Chłonny jak gąbka marketing internetowy

Anna Chodacka
2008-10-28, ostatnia aktualizacja 2008-10-28 15:58
Fot.Agnieszka Sadowska / AG

Nakłady na reklamę w internecie jeszcze w tym roku mogą przekroczyć miliard złotych. Operator ePR, specjalista usability czy interactive designer - to tylko niektóre z nowych zawodów w branży marketingu internetowego, do których firmy będą poszukiwać pracowników.

ZOBACZ TAKŻE
Szymon, dopiero co upieczony absolwent dziennikarstwa, w branży marketingu internetowego wylądował trochę przez przypadek. Jak sam mówi, coś tam wiedział o komputerach i dużo "siedział" w internecie. Teraz pracuje w krakowskiej agencji Benhauer, jako specjalista ds. marketingu szeptanego. Ma tylko rok doświadczenia, ale przed sobą obiecującą perspektywę rozwoju ścieżki zawodowej, bo marketing internetowy w Polsce zaczyna prawdziwą ekspansję.

Umiejętności i zdolności, wykształcenie niekoniecznie

Jak wynika z analiz ZenithOptimedia Group, już w przyszłym roku polskie firmy wydadzą w Polsce na reklamę w sieci 1,13 mld zł, czyli o ponad 36 proc. więcej niż w 2007. Do roku 2010 segment ten będzie rósł w tempie powyżej 30 proc. rocznie i za trzy lata jego wartość wyniesie 1,49 mld zł, co szybko przełoży się na zapotrzebowanie na pracowników w tej branży.- Wystarczy się rozejrzeć. Każda agencja kogoś szuka, a zakładka "kariera" na stronie internetowej danej agencji nigdy nie jest pusta - kwituje wyniki analiz Szymon. Marketing internetowy to tylko część ogromnego sektora biznesu jakim jest Internet, która zawiera w sobie kilka specjalistycznych działek, m.in.: reklamę wyszukiwarkową, ePR, marketing wirusowy, reklamę odsłonową, czy właśnie marketing szeptany. Szymon przygodę z marketingiem internetowym zaczął od bezpłatnego stażu, gdzie uczył się i nabierał doświadczenia. - Na początku miałem niewielkie pojęcie o reklamie internetowej - szczerze przyznaje. Na stażu m.in. przygotowywał kampanie reklamowe do Internetu. Teraz jako specjalista ds. marketingu szeptanego wykorzystuje naturalną ludzką skłonność do rozmawiania o produktach, usługach czy markach na forach i blogach w Internecie. Tę pracę dostał przez polecenie, bo właśnie tak się ją dostaje w tym sektorze. - Taka jest specyfika tej branży - uważa Przemysław Fuksa, z agencji Opcom. - Jeśli wiem, że na rynku jest 5 - 10 osób z umiejętnościami, które mnie interesują, to po co mam przesłuchiwać dziesiątki innych? Co jest zatem potrzebne, żeby pracować w marketingu internetowym? Umiejętności, doświadczenie i predyspozycje. - Mnie, ani raz nikt nie zapytał o wykształcenie. Mam kolegę z branży, który od czterech lat próbuje obronić magistra i jeszcze mu się nie udało - mówi Szymon. - Z reguły jest tak, że agencje nawet biorąc kogoś na staż muszą daną osobę nauczyć wszystkiego od nowa. Taki bezpłatny staż to konieczność, aby nauczyć się podstaw i w ogóle sprawdzić czy nam taka praca odpowiada. O ile mi wiadomo, pośród dużych polskich miasta, jedynie Warszawa jest wyjątkiem, ponieważ tam płaci się stażystom, w innych miastach nie. Ile można zrobić w takiej branży? Przepaść pomiędzy stawką najniższą, a najwyższą jest ogromna. Zarobić można tysiąc złotych na miesiąc, a można i kilka czy kilkanaście tysięcy. Wszystko zależy od tego co się potrafi. Szymon wspomina drogę kariery pewnej dziewczyny, która zaczynała w jednej z agencji od obsługi telefonicznej klienta. Nie za bardzo interesowała się komputerami i Internetem, a teraz jest kierownikiem w firmie, która zajmuje się hostingiem. Jeśli ktoś jest dobry w tym co robi to dana agencja będzie go chciała zatrzymać, bo o jego osobę zaczną starać się inne firmy. - W agencjach są np. pomieszczenia z konsolami, gdzie pracownicy mogą się pobawić - mówi Szymon. Zresztą "podkupywanie" sobie pracowników jest w tej branży bardzo powszechne, bo każdy chce mieć u siebie najlepszego specjalistę - dodaje. Czy marketing internetowy to domena mężczyzn? Wcale tak nie jest. Proporcje rozkładają się równo dla mężczyzn i kobiet.

