Zobacz co Cię czeka w przyszłości...
Wielu z nas idzie wkrótce na
urlop. Niektórzy muszą pokonać wiele przeszkód, aby się to udało. Najpierw trzeba dogadać się z koleżankami i kolegami z pracy, aby nie mieć wolnego w tym samym czasie, bo na to nie zgodzi się niemal żaden szef. Później warto szefa przekonać, że firma jednak nie upadnie podczas naszej nieobecności. A potem wypisać wniosek. No właśnie, wniosek. Po co komu potrzebny jest wniosek urlopowy. Czy informacji o terminie i ilości dni urlopu nie można przesłać e-mailem? Można. Jedynym wymaganym przez polskie prawo dokumentem jest karta ewidencji czasu pracy, w której zaznacza się dni nieobecności, także urlop. Ale firma może mieć wewnętrzny regulamin, który wymaga pisemnego wystąpienia o wniosek. Po co? - Najczęściej po to, by w razie czego mieć podkładkę dla kontrolujących. Niech pan spróbuje wytłumaczyć urzędnikowi, który od 30 lat sprawdza firmy, że taki dokument nie jest potrzebny? To oczywiście sytuacja hipotetyczna, nigdy nic takiego mnie nie spotkało, ale wolę dmuchać na zimne. Odpowiadałem już na takie pytania podczas kontroli, że nic mnie nie zdziwi - mówi Henryk Tobiasz, prowadzący w Gdyni firmę, zajmującą się remontami dachów. Zatrudnia sześć osób i mówi, że woli mieć 15 dokumentów za dużo, niż o jeden za mało. - Nie mam czasu na tłumaczenia i wyjazdy do urzędów, bo sam też zajmuję się robotą - dodaje Tobiasz. Dlatego w jego firmie trzeba pisać o wszystkim - przesuniętych dniach wolnych (bo czasem pracuje się w soboty), nadgodzinach, urlopach. Nawet prośba o nowe rękawice musi być na piśmie.
A drukarze się cieszą- Często szef ma przygotowane gotowe druki, my je tylko podpisujemy, więc dla nas do żaden problem. A szef ma spokój i nikt mu nie zarzuci, że coś kręci. Tylko biuro będzie musiał niedługo rozbudować, bo mu się kartony nie mieszczą - śmieje się jeden z jego pracowników. Takich firm są w Polsce setki, jeśli nie tysiące. Niektóre działają w ten sposób, "bo zawsze tak było", inne wolą jak w podanym powyżej przykładzie mieć za dużo dokumentów niż za mało. Powszechnie uważa się, że nadmierna biurokracja hamuje wzrost gospodarczy. Ale nie do końca jest to prawdą, bo niektóre jego gałęzie pobudza. Dzięki rozbuchanej biurokracji żyją choćby drukarnie, a nawet agencje reklamowe. - Ten rynek cały czas nie znika. Dlatego gdy mamy zlecenie na wydrukowanie np. kilku tysięcy wniosków urlopowych formaty A3, to je oczywiście przyjmujemy - mówi Marcin Murawski, który prowadzi firmę reklamową, zajmującą się pełną obsługą imprez i firm. Nie gardzi jednak także mniejszymi zleceniami. Bo niby dlaczego, skoro dzięki temu jego firma może mieć większe dochody? Walkę z biurokracją zapowiada już kolejny polityk. Tym razem wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld. Jego podwładni cały czas analizują ustawy, które można poprawić, by przedsiębiorcy nie musieli raportować państwu o niemal każdym swoim posunięciu, a nawet zamiarze. Na razie jednak wielkich efektów nie widać.
Komputer? A co to takiego?Winne są też jednak same firmy, a raczej przestarzałe procedury przez nie stosowane. Nawet w dużych przedsiębiorstwach często nie ma mowy o podpisie elektronicznym, bo jest po prostu wciąż drogi. Nie ma też systemów komputerowych, które ułatwiałyby pracę księgowym. Dlatego często zamiast trzech księgowych, firma zatrudnia cztery. A te i tak nie mogą się wyrobić, bo wypisywanie kolejnego kwitka do każdego papierka zabiera sporo czasu. Zresztą nie tylko im, bo firmy kontrolujące też muszą sprawdzić każdy dokument. Byłoby łatwiej, gdyby choć połowa była w komputerze, ale na razie to tylko marzenia. - W większości firm niemal każdy dokument wciąż wytwarza się ręcznie. i nic nie wskazuje na to, by szybko mogło się to zmienić - mówi wiceprezes zarządu, zajmującej się głównie audytem jednego z gdyńskich biur ekonomiczno-prawnych. Nadmierna biurokracja towarzyszy każdemu, nie tylko przedsiębiorcom. Problem zauważamy choćby wtedy, gdy chcemy odliczyć sobie wydatki na internet od dochodu, wypełniając zeznanie podatkowe. Aby to zrobić, należy mieć oryginał faktury VAT. Wiele firm, zwłaszcza w dobie wciąż zawodzącej lub strajkującej poczty, wysyła je e-mailem. Każdy klient może wtedy zapłacić w terminie i nie naraża się na upomnienia czy tłumaczenia, że rachunku jeszcze nie dostał. Ale na podstawie takiej faktury, nawet jeśli ją sobie wydrukuje, odliczenia zrobić nie może.
Jeszcze gorzej jest, gdy porwiemy się na budowę lub, nie daj Boże remont domu. Setki opinii przedwstępnych, planów, projektów, potwierdzeń, zatwierdzeń, pozwoleń, zezwoleń i zaświadczeń mogą doprowadzić normalnego człowieka co najmniej do rozstroju nerwów. Ale firmy budujące nam domy, także nie mają łatwo. - Muszę np. zawsze mieć zapisane ile cementu zużyłem. I to nie tylko po to, by rozliczyć się z klientem, ale także z fiskusem. Rozumiem to, ale dodatkowego wypisywania ile materiałów uległo np. zniszczeniu, a ile faktycznie wykorzystałem jest już bez sensu. Jeśli moi pracownicy rozwalili 30 dachówek za dużo, to jest to problem mój i mojej firmy, a nie państwa i urzędników. Ale okazuje się, że nie do końca, bo porządek musi być. Już dawno przestałem się tym jednak przejmować. Wrzucam wszystko w "wykorzystane" i już - mówi jeden z gdańskich dekarzy.
Kuriozalnymi przepisami prawnymi, takimi jak ten, zajmuje się komisja Przyjazne Państwo, dowodzona przez posła Janusza Palikota. - Do tej pory otrzymaliśmy już ponad 30 tys. zgłoszeń, dotyczących absurdów w polskim prawie oraz ponad 300 propozycji konkretnych zmian w ustawodawstwie - wylicza sprawozdawca komisji Mirosław Sekuła. Komisja opracowała już niemal 170 propozycji zmian legislacyjnych, ale parlament nie przyjął jeszcze żadnej z nich. Utknął w dokumentach...
Odstresuj się, przecież są wakacje...