Firmy stają na głowie, by pozyskać pracownika

Michał Sielski
2008-09-03, ostatnia aktualizacja 2008-09-04 11:42
Zdecydowana większość ankietowanych nie boi się utraty pracy w związku z kryzysem.
Zdecydowana większość ankietowanych nie boi się utraty pracy w związku z kryzysem.
Fot. Jerzy Gumowski / AG

Jeszcze kilka lat temu trzeba się było mocno starać, żeby zdobyć pracę. Teraz to firmy prześcigają się w pomysłach jak znaleźć pracowników. Niektóre stosują nawet chwyty, które dotąd znane były jedynie w cyrku lub kampaniach sprzedażowych.

Jakieś pięć lat temu znajomy, który właśnie skończył studia opowiadał mi, że wysłał ponad 100 CV i listów motywacyjnych. Został zaproszony na zaledwie cztery rozmowy kwalifikacyjne, dostał też trzy podziękowania i zapewnienie, że może w przyszłości ktoś zadzwoni... Niewiele potem słyszałem jak prezes jednego z banków, który szukał kierownika działu kredytów podarł około 50 podań o pracę. - Mają pecha, a z pechowcami nie chcę pracować. Dlatego przejrzę tylko pozostałe i wybiorę kogoś z drugiej połowy - mówił z rozbrajającym uśmiechem przyglądającym się mu współpracownikom. Te czasy to już przeszłość. W dużych miastach i aglomeracjach rządzą dziś pracownicy. I to ich trzeba przekonać, żeby podjęli pracę. Jak to się robi?

Metoda pierwsza: atmosfera, czyli akord

"Masz już dość stresu w pracy? Szefa, pobudek o świcie i sztywnych godzin? Zgłoś się do nas" - zachęca jedna z firm w internecie. Po wysłaniu maila okazuje się, że to tzw. sprzedaż bezpośrednia, czyli po prostu akwizycja. Rzeczywiście nie ma się szefa, który cały czas stoi nad głową lub wymyśla "ciekawe i twórcze" zebrania. I nie ma przymusu na stawianie się punktualnie o godz. 8 w biurze. Jest za to duża torba wypchana artykułami, które potrzebne są "każdemu" i jasny cel: sprzedać jak najwięcej. Bo im więcej sprzedasz, tym więcej zarobisz. Prawda, że proste? Nie dość, że masz niemal swoją firmę, to jeszcze wszystko zależy od ciebie. Niewielu to jednak przekonuje, choć bywają akwizytorzy, którzy - zwłaszcza latem - zarabiają średnią krajową w tydzień. W ostatnie wakacje hitem były kosmetyki. Najpierw dostawało się gratis szampon, do tego - także za darmo - mleczko, jeszcze dwa flakoniki, a na koniec perfumy za jedyne 50 zł, choć cena katalogowa to rzekomo 250 zł. I ludzie, zwłaszcza nad morzem, kupowali to na potęgę. Akwizytor dostawał 5-8 zł od zestawu, a byli tacy, którzy potrafili sprzedać ok. 100 zestawów przez 8-10 godzin. To jednak jeden z wyjątków, potwierdzających regułę: ta branża nie cieszy się zaufaniem i trudno w niej o finansowy sukces. Dlatego menedżerowie muszą kombinować, by przekonać do nie lubianej, a nawet pogardzanej pracy. I robią to naprawdę sprytnie.

Metoda druga: infolinia czyli telemarketing

Czy to nie dziwne, że tak wiele firm poszukuje pracowników infolinii czy konsultantów telefonicznych? Wprawdzie powstają kolejne call center dla banków czy sieci telekomunikacyjnych, ale ogłoszeń jest masa. Nie powinno to jednak dziwić, bo pracodawcy tak naprawdę nie poszukują konsultantów. Pod tym stwierdzeniem kryją się w 90 proc. telemarketerzy, czyli akwizytorzy, ale sprzedający przez telefon. Z ich usług korzysta niemal każda większa firma handlowa. Ta praca niewiele różni się od opisanej powyżej, bo poza tym, że nie mamy bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem, także polega na sprzedaży: książek, płyt, usług bankowych czy prenumeraty gazet. Rotacja jest ogromna, więc ogłoszeń też jest mnóstwo. Często dotyczą one "pracy w dziale marketingu dużej, zagranicznej firmy", co nie mija się przecież z prawdą. Ale małe niedomówienie w ogłoszeniach to właściwie jedyny sposób, jaki mogą zastosować firmy sprzedażowe, by pozyskać pracowników. Przy ciasnym rynku nie jest to łatwe. Ale problemy z brakiem chętnych do pracy mają również przedsiębiorstwa działające w innych branżach i to nawet tych, które uchodzą za dość lukratywne.