Szkoły nie kształcą, a branża się spotyka

Pracodawcy patrzą przede wszystkim na zdolności kandydata i doświadczenie, ponieważ na wykształcenie nie mają za bardzo po co. - Trudno zwracać uwagę na wykształcenie kandydata przy rekrutacji skoro polskie uczelnie nie kształcą w marketingu internetowym - uważa Przemysław Fuksa. Trudno się z nim nie zgodzić. Studia na kierunku marketing internetowy, oferują tylko dwie uczelnie w Polsce - SGH w Warszawie i od tego roku Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Są to jednak studia podyplomowe. - Do branży nie będą trafiać wykształceni w tym kierunku specjaliści, bo po prostu nie ma miejsc gdzie mogliby się uczyć - uważa Szymon. Pracę w tym sektorze zaczynają najczęściej studenci, najróżniejszych kierunków, którzy wiedzę z zakresu marketingu internetowego zdobywają na własną rękę. - Ja sam ukończyłem licencjat z politologii, znam takich co są po bibliotekarstwie czy polonistyce i fantastycznie odnaleźli się w reklamie internetowej - uważa Szymon. - Wykształcenie nie ma tu większego znaczenia. Marketing internetowy to branża, która ciągle się zmienia, a jeden rok to tutaj cała wieczność, dlatego uczelnie dobierając wykładowców stawiają na praktyków. Na WSIZ-ie studenci będą mieli zajęcia fachowcami np. z Marcinem Jagodzińskim (twórcą serwisu Blip.pl, autorem wpływowego bloga netto.blox.pl) czy Michałem Szotem (wieloletnim HR Managerem i Zastępcą Dyrektora Personalnego Grupy Onet). Na SGH przyszli specjaliści posłuchają wykładów Tomasza Karwatki z Janmedia czy Nadii Szypiłow ze Start24.pl. Uczelnie podejmą próbę nauczenia studentów tego, czego do tej pory musieli uczyć się samodzielnie w praktyce, czyli projektowania i wdrażania kampanii reklamowych w Internecie, przeprowadzania badań on-line, pozycjonowania stron i serwisów w wyszukiwarkach, realizacji działań PR-owych, współpracy z internautami. Sama branża to jak uważa Przemysław Fuksa dość hermetyczne środowisko, które lubi się spotykać w dość nieformalnych okolicznościach i podyskutować. GrillIT, KrakSpot czy Witajcie w Realu, to cykliczne imprezy, na których ludzie zawodowo związani z Internetem otwarcie rozmawiają i wymieniają doświadczenia. - Kiedy zaczyna się rok akademicki to praktycznie co miesiąc jest jakieś spotkanie - mówi Szymon, który jest współautorem prezentacji o marketingu szeptanym, przedstawionej na ostatnim spotkaniu KrakSpot. Co więcej, na takim spotkaniu można znaleźć pracę. Przykładowo, jednym z punktów programu spotkania KrakSpot jest Krakspot Elevator Speech - każdy chętny dostaje na kilka minut mikrofon i prezentuje swój pomysł. Jeśli jest dobry, to istnieje szansa, że ktoś zaproponuje mu zajęcie. - Jeśli pomysł faktycznie byłby interesujący, to podszedłbym do takiej osoby i zaoferował zatrudnienie - deklaruje Przemysław Fuksa.



  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów