Trwa Internetowe Badanie Wynagrodzeń 2008
Słowa padające z ekranów, płynące z radia i wydrukowane w gazetach mogą przyprawiać o dreszcze. Kryzys, spowolnienie gospodarcze, recesja, załamanie. Jednym kojarzą się z wielką depresją w latach trzydziestych dwudziestego wieku, innym z trudnościami gospodarczymi lat osiemdziesiątych. Z czasów całkiem bliskich współczesności - ze spowolnieniem gospodarczym na początku obecnej dekady, w Polsce odczuwanym dość boleśnie. Niby minęło kilka lat, ale ciągle w pamięci wielu tkwi trauma dwudziestoprocentowego bezrobocia, braku perspektyw zwłaszcza w młodszym pokoleniu i ogólnospołecznemu zniechęceniu.
Nie dajmy się paniceTeraz, kiedy giełda pikuje a media przynoszą coraz to więcej informacji o tym, jak jest źle może się wydawać, że ponownie jesteśmy w przededniu okresu wysokiego bezrobocia. Czy jednak rzeczywiście sytuacja jest tak zła, jak się wydaje? Czy pracodawcy przy swoich ciężkich biurkach planują masowe zwolnienia, redukcje etatów lub przynajmniej obcięcie premii? Okazuje się, że nic z tych rzeczy. Nawet w branżach, które powinny najmocniej odczuwać obecne zawirowania prawie nikt nie narzeka. A jeśli już, to raczej na klimat tworzony przez dziennikarzy i ekspertów niż spadającą liczbę klientów.
Banki będą zatrudniać...Poszukiwania branży zagrożonych zwolnieniami zaczynają się od banków. To przecież one są sprawcami globalnego kryzysu. To one - według różnych ekspertów - wstrzymują
kredyty i mówią o braku zaufania do siebie nawzajem i do swoich klientów. Czy więc odczuwają skutki kryzysu? Okazuje się, że nie. Wprawdzie w niektórych oddziałach ludzie odchodzą z pracy, jednak jak zapewniają bankowcy, nie ma to żadnego związku z kryzysem. Co więcej, według Wojciecha Kaczorowskiego z Banku Millenium, zatrudnienie będzie rosło: - W tym roku planowo przyjmiemy do pracy około tysiąca osób, w przyszłym kolejnych kilkaset - mówi rzecznik banku. Zamiast zwolnień jest więc wzrost zatrudnienia. Powodów do paniki nie ma.
A może doradcy kredytowi pójdą na bruk?Skoro nie
banki, to może doradcy finansowi i kredytowi? W bardzo wielu przypadkach to przecież oni stoją za klientami ubiegającymi się o kredyty. Przypuszczenia, że coraz większa liczba odrzuconych wniosków kredytowych może przełożyć się na zatrudnienie w branży obala Katarzyna Siwek z Expandera. - W tej chwili liczba klientów i składanych wniosków jest rekordowa - mówi. Jak podkreśla wynika to z dezorientacji klientów i ryzyka związanego z ubieganiem się o kredyt w jednym tylko banku. Co z tego wynika dla pracowników? - Z punktu widzenia zatrudniania kandydatów na doradców finansowych wpływu kryzysu nie widzimy: rozpoczęliśmy właśnie szkolenie wstępne dla kolejnej grupy doradców finansowych, a rekrutując kandydatów nie zauważyliśmy spadku zainteresowania firmą - odpowiada Siwek. - Pozyskujemy do pracy także osoby z doświadczeniem w branży doradztwa finansowego, które są świadome faktu, że kryzys na rynkach finansowych jest najlepszym czasem dla dobrego doradcy. Wiele osób właśnie z tego powodu jest dziś zainteresowanych pracą w tym zawodzie - dodaje. Jeśli chodzi o plany dotyczące zmian w zatrudnieniu wyjaśnia, że w jej firmie wszystko przebiegać będzie zgodnie z przyjętym wcześniej planem, na który nie ma wpływu obecnych kryzys.