Metoda trzecia: przebojowość czyli wizerunek

Ostatnio na ulicach Olsztyna pojawił się samochód z przyczepą, na której przewożony jest billboard reklamujący pracę w sieci biur nieruchomości Metrohouse. Do tej pory promowało się tak wyprzedaże w hipermarketach, dyskoteki czy... przyjazd cyrku. Teraz przyszedł czas na pozyskiwaniem pracowników.

- Wybór takiego kanału dystrybucji ogłoszeń o pracę pozwala na dotarcie do wielu potencjalnych pracowników - mówi Mariusz Kania, prezes Metrohouse. - Nieszablonowość zwraca uwagę na obecność firmy na rynku, osiągamy więc dodatkowo efekt wizerunkowy - dodaje bez owijania w bawełnę. W ten sposób firma załatwia dwie sprawy za jednym razem: reklamuje się i poszukuje pracowników do nowego biura w Olsztynie. - Dobry pośrednik to skarb. Wierzymy, że taki sposób poszukiwania specjalistów umożliwi nam współpracę z ludźmi energicznymi i pełnymi entuzjazmu - podkreśla Kania. Metrohouse jako pierwszy szukał pracowników przez billboardy, teraz planuje rozszerzyć "akcję przyczepkową" na kolejne duże miasta. Bo każdy nowatorski sposób rekrutacji przynosi efekty. - Nie oszukujmy się. Dziś w gospodarce na całym świecie największą wartość ma pomysł - mówi Marcin Nowicki, ekspert rynku pracy w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową w Gdańsku.

Metoda czwarta: jestem Janek, czyli nie mów do mnie szefie

Niebagatelną rolę w wyborze pracodawcy, zwłaszcza przy zmianie firmy, odgrywają zwyczaje i stosunki jakie panują pomiędzy pracownikami i szefostwem w nowym miejscu. Trzeba pamiętać, że pokolenie dzisiejszych dwudziestokilkolatków wychowało się na amerykańskich filmach, w których w domu chodzi się w butach, a do szefa mówi po prostu "John". Dlatego wielu młodych ludzi zwracanie się do przełożonego "panie prezesie" w najlepszym przypadku śmieszy, a często denerwuje. A po co przechodzić do pracy, która będzie nas drażnić?

Wiele firm idzie jednak za przykładem zza granicy i nie wymaga już "kierowniczkowania". Goniec może zwracać się po imieniu do prezesa zarządu i nikt się temu nie dziwi. Nie ma sztucznego zadęcia czy obśmianego w wielu anegdotach przyjmowania przed przełożonym postawy, która "pojmowaniem istoty sprawy nie będzie peszyć przełożonego". Koleżeńska atmosfera pomaga w pracy, a także przekonuje do niej ludzi, którzy organicznie nie znoszą garniturów i bufonady. Co ciekawe, coraz częściej można takie postawy spotkać w instytucjach, które powszechnie kojarzone są jako strażnice oficjalnych strojów. Nawet w państwowych urzędach.

- A po co pracownicy, którzy nie mają kontaktu z petentami, mają mieć białe kołnierzyki i spodnie na kant? - pyta kierownik jednego z referatów w urzędzie miasta w pomorskiej miejscowości. - Dla mnie ważne jest by nie przeginali: nie przychodzili w krótkich spodenkach czy dyskotekowych bluzeczkach. Od początku sprawę postawiłem jasno i proszę mi wierzyć, że wielu ludzi odetchnęło. Niektórzy nawet zaczęli przyjeżdżać rowerami, a przy biurkach siedzą w sztruksach. I mam wrażenie, że wykonują swoją robotę z większym entuzjazmem. Skończyły się marsowe miny i masowe zwolnienia. Oczywiście pojedyncze przypadki wciąż się zdarzają, bo nie możemy zapewnić wysokich pensji, ale właśnie dlatego staram się to zrekompensować jak tylko mogę - przekonuje.

Metoda piąta: pieniądze czyli... pieniądze

- Nie wiem po co kombinować, bajerować i robić jakieś szopki, skoro i tak większość ludzi pracuje dla pieniędzy - dziwi się przedmówcom Marek Antonow, właściciel gdańskiej firmy, która zajmuje się remontami i budową domów. - Płacę po prostu ciut więcej niż konkurencja i nie mam kłopotów z ludźmi, choć podobno fachowców w budownictwie brakuje. Zapewniam też napoje, rękawice czy odzież ochronną, ale to przecież absolutne minimum. Tak powinno być wszędzie, ale niestety nie jest. Dla mnie "stety", bo przy zatrudniających na czarno i innych kombinatorach wychodzę na super pracodawcę, choć wcale nie obiecuję złotych gór, tylko stosuję się do podstawowych przepisów - śmieje się Antonow. Czy nie traci na tym, że wydaje więcej niż inni na pensje pracowników? - Nie tracę, bo firma cały czas przynosi dochody. Może nieco mniej zarabiam, ale tego nie jestem tak do końca pewny. Nie poświęcam przecież czasu na szukanie pracowników, ale nowych kontraktów. A to procentuje - zapewnia.

  • 62 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów