Praca >  Wiadomości >  Reportaże

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum GazetaPraca.pl - Reportaże

Rynek pracy A.D. 2009

Katarzyna Pawłowska-Salińska, dab
2009-01-05, ostatnia aktualizacja 2009-01-12 13:48

Już od kilku miesięcy gazety straszą recesją, wzrostem bezrobocia, spadkiem wynagrodzeń i wszechogarniającym kryzysem. Czy nadchodzący rok będzie naprawdę aż tak zły? Oto kilka mitów na temat kryzysu na rynku pracy.

ZOBACZ TAKŻE

Sprawdź ofertę staży i praktyk



Bezrobocie będzie rosło?

To prawda, ale to nie będzie dramatyczny wzrost. Jak szacują analitycy oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w 2009 r. stopa bezrobocia osiągnie maksymalnie 12 proc. - Przy obecnym zatrudnieniu w gospodarce ok. 16 mln osób pracę straci do 300 tys. - szacuje Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.

To oczywiście na pewno wzbudzi niezadowolenie pracowników i spadek nastrojów, ale pamiętajmy, że w 2000 r., kiedy mieliśmy w Polsce prawdziwy kryzys, pracę straciło 2 mln osób.

Z badań firmy Barometr Manpower perspektyw zatrudnienia wynika, że mimo spodziewanej sytuacji na rynku aż siedmiu na dziesięciu pracodawców nie przewiduje zmian zatrudnienia w I kwartale 2009 r., a jeden na pięciu deklaruje wręcz zwiększenie zatrudnienia w tym okresie. - Rynki pracy na całym świecie doświadczają spowolnienia - mówi Iwona Janas, dyrektor generalny Manpower Polska. - Jednak dla nas dobrą informacją jest to, że polscy przedsiębiorcy pozostają w grupie tych wykazujących się największym optymizmem co do zwiększania zatrudnienia spośród przedsiębiorców ze wszystkich badanych krajów.

Mniej zarobimy i będą zwolnienia we wszystkich sektorach?

Obniżek pensji raczej nie powinniśmy się spodziewać, za to nasze wypłaty będą rosły znacznie mniej dynamicznie. Eksperci przewidują, że wzrost płac wyniesie od 4 do 7 proc. czyli blisko dwa razy mniej niż w tym roku, kiedy to wzrost płac wyniósł ponad 12 proc. To nieprawda. Wiele firm zapowiedziało redukcje zatrudnienia, ale jako potencjalnych zwalniających eksperci wymieniają głównie firmy zajmujące się eksportem (zwłaszcza do Niemiec) oraz branżę motoryzacyjną. - Popyt na towary eksportowe bardzo zmalał - mówi Jeremi Mordasewicz. - Sprzedaż samochodów zmalała na całym świecie, części produkowane w Polsce nie mają nabywców. Poza tym optymizm konsumentów maleje, więc sprzęt AGD też nie będzie się sprzedawał. Część ludzi produkujących na eksport straci pracę.

Wiktor Wojciechowski, ekonomista z fundacji FOR założonej przez Leszka Balcerowicza, do szczególnie zagrożonych zwolnieniami branż dodaje te związane z budownictwem - ciężko będzie nie tylko murarzom, ale również pracownikom przemysłu stalowego, drzewnego, cementowni, firm produkujących meble itp.

Koniec rynku pracownika?

To może być prawda. W dużej mierze zależy to od nastrojów i emocji pracodawców i pracowników. Jak twierdzi Wiktor Wojciechowski, presja płacowa na pewno trochę się obniży, bo na jedno miejsce będzie więcej chętnych niż zazwyczaj. Dlatego pracownicy będą musieli zmniejszyć swoje oczekiwania. Poza tym od czasu pojawienia się kryzysu finansowego spadła liczba ogłoszeń o pracę - to wyniki najnowszego raportu firmy IPK zajmującej się doradztwem personalnym. IPK przeanalizowała ogłoszenia publikowane w czterech najpopularniejszych internetowych serwisach rekrutacyjnych. Okazało się, że trendy spadkowe pojawiły się we wszystkich województwach. W listopadzie zanotowano 20-

proc. spadek liczby publikowanych ogłoszeń (59 114) w stosunku do września. Skąd taki nagły spadek rekrutujących? Przecież miejsc pracy nagle nie ubyło. - Pracodawcy w naszym kraju zareagowali natychmiast. I była to reakcja czysto psychologiczna. Zadziałała tzw. panika moralna - skoro inni nie zatrudniają, to ja również wstrzymam się z przyjęciem nowych pracowników - mówi dr Marek Suchar z IPK. - A przecież jeszcze nic "złego" w sferze faktów gospodarczych się nie zdarzyło i nie mogły zadziałać żadne obiektywne czynniki. Nawet jeśli kryzys dotknie polską gospodarkę, efekty tego odczuwać będziemy najprędzej za kilka czy kilkanaście miesięcy i na pewno nie będą one miały tak skokowego charakteru jak omawiany przez nas spadek liczby planowanych rekrutacji. Na razie mamy do czynienia z czystą psychologią. To pokazuje, jak olbrzymią rolę w gospodarce odgrywają nastroje i emocje.

