Kto zarabia, kto wydaje?

Karolina Łagowska
2008-08-05, ostatnia aktualizacja 2008-08-05 15:13
Fot. Franciszek Mazur / AG

Kto wydaje, a kto zarabia w polskich rodzinach? Badacze problemu łapią się za głowę, bo ile rodzin, tyle przykładów. Zobaczmy jak to wygląda...

"Praca natychmiast" - jak znaleźć pracę od zaraz?



Badaniami na temat budżetu polskiej rodziny na poważnie zajęli się naukowcy. TSN OBOP przeprowadził sondaż, który miał pokazać, jak planowane są wydatki i w jaki sposób podejmowane są decyzje o nich. Wyniki były zaskakujące. Okazało się, że większość - prawie 800 z 1000 przebadanych gospodarstw domowych - regularnie nie planuje domowych finansów. Zakupy, nawet poważniejsze, droższych urządzeń i towarów, często robione są w sposób nieprzemyślany. Naukowcy podsumowali: zarządzanie finansami to słaby punkt Polaków. Ale lepiej za to jest z podejmowaniem decyzji: w połowie przypadków prawie wszystkie decyzje, nawet te o codziennych zakupach, podejmowane są wspólnie z partnerem, a jeśli dotyczy to ważniejszych wydatków - w 88 procentach decydowano o tym razem. Autorytatywne postawy - czy to władczej damy czy bezwzględnego macho - były marginalne. Porównaliśmy kilka domowych budżetów.

Zarabiają osobno, wydają razem

Maria i Tomasz Wieciakowie, Wrocław. Ona lat 43, on o 10 więcej. Są małżeństwem od 9 lat. - Bardzo nietypowym małżeństwem - śmieje się Maria. - Kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością, wiekiem plasujący się raczej w pokoleniu średnim, ale mentalnie w wieku studenckim. Maria jest nauczycielką tańca, ale po ciężkim wypadku samochodowym musi oszczędzać kręgosłup. Od kilkunastu lat zmienia profesje: była już copywriterką w agencji reklamowej, sprzedawała w sklepie odzieżowym, teraz jako przedstawicielka handlowa reprezentuje firmę telekomunikacyjną. Miesięcznie zarabia około 3,5 tysiąca złotych. Tomasz - były pracownik pogotowia, odszedł na wcześniejszą emeryturę. Nie pracuje. Ma niecałe 1,3 tys. zł. Wieciakowie mają na utrzymaniu tylko psa i dwa koty, bo syn Tomasza z pierwszego małżeństwa już dawno się usamodzielnił i mieszka za granicą. Wspólne wydatki: około 500 złotych za czynsz i opłaty w mieszkaniu komunalnym we Wrocławiu (zostało po matce Tomasza), 700 złotych na jedzenie i tyle samo na paliwo do dwóch samochodów. Kolejne 100 złotych - jedzenie dla zwierząt, czasem weterynarz. Wydatki osobne: 100 złotych na akcesoria wędkarskie i czasopisma dla Tomka, 300 złotych na kosmetyki dla Marii (ma do nich słabość). Maria: - Mamy osobne konta, ale nie dlatego, żeby coś przed sobą ukrywać. Gdy się poznaliśmy, każdy miał już swoje i tak zostało. Gdy potrzeba na coś pieniędzy, bierze się raz z jednego, raz z drugiego konta i nikt o tym nie myśli. Jest jeszcze trzecie, gdzie spływają odsetki z lokat. I to niemałe, bo około 2 tysięcy miesięcznie. - To oszczędności z biznesu, który kiedyś wypalił i pieniądze ze sprzedaży ponadstumetrowego mieszkania w Krakowie, które odziedziczyłam po rodzicach - mówi Maria. - Dzięki temu praktycznie nie martwimy się o pieniądze. Stąd te dwa auta. Ja jadę moim do pracy, a Tomasz na ryby albo na zakupy. Nie przeszkadzamy sobie. Ważniejszych rzeczy kupionych w ubiegłym roku jest sporo. - Plazmowy telewizor, bo stary się zepsuł, nowe radio, bo stare daliśmy sąsiadce, aparat cyfrowy i do tego remont mieszkania. Razem ze 30 tysięcy złotych. - Wszystko kupujemy wspólnie i do głowy by mi nie przyszło kontrolować, co sobie kupuje Maria. Fortuny nie wydaje - mówi Tomasz

