedstawienie tych obowiązków nauczyciela, które wykonywane są poza szkołą zajmuje jej trzy strony papieru kancelaryjnego. Są wśród nich przygotowanie do lekcji, łącznie z sobotami i niedzielami, własnoręczne wykonywanie pomocy, sprawdzanie zeszytów i kartkówek, analiza wyników, dodatkowa praca z uczniami, którzy mają trudności w nauce. Do wyliczanki dodać można także pracę związaną z przygotowywaniem uczniów do konkursów, wybór tekstów, zadań, ćwiczenie, sprawdzanie, pakowanie i wysyłanie prac, wyjazdy na konkursy (zwykle po lekcjach). A także opracowanie zakresu, zasad, pytań itp., napisanie, powielenie i wysłanie ogłoszeń, przygotowanie dyplomów, kupno nagród, dekoracja pomieszczenia także należy do obowiązków nauczycieli wykonywanych poza godzinami lekcyjnymi. Po lekcjach nauczyciele zajmują się także prowadzeniem dokumentacji wychowawczej, czyli dziennika, zeszytu wychowawczego zawierającego min. notatki z obserwacji każdego ucznia, notatki na temat tych, którzy mają problemy w nauce, na temat pomocy socjalnej, wreszcie spotkań z rodzicami. Bardzo dużo czasu, zdaniem nauczycieli zajmuje pisanie świadectw opisowych. O ile kilkanaście lat temu wystarczyło przepisać na świadectwo stopnie z dziennika, teraz wypełnienie jednego druku wymaga czasu - postępy każdego ucznia opisywane są indywidualnie. Ocena końcowa musi być przepisana trzykrotnie - do dziennika, na arkusz ocen i na świadectwo. Nawet wykorzystując komputer nauczyciel traci na to sporo czasu.

Nauczycielka z Częstochowy: - Te wszystkie czynności zajmują mi więcej czasu niż same lekcje i na pewno uzupełniają mój etat do 40 godzin. Często są żmudne, jednak nie wymagają nawet połowy tego wysiłku, który wkładam w prowadzenie lekcji.

Co jeszcze boli nauczycieli?

Choćby to, że za większość materiałów wykorzystywanych na lekcji przez nauczyciela płaci on sam - z własnej kieszeni. Gdyby polegał na tym, co dostarczy szkoła, musiałby ograniczyć się do kredy, tablicy i... w zasadzie tyle. Nauczyciele nie wierzą w dobre intencje ministerstwa. Także związkowcy mają wątpliwości. Przedstawienie wyników raportu "Zatrudnienie 2007" w momencie negocjowania z nauczycielami podwyżek płac jest próbą ustawienia opinii publicznej przeciwko tej grupie zawodowej - uważa Marta Pióro. - Raport powstał pod patronatem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, z adnotacją, że informacje w nim zawarte nie odzwierciedlają poglądów ministerstwa - zwraca uwagę. - Dlaczego Ministerstwo wydaje pieniądze na takie opracowanie? - pyta.

Publikacja takich danych w przeddzień nauczycielskich protestów jest dla nich wyjątkowo niekorzystna. - Wydaje się, że miał to być typowy zabieg PR, który miał pogorszyć wizerunek niektórych grup zawodowych - komentuje Marta Pióro z "Solidarności". Raport wykazuje, że zarobki dwóch grup zawodowych do tej pory postrzeganych jako położone na przeciwnych krańcach skali zarobków są w rzeczywistości zbliżone. Dodatkową korzyścią z publikacji raportu może być także pokazanie nauczycieli jako ludzi, którzy - w przeciwieństwie do wszystkich innych - bardzo mało pracują. Niecałe trzydzieści godzin tygodniowo to przecież marzenie wielu, o dwumiesięcznych wakacjach nie wspominając. Przeciętny odbiorca informacji wyciąga z publikacji ministerstwa prosty wniosek - nauczyciele zarabiają dużo, pracują mało i jeszcze mają czelność protestować.

Mimo różnic w ocenie wniosków wyciąganych z raportu nikt nie powinien mieć wątpliwości co do prawdziwości danych zebranych przez ministerstwo. Autorzy raportu pracują nad swoją publikacją od lat i są w stanie przeprowadzić rzetelne badania. Jednak stosowane przez nich wskaźniki wydają się być zbyt uproszczone. Nauczyciele są bardzo zróżnicowaną grupą zawodową, w której takimi samymi prawami cieszą się ludzie ciężko pracujący i osoby przypadkowe, które w nauczanie angażują się tylko wtedy, kiedy naprawdę muszą. Inne przedstawienie wyników raportu byłoby zapewne nieco trudniejsze w odbiorze, ale bardziej odpowiadałoby rzeczywistości i zapobiegło oskarżeniom o zabiegi PR.

  • 874 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • prywatna oświata nauczyłaby szacunku do nauki blic 19.07.08, 10:47

    Sprywatyzować szkoły i po kłopocie.Nauczyciele będą zarabiać zależnie od kwalifikacji i umiejętności, a matołki nauczą się szanować ich pracę.Słabi odpadną, lub będą uczyć dzieci matołków, »

  • Nauczyciele zarabiają tyle co informatycy? jakks 19.07.08, 11:10

    kazda praca jest wazna i potrzebna.kazdy powinien zarabiac tyle .zeby mu starczylo na godne zycie.»

  • Re: Nauczyciele zarabiają tyle co informatycy? misio631 19.07.08, 15:41

    Mała górska miejscowość,nauczycielka z podstawówki wynajmująca pokoje po 30 zł. Rano kilka godzin w szkole. Absolutnie zadowolona z życia. Wieczorem drink ze gośćmi. Żadnego przepracowania,»