Będzie coraz gorzej?

Na pewno nie. - Spowolnienie gospodarcze, a nie kryzys, potrwa w Polsce przez dwa najbliższe lata - przekonuje Jeremi Mordasewicz. Poza tym każdy kij ma dwa końce, a każde spowolnienie gospodarki ma też swoje dobre strony - mówi. - Bo gospodarka rozwija się cyklicznie i co blisko dziesięć lat takie spowolnienie musi przyjść.

Co dobrego przyniesie nam noworoczne spowolnienie? Po pierwsze, tempo wzrostu płac może wreszcie dostosować się do tempa wzrostu wydajności - mówi Wiktor Wojciechowski. - Dotychczasowy dwucyfrowy wzrost wynagrodzeń był nie do utrzymania. Płace już jednak rosną wolniej. Im bardziej pracownicy poskromią swoje żądania płacowe, tym mniejszy wzrost bezrobocia odnotujemy w przyszłym roku.

Po drugie, gorszy czas mobilizuje ludzi. - A dobrobyt rozleniwia i sprawia, że ludzie rozbudzają w sobie nieracjonalne oczekiwania - twierdzi Mordasewicz. - Może w Polsce to nie było jeszcze na taką skalę jak w USA, ale u nas też ludzie brali kredyty na 130 proc. wartości nieruchomości bez wkładu własnego na 30 lat. Mamy szczęście, że u nas nie stało się tak jak w Stanach. Po trzecie, w okresach pogorszenia koniunktury wzrasta konkurencyjność firm, bo wzrasta wydajność i innowacyjność w przedsiębiorstwach. Z badań małych i średnich przedsiębiorstw przeprowadzonych przez PKPP Lewiatan wynika, że tylko jedna trzecia przedsiębiorców jeszcze w zeszłym roku uważała, że potrzebuje innowacji. - To oznacza, że poczuli się zbyt komfortowo, rozleniwili się - komentuje Mordasewicz. - Za to spowolnienie zaostrza konkurencję i wszyscy zrywamy się do działania. Po czwarte, w trudnych czasach ludzie chcą zabezpieczyć się na przyszłość i zaczynają oszczędzać, a to akurat Polakom się przyda - bo na razie nie oszczędzamy ani nie odkładamy na swoje emerytury.

Po piąte, spowolnienie może przywrócić normalność na rynku pracy. - Brak fachowców w niektórych branżach, np. budownictwie, spowodował, że gdy pracownicy nie dostawali podwyżki, następnego dnia odchodzili do konkurencji - tłumaczy Wojciechowski. Oczywiście i tak wiele problemów wciąż pozostanie do rozwiązania. Na przykład łatwo dostępne świadczenia społeczne powodują, że w Polsce mamy zbyt mało osób aktywnych zawodowo. Gdy w końcu powróci lepsza koniunktura i firmy zaczną szukać pracowników, znów pojawi się problem wysokiego wzrostu wynagrodzeń - przestrzega. - Gdyby dostęp do tych świadczeń został ograniczony, w okresie ożywienia gospodarczego moglibyśmy dłużej cieszyć się wysokim tempem wzrostu zatrudnienia. W przeciwnym razie poprawa sytuacji na rynku pracy znów okaże się krótkotrwała.

- Kryzys ma bardzo istotne znaczenie dla gospodarki i społeczeństwa - wpływa na działania konsumentów, pracodawców, pracowników, rządów - podsumowuje Mordasewicz. - Musi co pewien czas przyjść, żeby ludzie oprzytomnieli.

Kalkulator wynagrodzeń 2009 - oblicz swoje składki i pensję według nowych podatków



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

  • Rynek pracy A.D. 2009 elpacho83 12.01.09, 09:42

    Bardzo dobry artykuł, zgadzam się w zupełność ... ludzie muszą oprzytomnieć ....»

  • Rynek pracy A.D. 2009 12.12a1 12.01.09, 09:56

    Juz Sybilla przepowiedziala,ze Lewiatan uwolni sie z podziemi Lateranu i dokonazniszczen na ziemi i niebie.Ten czas nadszedl,bo jak slucham tych madrychignorantów(wszystkich),to nie wiem,czy»

  • Mordasewicz idź na etat do Biedronki wejsunek7 12.01.09, 11:03

    i nie chrzań swoich głupot... dla Ciebie "pracowmik" to taki gatunek bydła?»