Wydatki pod kontrolą

Jagoda i Piotr ze Zgierza koło Łodzi. Jagoda ma 28 lat, Piotr 27. Ona skończyła farmację i pracuje w jednej z aptek w swoim mieście, jej narzeczony załapał się na stanowisko w dużym banku. Doradza klientom starającym się o kredyt. Mieszkanie: wynajęta kawalerka (38 metrów kwadratowych), składają się co miesiąc po 500 złotych na czynsz i opłaty. Samochód: 16-letni ford escort, Piotr dostał go w prezencie od dziadka. - W sumie przez mieszkanie i samochód mamy wspólne konto. Założyliśmy, bo zawsze był kłopot z opłatami i paliwem, a teraz jest łatwiej. Na koncie zawsze coś jest i jeszcze podnosi na duchu, bo co dwie pensje to nie jedna - śmieje się. Jagoda ma pełne zaufanie do Piotra. - W końcu to on pracuje w banku, nie ja - żartuje. Zarabiają podobnie - po około 1,8 tys. zł. miesięcznie. Jagoda ma z apteki 1,5 tys., ale w weekendy udziela też korepetycji z biologii i chemii. - Zaczęło się od kuzynki, a potem poleciła mnie swoim koleżankom i tak zostało. Dodatkowy grosz zawsze się przyda - mówi. Średnio co dwa tygodnie jeżdżą do Łodzi na większe zakupy: jedzenie, kosmetyki, czasem coś do ubrania. - Jak ktoś płaci to wiadomo, że kasa idzie ze wspólnego konta i nie trzeba się rozliczać - mówi Jagoda. - Głupio tylko przed świętami albo jak się chce zrobić jakąś niespodziankę. Nie chcę, żeby Piotrek wiedział ile wydaję na prezenty dla niego, dlatego wypłacam po trochę, więcej niż potrzebuję. On chyba robi tak samo - śmieje się farmaceutka.

Maniery kontra pieniądze

Nie zawsze zarządzanie finansami jest takie proste. - Powiem wprost: trzeba mieć jaja, żeby skutecznie rozmawiać o pieniądzach w związku - mówi Ela, 35 -letnia ratowniczka WOPR z Jeleniej Góry. Przez siedem lat razem z chłopakiem pomagała jego rodzicom w prowadzeniu małego baru. - Kilka dni w tygodniu harowaliśmy jak woły, od rana do wieczora. Nie dostawałam za to grosza - opowiada. Za to Marcin tak: a to samochód od rodziców, kartę kredytową na zakupy, motorówkę.

- Może z boku wygląda to dziwnie, że pracowałam za nic. Ale ja naprawdę miałam poczucie, że robimy to dla rodziny, że dzięki temu budujemy jakiś interes. Złudzenia się rozwiały, gdy zaczęli z Marcinem planować ślub. - Pierwsze hasło jakie padło to była intercyza. Poczułam się strasznie. Jak jakaś złodziejka, która czyha na czyjś majątek - opowiada. Teściowie tłumaczyli: że takie czasy, że to nic złego, a oni syna muszą zabezpieczyć na przyszłość. Jakoś to przełknęła. Marcin dostał od rodziców mieszkanie w prezencie ślubnym. Dwupokojowe. - I zaczął się koszmar - wspomina Ela. - Chciał decydować o wszystkim: gdzie stanie komoda, jaki będzie kolor farby na ścianach, zmieszał mnie z błotem, gdy kupiłam przepiękny serwis obiadowy. Najpierw się przejmowałam. Mówiłam sobie, że widocznie tak jest: źle kroję pomidory, nie wycieram naczyń, nie posoliłam schabu. Wiecznie źle. Na zakupy chodziłam piechotą; samochodu też nie mogłam ruszać, bo - zdaniem Marcina - beznadziejnie jeżdżę. Po siedmiu miesiącach Ela złożyła w sądzie pozew o rozwód. - Rozstaliśmy się przez jego chore przywiązanie do pieniędzy - podsumowuje. - Żałuję tylko tego, że zmarnowałam przy kimś takim siedem lat mojego życia. Kiedyś wiedziałam, że wcale nie jestem beznadziejna, teraz odkrywam to na nowo.

Psycholog: jak z pieniędzmi, tak z ludźmi

Bożena Uścińska, psycholog, często spotyka się z tematem pieniędzy w związkach. - Na tej podstawie bardzo łatwo można określić, czy ludzie będą mieli ze sobą problemy lub nawet, że nie będą potrafili się dogadać w najważniejszych kwestiach - uważa. Jej ulubionym testem na ten temat jest metoda kilku pytań, którą podpatrzyła kiedyś na warsztatach z psychologii Wschodu. Polega na tym, że badana osoba ma dokończyć zdanie: "Moim największym problemem z pieniędzmi jest...". Wpisuje np. "ich brak". Psycholog bierze kartkę, wykreśla słowo "pieniądze" i zastępuje je "energią". Pacjent czyta:

"Moim największym problemem z energią jest ich (jej) brak". Terapeuta znów zmienia słowo, a pacjent czyta: "Moim największym problemem z uczuciami jest ich brak". - Ta bardzo prosta metoda daje głęboki wgląd w problemy człowieka, wstępnie wiadomo co jest nie tak i jak mu pomóc - mówi terapeutka. Jej zdaniem, stosunek do pieniędzy bardzo mocno przekłada się na stosunek do ludzi. - Sprawdza się to, co mówiły nasze babcie: jak facet skąpy, to go nie bierz. Jeśli ktoś nie dzieli się tym co ma, nie daje prezentów i nastawiony jest tylko na branie, nie ma co oczekiwać okazywania uczuć i poświęcenia - wyjaśnia. - Symbolicznym przykładem jest właśnie intercyza: już na wstępie sygnalizujemy, że wszystko co mam jest moje i nigdy twoje nie będzie. Żądając intercyzy pokazujemy brak zaufania i sygnalizujemy: nie wchodzę z tobą w żadną współzależność, jesteś dla mnie obcy. Właściwie nawet trudno mówić w takiej sytuacji o wejściu w związek małżeński.

"Praca natychmiast" - jak znaleźć pracę od zaraz?



  • 46 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Kto zarabia, kto wydaje? yulek_cezar 07.08.08, 09:05

    Ja chciałbym zobaczyć jak sobie radzą z wydatkami ludzie którzy mają kilkasetzłotych renty lub emerytury. Wydawanie 700 PLN'ów na samochód to perwersja inie jest nic trudnego w utrzymaniu »

  • Re: Kto zarabia, kto wydaje? livia_druzylla 07.08.08, 12:54

    Ja też nie zarządzam pieniędzmi, tzn. nie planuję i nie wydaję z ołówkiem w ręku. Oboje jesteśmy po trzydziestce. Mój mąż, inżynier na dużych budowach, zarabia jakieś 3500 zł netto, ja w »

  • Kto zarabia, kto wydaje? sm0k 08.08.08, 00:24

    Ja możne nie na temat , ale państwo maja psa i 2 koty i miesięcznie wydaja najedzenie dla nich 100 zl. Zastanawiam się co jedzą ich biedne zwierzęta... Amoże po prostu dane są wyssane z »