Polacy coraz chętniej uczą się języków obcych. Nie tylko angielskiego, niemieckiego czy francuskiego, które są najpopularniejsze. Przez ostatnie lata do łask wróciły filologie słowiańskie, a iberystyka, arabistyka i kierunki kiedyś egzotyczne przeżywały przy okazji egzaminów na uczelnie prawdziwe oblężenie. - Patrząc na kandydatów, którzy są zapraszani przez nas na spotkania rekrutacyjne, Polacy coraz chętniej uczą się włoskiego czy hiszpańskiego. Do łask wrócił też rosyjski - przyznaje Justyna Biernat, menadżer działu
HR z CD Projekt.
MEN stawia na języki Obecnie według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w Polsce nauczanie dwujęzyczne prowadzone jest w około stu szkołach. W przyszłym roku zmienią się zasady wydawania świadectw maturalnych dla uczniów zdających maturę w innym języku. Ministerstwo dąży do porozumienia z organizacjami międzynarodowymi, które miałyby wydawać świadectwa polskim uczniom oraz przygotowywać matury w oparciu o własne standardy. Takie rozwiązanie nie tylko byłoby tańsze niż tłumaczenie polskich matur, ale także podniosłoby poziom edukacji i prestiż samych dyplomów. Oznaczałoby to, że uczeń nie zdaje już matury dwujęzycznej, ale maturę taką samą, jak uczniowie danego kraju. Polityka Ministerstwa pokazuje, że nauka języków obcych jest obecnie jednym z ważniejszych zagadnień i nadal wymaga przemyślanych zmian. Dobrze zorganizowany program edukacji językowej pomaga wyrównywać szanse uczniów, których na prywatne lekcje nie stać. Znajomość wielu języków obcych na pewno pomogła Kubie, studentowi 5 roku europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Naukę angielskiego i rosyjskiego zaczął w szkole podstawowej. Na początku liceum doszedł też język niemiecki i francuski. Kuba tak dobrze dawał sobie radę, że kiedy na pół roku wyjechał do Wiednia dzięki Erazmusowi, bez problemu mógł kontynuować
studia w języku niemieckim. Po powrocie znalazł pracę jako redaktor wydawnictwa edukacyjnego. Zajmował się właśnie edukacją językową. - Szukając
pracy, chciałem podkreślić tę moją mocną stronę, jaką jest znajomość języków obcych. Ważne też było, żeby przyszła
praca dawała mi możliwość dalszego uczenia się - opowiada Kuba i zapowiada, że po kilkunastu latach ma zamiar odświeżyć pamięć i kontynuować naukę rosyjskiego.
Niepraktyczne hobby? Nie wszyscy jednak mają tyle szczęścia i nie każdemu znajomość języków obcych zapewnia powodzenie na
rynku pracy. Gosia, studentka 5 roku filologii wschodu starożytnego bardzo dobrze zna angielski, komunikatywnie francuski. - Uczyłam się hebrajskiego, greki i łaciny, a do tego uczę się akadyjskiego, hetyckiego i wielu języków związanych ze starożytną Anatolią- opowiada. Mimo wszystko dobrze zdaje sobie sprawę z faktu, że języki, które są przedmiotem jej studiów nie przydadzą jej się w pracy i nie pomogą jej w poszukiwaniach zawodowych. Dlaczego więc wybrała takie studia? - Fajnie znać coś, na czym nikt się nie zna - tłumaczy. Justyna Biernat przyznaje, że znajomość hetyckiego zostałaby podczas rekrutacji potraktowana jako ciekawe hobby, nie jako przydatna umiejętność. Mimo wszystko mile widziani są kandydaci władający mniej popularnymi językami - Szczególnie cenimy sobie osoby, które posługują się czeskim czy węgierskim, z uwagi na lokalizację naszych biur w Pradze i Budapeszcie - tłumaczy. Dodaje jednak, że w zdecydowanej większości przypadków w zupełności wystarczy komunikatywna znajomość języka angielskiego. Aleksandra Gondek z SMG KRC przyznaje, że nie spotkała się z zapotrzebowaniem klienta na języki takie jak turecki czy holenderski.
Wyróżnić się nie za wszelką cenę Żeby pomyślnie przejść postępowanie rekrutacyjne, trzeba jakoś się wyróżnić - albo umieć coś lepiej niż inni, albo umieć coś, czego inni nie potrafią. Znajomość języka, którym włada kilkadziesiąt osób w całym kraju może sprawić, że pracę otrzymamy bez problemu. Może też być całkiem odwrotnie. Szukając osoby znającej czeski, holenderski, szwedzki czy turecki pracodawcy zazwyczaj poszukują kogoś, kto włada nim perfekcyjnie. Firmy oprócz znajomości języka mają też inne wymagania. Jeśli są one bardzo sprecyzowane, często bardziej opłaca się przyjęcie native speakera z odpowiednim wykształceniem i doświadczeniem, który z resztą zespołu porozumiewa się po angielsku. Biegłe opanowanie obcego języka najczęściej wiąże się z czasem, jaki musimy poświęcić na naukę. Z jednej strony jest to czas, w którym przyswajamy nową, praktyczną wiedzę. Z drugiej - czas poświęcony zakuwaniu słówek, koniugacji i stopniowaniu przymiotników. Jest to inwestycja pożądana, jeśli przedmiotem późniejszej pracy jest sam język. W innym przypadku ważniejszy dla pracodawcy może okazać się brak doświadczenia i kompetencji w innych dziedzinach. Na pewno opłaca uczyć się języków, które są popularne. Mimo, że włada nimi obecnie zdecydowana większość osób, nie znając ich stawiamy się już od początku w niekorzystnym świetle. Język to tylko jeden z wielu dostępnych systemów znaków służących do komunikacji, który podczas nauki wgrywamy na nasz "twardy dysk". Dzisiaj nikomu nie trzeba tłumaczyć, że wyposażając komputer, opłaca się inwestować w oprogramowanie, które jest kompatybilne z jak największą ilością innych programów. W przeciwnym razie nie będziemy w stanie z niego korzystać. Język służy do komunikacji i jest skuteczny tylko wtedy, gdy rozumie go jak największa ilość osób, a przynajmniej te osoby, z którymi planujemy się komunikować. Nie ma więc nic niepokojącego w tym, że jesteśmy jednym z milionów użytkowników danego języka. To właśnie jego popularność przemawia na naszą korzyść.