To jego pierwsza praca i jest bardzo zadowolony, choć jest ciężko, zwłaszcza w upały. Nie jest pracownikiem wykwalifikowanym, więc najczęściej ładuje do wiadra gruz i ściąga go na dół. Jedyne, co gwarantuje mu pracodawca, to stare, brudne szmaciane rękawiczki. Bartek nie ma kombinezonu, kasku ani specjalnych butów. Nie ma też umowy o pracę ani żadnego
ubezpieczenia. Bo Bartek pracuje na czarno. - A jeśli ten gruz spadnie ci na głowę? - pytam go. - Przecież nie masz nawet ubezpieczenia zdrowotnego. I zasiłku też nie dostaniesz. - Nic mi nie spadnie - zapewnia Bartek. Jego pracodawca nie opłaca też składek na ubezpieczenie społeczne i emerytalne. Ale i tym Bartek się nie przejmuje. - Przecież ja mam dopiero 20 lat! Jeszcze zdążę sobie na wszystko uskładać.
Takich jak on według szacunków GUS jest w Polsce półtora miliona. Mężczyźni i kobiety, po pięćdziesiątce i przed dwudziestką, Polacy, Białorusini, Ukraińcy. Pracują w domach, gospodarstwach, prywatnych firmach, na roli. Łączy ich to, że nie mają umowy o pracę i że pracodawcy nie płacą za nich podatków ani świadczeń. Jak wynika z ostatniego raportu Państwowej Inspekcji Pracy, na czarno zatrudnia w Polsce co drugi przedsiębiorca. Najwięcej nielegalnych pracowników jest w branży budowlanej, w gastronomii i hotelarstwie.
Dlaczego na czarno?Aż 10 proc. pracujących Polaków decyduje się na szarą strefę? Jak twierdzą specjaliści, przyczyn jest wiele.
21 proc. pracujących na czarno to ci, których tak jak Bartka skusiły zarobki. W legalnej pracy osoba bez kwalifikacji i bez doświadczenia nie miałaby szans zarobić tyle, ile Bartek dostaje na budowie. - W szarej strefie często pracuje się mniejszą liczbę godzin niż legalnie, a stawki są wyższe - ocenia prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, jeden z autorów raportu "Przyczyny pracy nierejestrowanej w Polsce" wykonanego na zlecenie Ministerstwa Pracy. A stawki są wyższe, bo pracodawcy oszczędzają na tzw. kosztach pracy, czyli podatkach i świadczeniach, które trzeba opłacać przy legalnym zatrudnieniu.
Ponad 50 proc. nie ma wyboru - wybiera zatrudnienie na czarno, bo nie ma możliwości znalezienia pracy rejestrowanej. To zwykle osoby młode, pracownicy bez żadnych kwalifikacji, niepełnosprawni, cudzoziemcy ze Wschodu. Dla nich wszystkich szara strefa jest ostatnią deską ratunku. Ponad jedna trzecia badanych uznała, że dzięki takiej pracy wiąże koniec z końcem, a dla kolejnych 14 proc. nawet podjęcie takiej pracy nie wystarcza na zaspokojenie wszystkich bieżących potrzeb gospodarstwa domowego.
Niecałe 30 proc. pracujących na czarno to ci, którym otrzymywane zasiłki nie wystarczają na życie. Nie mogą zatrudnić się legalnie, bo wówczas straciliby prawo do świadczeń. Do tej grupy należą też często emeryci i renciści.
Wyzysku już nie ma, ale...Tylko 23 proc. deklarowało, że zostali do nielegalnej pracy przymuszeni. Ponad 70 proc. ankietowanych twierdzi, że uzgadniało warunki pracy na czarno z pracodawcą. To oznacza, że ludzie sami godzą się na nielegalną pracę. Co ciekawe, wiele osób, które miały doświadczenia w pracy legalnej, zwłaszcza pracownicy w wieku 50 plus deklarowali, że w szarej strefie ich relacje z pracodawcą są dużo lepsze, a stosunki w pracy bardziej ludzkie. Czują się tam bardziej docenieni i obdarzeni większym zaufaniem. Jak wykazał raport, wielu osobom odpowiada też brak formalnego przymusu w pracy na czarno. - Zawsze mogę po prostu nie przyjść do pracy, jak mi się znudzi - mówi Bartek. Podobnie wypowiedziało się prawie 10 proc. badanych - za atut pracy na czarno uznali możliwość porzucenia jej z dnia na dzień, bez konsekwencji.
Ale jest też druga strona medalu. - Wyzysku w szarej strefie już nie ma, ale nie ma też świadczeń i ubezpieczenia - podkreśla Mateusz Walewski, specjalista ds. rynku pracy z CASE. Badania wykazały, że korzyści z rejestracji zatrudnienia - świadczenia socjalne, ochrona pracy, wysokość przyszłej
emerytury są dla zatrudniających się w szarej strefie odsunięte w czasie i przez to mniej istotne. Co więcej, wielu w ogóle nie ma potrzeby rejestracji i nie widzi niewłaściwości tego postępowania. Aż 80 proc. badanych uważa, że będzie miało prawo do emerytury z tytułu pracy rejestrowanej. Wielu z nich nie ma świadomości, że będzie to jedynie prawo do emerytury na poziomie ustawowego minimum. - A przecież po zmianie ustawy o świadczeniach emerytalnych dostaniemy tylko tyle, ile sobie oszczędzimy - przypomina Walewski. - Ludzie pracujący na czarno zostaną bez żadnego zabezpieczenia na starość - potwierdza prof. Kabaj. - Nie mówiąc już o tym, do jakich tragedii dochodzi, gdy zatrudniony w szarej strefie będzie miał wypadek. - Poza tym podjęcie pracy nierejestrowanej, nawet z intencją szybkiego zamienienia jej na oficjalną, działa często jak swoista pułapka - tłumaczy prof. Kabaj. - Im dłużej się w ten sposób pracuje, tym trudniej przejść do pracy legalnej. Bo nie ma się stażu, kwalifikacji, doświadczenia.
Kto zyskuje na pracy na czarno? Oprócz zatrudnionych na czarno na szarej strefie traci państwo, bo ma mniejsze wpływy z podatków. Mniej składek wpływa do ZUS-u, który z bieżących wpływów od legalnie zatrudnionych pracowników finansuje świadczenia społeczne. Im mniej składek, tym mniej pieniędzy na emerytury, zasiłki, renty. Ale na szarej strefie wiele osób zyskuje. - Przede wszystkim są to pracodawcy - przyznaje prof. Kabaj. - W ten sposób omijają dodatkowe koszty pracy i oszczędzają sobie mnóstwo papierkowej roboty. Potwierdzają to sami przedsiębiorcy - w ich ocenie zatrudnienie nierejestrowane jest zdecydowanie tańsze, koszty pracy niższe, a pracownik bardziej dyspozycyjny. Zaletą jest także możliwość uniknięcia czasochłonnych i skomplikowanych procedur administracyjnych, brak kłopotów z chorobowym, urlopami, nadgodzinami itp. Ich zdaniem to czysta sytuacja - płaca za wykonaną pracę. Jak podkreśla prof. Kabaj, na szarej strefie zyskują też konsumenci. Dzięki niej mają dostęp do towarów i usług 2-3 razy tańszych, niż gdyby pochodziły z legalnego obszaru. - A dwie trzecie dochodów uzyskanych w szarej strefie natychmiast trafia do normalnego obiegu i stanowi czynnik stymulujący rozwój gospodarki oficjalnej. - Oczywiście te czynniki nie usprawiedliwiają nielegalnego zatrudnienia, ale tłumaczą, czemu walka z szarą strefą jest tak mało efektywna - zastrzega prof. Kabaj.
Jak wybielić szarą strefę? Mimo wszystko walkę o zmniejszenie szarej strefy podejmować trzeba - uważają instytucje publiczne. I tak np. resort pracy planuje zniesienia ograniczenia możliwości dorabiania sobie przez rencistów. Teraz mają ustalone limity. Jeśli dorabiając, przekroczą 70 proc. średniej płacy, renta jest im częściowo zmniejszana, jeśli zarobek przekroczy ponad 130 przeciętnej płacy, renty nie dostają w ogóle. Dlatego renciści uciekają w szarą strefę. Niestety, ministerstwo nie mówi nic o sytuacji wcześniejszych emerytów, którzy mają identyczne co renciści limity w dorabianiu. Inny sposób resortu na nielegalne zatrudnienie to ustawa z pakietu prorodzinnego, która pozwoli koszty legalnego zatrudnienia opiekunek do dzieci odpisać od dochodu. Ma ona wejść w życie od nowego roku, pod warunkiem że zostanie uchwalona. Sejm ma się nią zająć po wakacjach. Według resortu wyciągnie z podziemia ok. 100 tys. nielegalnie zatrudnionych opiekunek. Pomysły na to, jak skłonić pracodawców do legalnego zatrudniania, skierowała ostatnio do MPiPS Państwowa Inspekcja Pracy. Jak tłumaczy dyrektor ds. legalności zatrudnienia z PIP Jarosław Leśniewski, proponowane przez nich rozwiązania można by włączyć do konsultowanej w tej chwili ustawy o promocji zatrudnienia. Przedsiębiorcy zatrudniający nielegalnie nie mogliby brać udziału w przetargach, straciliby dostęp do funduszy unijnych, a nawet koncesje na prowadzenie działalności. Poza tym PIP chciałby wprowadzenia internetowego rejestru ubezpieczonych w ZUS (to ułatwiłoby kontrolę pracodawców) i obowiązku podpisania umowy z pracownikiem przez rozpoczęciem przez niego pracy. Jak twierdzi dyr. Leśniewski, w tej chwili w wypadku kontroli pracodawca przekonuje, że pracownik jest dopiero pierwszy dzień i jeszcze nie zdążyli podpisać umowy. Zdaniem ekspertów same zmiany w przepisach nie wystarczą. - Potrzebne są też działania edukacyjne, zwłaszcza wśród młodych pracowników - uważa Mateusz Walewski. - Trzeba im uświadomić, ile tracą i do czego może doprowadzić praca na czarno. Np. że na starość nie będą mieli za co żyć.
Autorzy raportu "Przyczyny pracy nierejestrowanej w Polsce" zalecają też zwiększenie możliwości pracy dla osób wykluczonych z legalnego rynku, np. niepełnosprawnych czy zupełnie niewykwalifikowanych. - Oni dziś nie znajdą legalnej pracy - uważa prof. Kabaj. Innym czynnikiem sprzyjającym wyjściu z szarej strefy może być uelastycznianie zatrudnienia: praca w niepełnym wymiarze, zadaniowy czas pracy albo telepraca. Ale nawet jeśli te zmiany uda się wcielić w życie, to i tak nie oznacza, że Polacy zrezygnują z pracy na czarno. - Ekonomiści nie lubią o tym mówić, ale szara strefa to w Polsce kwestia kulturowa - twierdzi Mateusz Walewski. - Bo u nas ludzie często wolą omijać prawo. Duża cześć pracujących w szarej strefie wybrałaby pracę na czarno nawet, gdyby miała inną możliwość. Wolą żyć w sferze więzi nieformalnych niż formalizowanych. Przekonanie o dużo większej skuteczności działań opartych na więzach nieformalnych niż na przestrzeganiu zapisanych norm jest w społeczeństwie polskim powszechne. Jednak liczba pracujących na czarno w najbliższym czasie zmaleje. - Szara strefa rośnie wtedy, kiedy rośnie bezrobocie - twierdzi prof. Kabaj. - A teraz bezrobocie osiągnęło najniższy poziom od wielu lat, więc jest duża szansa, że odsetek nielegalnie zatrudnionych w Polsce również zmaleje.
Szara strefa w UENajwyższy poziom nielegalnego zatrudnienia utrzymuje się od lat we Włoszech (16-17 proc. PKB) i Grecji (powyżej 20 proc.), najniższy w Austrii (1,5 proc. PKB), Holandii i Wielkiej Brytanii (ok. 2 proc.). W nowych krajach członkowskich stanowi ponad 20 proc. PKB w Bułgarii i Rumunii, 17 proc. w Słowenii, 15 proc. w Słowacji, 14 proc. w Polsce, 10 proc. w Czechach, około 4 proc. na Cyprze
Kary dla pracodawców za nielegalne zatrudnienieW Polsce - 30 tys. zł grzywny lub 2 tys. zł mandatu grozi firmie za niepotwierdzenie na piśmie umowy o pracę lub zawarcie umowy cywilnoprawnej, np. umowy-zlecenia, gdy powinna być nawiązana umowa o pracę. We Francji za zatrudnianie na czarno grozi m.in. kara więzienia do lat trzech i grzywna od 4,5 tys. euro (jeśli pracodawcą była osoba fizyczna) do 22,5 tys. euro (w przypadku osób prawnych) za każdego pracownika, zakaz wykonywania działalności gospodarczej, konfiskata materiałów powstałych w wyniku pracy na czarno. W Hiszpanii pracodawcy grozi kara pieniężna od 6 tys. do 60 tys. euro.
W Wielkiej Brytanii do 5 tys. funtów za każdego pracownika. W Austrii wysokość kary wynosi od 1 do 25 tys. euro i zależy od liczby zatrudnionych na czarno i od tego, czy pracodawca łamie przepisy dotyczące legalności zatrudnienia po raz pierwszy.