Budownictwo: pogadamy za pół rokuKolejną po bankowości i pośrednictwie finansowym branżą, która znajduje się na liście zagrożonych kryzysem jest budownictwo. Teoretycznie to właśnie firmy działające w tym sektorze powinny być zagrożone i planować redukcje zatrudnienia. Jednak w praktyce opinie przedsiębiorców na temat kryzysu są nieco inne od tych głoszonych przez ekspertów. Daria Wiora, dyrektor finansowy firmy Promus z Rudy Śląskiej uważa, że o kryzysie owszem, rozmawia się - zarówno z pracownikami jak i kontrahentami - jednak w działalności biznesowej w ogóle się go nie czuje. Na pytanie o redukcje zatrudnienia odpowiada - W żadnym razie nie szykujemy zwolnień. Oczywiście, przyglądają się kosztom, jednak bardziej na zasadzie obserwacji niż konkretnych działań. - Kryzys istnieje głównie w mediach - mówi Wiora. Podkreśla jednak, że branża budowlana ma swoją specyfikę. Kontrakty zawierane są na dłuższe terminy, więc ewentualne skutki obecnych wydarzeń będą odczuwalne za jakieś pół roku.
Spadek liczby nowych inwestycji jest jednak faktem. Według GUS liczba mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia zmniejszyła się o 1,3 punktu procentowego. Czy przekłada się to na sytuację ludzi pracujących w firmach handlujących materiałami budowlanymi? Raczej nie. Przedsiębiorcy działający w branży materiałów budowlanych twierdzą, że zamówień jest sporo, a odpowiedź na pytanie o kryzys jest krótka - nie czują go. Dodają jednak, że wrzesień i październik to zawsze dobre miesiące w ich branży. Dopiero w zimie może być gorzej, ale i tutaj wpływ będą miały raczej czynniki sezonowe, a nie kryzys. Być może jest tak, że tradycyjnie wysoka sprzedaż jesienią wyrównuje negatywny wpływ kryzysu. W takiej sytuacji redukcji etatów raczej nie będzie, a jeśli już to taka jak zwykle, wywołana czynnikami sezonowymi, a nie kryzysem.
W nieruchomościach trochę słabiejSkoro nie konstruktorzy i budowlańcy, to może pośrednicy na rynku nieruchomości odczuwają negatywny wpływ kryzysu? Tym razem przypuszczenie jest słuszne. Na tak postawione pytanie twierdząco odpowiada Monika Lenarczyk z agencji Szach ze Świętochłowic. Dodaje jednak, że mniejsze obroty w sprzedaży mieszkań i domów odrabiają na rynku komercyjnym, który ma się dobrze i nic nie wskazuje na jego załamanie. Podobnie jest w przypadku firmy Domo Optima. Tam także sprzedaż mieszkań spadła, jednak przedsiębiorstwa nadal szukają lokali, więc tragedii nie ma. Jeśli nic się nie zmieni, żadnych zwolnień nie będzie. Także przedsiębiorstwa zajmujące się przeprowadzkami nie planują w najbliższym czasie żadnych zwolnień. W firmie ABC Przeprowadzki z Chorzowa spadku ilości zleceń nikt nie zauważył. A co za tym idzie, nikt nie myśli o tym, żeby pozbywać się pracowników.
Branża meblarska i sezonowośćWielu ekspertów uważa, że wyjątkowo zagrożona zwolnieniami może być branża meblarska. Polscy producenci przede wszystkim eksportują, a więc załamanie gospodarcze za granicą powinno uderzyć w nich wyjątkowo mocno. To kolejny trop na szlaku poszukiwań oznak kryzysu. Jednak w rozmowach z przedstawicielami firm z tej branży w ogóle tego nie czuć. Sprzedaż utrzymuje się na stałym poziomie, nikt nie ma zamiaru zwalniać. Tak jak w przypadku innych przedsiębiorstw związanych - nawet pośrednio - z budownictwem, także i tu trzeba wziąć pod uwagę wpływ czynników sezonowych. Dla producentów mebli jesień to zawsze dobry okres, więc może łagodzić wpływ kryzysu.
Patrzymy na WęgryByć może poszukiwanie firm zagrożonych zwolnieniami należy opuścić sektory gospodarki związane z szeroko pojętym budownictwem, nieruchomościami i doradztwem kredytowym. W ostatnich tygodniach media obiegły doniesienia dotyczące załamania gospodarczego na Węgrzech. Jednym z czołowych eksporterów działających na tamtejszym rynku jest Maspex Wadowice, producent min. soków Kubuś. Z pewnością ograniczenie w dostępie do środków kredytowych i wzrost ceny kredytów, przełoży się na sytuację każdej firmy korzystającej z kredytów - przyznaje Dorota Liszka, rzecznik firmy - Kończymy w tym roku duże inwestycje, więc nieświadomie trafiliśmy z naszym planowaniem w odpowiednim czasie. Aczkolwiek staramy się zawsze utrzymywać nasze zadłużenie na bezpiecznym poziomie - dodaje. Czy jednak obawiają się kryzysu? - Produkujemy artykuły spożywcze, a one należą do grypy produktów, na którą skutki kryzysu przenoszą się na końcu - przy ograniczeniu popytu konsumenckiego - wyjaśnia Liszka. Oczywiście, cały czas dbają o dyscyplinę kosztową. Wydaje się więc, że pracownicy wadowickiej firmy mogą spać spokojnie. Kłopoty "bratanków" nie przełożą się na ich miejsca pracy.
W Oplu nie tak wesołoNa eksport produkuje także gliwicka fabryka Opla. W jej przypadku kryzys daje się jednak odczuć. W październiku firma zawiesiła na jakiś czas produkcję samochodów. Wprawdzie nikt o zwolnieniach nie mówił, ale - jak informował Sławomir Ciebera z zakładowej "Solidarności" - nikt nie zapewniał, że zwolnień nie będzie. Według związkowca pewien niepokój dało się odczuć szczególnie wśród pracowników zatrudnionych na czasowych umowach o pracę. W ich przypadku o zwolnienie najłatwiej i w przypadku załamania sprzedaży to pewnie oni pierwsi musieliby szukać nowego zajęcia. Według Ciebery sytuacja jest niepewna: - Mówi się, że rok 2009 może być nieprzyjemny, ale nie ma paniki - podkreśla i dodaje: - "Solidarność" stoi na stanowisku, że nie dzieje się nic takiego, co by uniemożliwiało negocjacje płacowe.
Kryzys sprzyja eksporteromEksporterom kryzys może wręcz sprzyjać. Jeśli bowiem porównać cenę euro sprzed kilku miesięcy z jej obecnym poziomem, wyraźnie widać zmianę na ich korzyść. Podobnie jest w przypadku turystyki. Dla wielu krakowskich hoteli szczególnie trudny czas związany był ze spadkiem wartości euro, a więc relatywnym wzrostem cen i idącym za tym mniejszym zainteresowaniem wycieczkami do Krakowa. Teraz sytuacja wydaje się poprawiać. W Hotelu Campanile w Krakowie można usłyszeć, że wywołany kryzysem wzrost cen walut - euro, funta i dolara - korzystnie wpływa na kondycję firmy. Dlatego też o zwolnieniach nie ma mowy, a zarządzający hotelem z optymizmem patrzą w przyszłość.
Kto może się bać?Jakie inne firmy mogą być zagrożone zwolnieniami? Na pewno nie sprzedawcy samochodów. Krzysztof Tomczak, pracujący w salonie sprzedaży Opla w Rudzie Śląskiej: - Proszę napisać, że w salonach jest ruch taki, jakiego się nie spodziewaliśmy - mówi. Jeśli chodzi o zmiany w zatrudnieniu, to nic takiego w jego salonie się nie planuje.
Ostatnia szansa na znalezienie firm planujących redukcję zatrudnienia to wyjście poza granice Polski. Wielka Brytania i Irlandia oficjalnie znajdują się w recesji. Tam musi dochodzić do zwolnień. I rzeczywiście tak jest, przyznaje Artur Ragan z firmy Work Express zajmującej się pozyskiwaniem pracowników tymczasowych, tyle, że pracę tracą przede wszystkim miejscowi. Polacy ponownie mają teraz swoje pięć minut. - Po pierwsze dlatego, że kurs euro jest wyższy, a co za tym idzie opłaca się pracować za granicą. Po drugie, w czasie kryzysu na rynku budowlanym np. w Wielkiej Brytanii polscy pracownicy, którzy są tańsi będą bardziej atrakcyjni dla pracodawców - wyjaśnia Ragan. Podobnie może być w Polsce, jeśli kryzys naprawdę przeniesie się ze sfery wirtualno-giełdowej do realnej gospodarki. - W ciężkich czasach jest tak, że firmy ograniczając najwyższe koszty skłaniają się ku bardziej elastycznym i tańszym formom zatrudnienia - mówi Ragan.
Poszukiwania firm planujących zwolnienia nie przyniosły rezultatu. Polskie przedsiębiorstwa, te małe i te większe wydają się być w dobrej kondycji. Wbrew temu, co mówią specjaliści na razie nie planują zwolnień. Ktoś mógłby powiedzieć, że przyzwyczajone do koniunktury na rynku nie dostrzegają pierwszych oznak spowolnienia i planują swoje działania krótkoterminowo, jednak z drugiej strony to właśnie przedsiębiorcy najlepiej znają rynki, na których działają. Jakby nie było, pogłoski o szybkim spadku zatrudnienia wydają się być mocno przesadzone.