Zagraniczne pośredniaki - niedościgniony wzór?

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-01-12, ostatnia aktualizacja 2009-01-12 16:18

Nasza 50-letnia dziennikarka szuka pracy za pośrednictwem Powiatowego Urzędu Pracy w Warszawie. Spotkani tam bezrobotni, którzy wrócili niedawno do kraju, opowiadają, jak działają pośredniaki za granicą.

Tak to wygląda w Polsce.
Fot. Grażyna Jaworska / AG
Tak to wygląda w Polsce.
A co by było, gdyby baba chodziła nie do polskiego urzędu pracy, tylko gdzieś w świecie? - To by się mniej stresowała - mówi Sławomir, bezrobotny, który niedawno wrócił z Anglii i za niedługo zamierza tam znów wyjechać. Na Wyspach korzystał z agencji pośrednictwa pracy. W Polsce tylko raz poszedł do pośredniaka. - To była porażka. Postanowiłem, że nigdy już tego nie zrobię. Sam sobie znajduję pracę, najchętniej za granicą - wyjaśnia.

Sławomir jest z wykształcenia nauczycielem historii. Krótko uczył w Polsce. Potem pojechał do Londynu. Pracował tam cztery lata - w hotelu, w parabanku i jako archiwista w prywatnej firmie. Pracy szukał przez internet albo za pośrednictwem rządowych agencji JobCenter i JobCenter Plus. - Mieszczą się zazwyczaj w centrum miasta. Oznaczone są potężnymi logo. Trudno je przegapić. Nie są to jakieś duże instytucje. Zatrudniają niewielu urzędników - opowiada. - A przede wszystkim tam pracownik agencji nie wyszukuje ofert i nie decyduje o tym, czy jest ona odpowiednia. Nikt nikogo nie straszy pozbawieniem statusu bezrobotnego.

W każdym biurze przy wejściu znajduje się recepcja, tu szukający pracy uzyska podstawowe informacje: jak się zarejestrować, gdzie i w jaki sposób uzyskać NIN (National Insurance Number). Dowie się także o przysługujących świadczeniach, o lokalnych agencjach pracy. A jeżeli pracownik recepcji nie będzie w stanie udzielić wyczerpujących odpowiedzi, skieruje klienta do specjalisty.

- I tu muszę na jedną rzecz zwrócić uwagę. Urzędnicy pomagają nie bezrobotnym, ale osobom szukającym pracy. To określenie już świadczy o tym, jak do tych osób podchodzą - podkreśla.

Jeśli szukający pracy chce się zapoznać z ofertami, ma do dyspozycji job pointy, czyli stanowiska wyposażone w monitory z systemem dotykowym, na których przegląda aktualne oferty. Jest kilka kryteriów wyszukiwania: region, czas pracy lub branża itd. I zaraz można wydrukować to, co jest interesujące.

- Nie trzeba być zarejestrowanym jako bezrobotny, by móc skorzystać z ofert. Od razu można też zadzwonić do przyszłego pracodawcy. Cały czas są dostępne aparaty telefoniczne. Są wyposażone w przyciski szybkiego wybierania numerów, np. z urzędu podatkowego, departamentu zabezpieczenia społecznego oraz infolinii rejestrującej bezrobotnych. To bardzo przydatne, by zebrać dodatkowe informacje.

Sławomira zaskoczyła liczba ofert. - Było ich bardzo dużo. Nie tak jak u nas w Powiatowym Urzędzie Pracy w Warszawie. Są różne: dla osób z wyższym wykształceniem i po podstawówce, dla sprzątaczek i menedżerów z górnej półki.

Pracownicy urzędu pomagają też w napisaniu życiorysu, listu motywacyjnego, wypełnieniu formularzy. W każdym oddziale JobCentre można uzyskać informacje, jak założyć własną działalność gospodarczą. Można mieć też własnego doradcę, który na początku jest przewodnikiem po angielskiej "rzeczywistości gospodarczej"

- A w niektórych biurach są teraz pracownicy mówiący po polsku. W Anglii bezrobotny jest osobą, której się pomaga. Nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, by podejrzewać, że przyszedł wyłudzić zasiłek lub ubezpieczenie zdrowotne.

- W USA pośrednictwo pracy jest jeszcze bardziej skomputeryzowane - tłumaczy 52-letnia Marta. Mieszkała i pracowała w Stanach prawie 15 lat. Ostatnio w banku. Zajmowała się przyjmowaniem wniosków kredytowych. Parę razy trafiała do tamtejszych urzędów pracy.

- Tam pośrednik pracy jest po to, by pomóc ci wypełnić odpowiedni formularz. Informacje o tobie, o twoich kompetencjach, wykształceniu itp. trafiają na stronę internetową. Jest to tak zrobione, że każdy pracodawca może tam wejść i je odszukać. I potem skontaktować się z tobą - wyjaśnia.

Na tej samej stronie są oferty pracy posegregowane w bardzo dostępny sposób.

- Zaskakuje mała liczba propozycji publikowanych na stronach internetowych naszych urzędów pracy. Poza tym u nas jest groch z kapustą. Nie ma żadnych kategorii typu wiek, wykształcenie kandydata, branża.

W USA bezrobotny nie jest zmuszany do tego, by co jakiś czas zgłaszać się do pośredniaka.

- Nikt w ten sposób nie weryfikuje jego "gotowości do podjęcia pracy" - że zacytuję polski dokument. Nie ma takiej potrzeby, wystarczył telefon - zapewnia moja rozmówczyni.

Marta dzwoniła pod numer automatycznej sekretarki określonego dnia i w określonych godzinach. Ostatnie liczby numeru, pod którym była zarejestrowana, mówiły o tym, że ma to zrobić np. w piątki między 14 a 18. Po komendzie usłyszanej w słuchawce wciskała odpowiedni klawisz i komputer otrzymywał informacje, że nadal szuka pracy.

Za pomocą internetu potwierdzała aktualność informacji o sobie.

- Wystarczyło kliknąć myszką na własną aplikację i już jest wiadomo, że coś się w twoich danych zmieniło - wyjaśnia Marta.

- Działanie tam tego systemu jest znacznie mniej stresujące dla bezrobotnego. Tam urzędnik pośredniaka nie jest kimś, kto dysponuje jakimś poszukiwanym, luksusowym dobrem i może go je dać lub nie.

Jak to jest za granicą?

Zasiłek dla poszukujących pracy

Jeśli przepracowałeś w Wielkiej Brytanii legalnie cały rok - byłeś zarejestrowany w Programie Rejestracji Pracowników (WRS), płaciłeś podatki i odprowadzałeś składki na ubezpieczenie społeczne, masz 18 lat - możesz liczyć na zasiłek. Przysługują ci takie same prawa jak innym mieszkańcom Wysp. A zasiłek przysługuje osobom aktualnie bezrobotnym oraz czasem pracującym mniej niż 16 godzin tygodniowo. W Wielkiej Brytanii są dwa rodzaje zasiłku dla bezrobotnych: oparty na składkach (Contribution-based Jobseeker's Allowance) i oparty na dochodzie (Income-based Jobseeker's Allowance). Żeby uzyskać ten pierwszy, musisz być dyspozycyjny, zdolny do pracy, aktywnie poszukiwać zatrudnienia, być gotowy do podjęcia pracy i mieć poniżej 65 lat (mężczyźni) lub 60 lat (kobiety). Żeby otrzymać ten drugi, oprócz spełnienia tych warunków nie możesz mieć oszczędności większych niż 16 tys. funtów (94 tys. zł), a twój partner nie może pracować więcej niż 24 godziny w tygodniu. Zasiłek "składkowy" wynosi maksymalnie 57,45 funta (338 zł) tygodniowo i otrzymują go osoby, które opłaciły wystarczającą ilość składek na ubezpieczenie społeczne. Zasiłek "dochodowy" to maksymalnie też 57,45 funta tygodniowo dla osób samotnych i maksymalnie 90,1 funta (530 zł) dla pary bezrobotnych. Oba zasiłki pobiera się do momentu podjęcia pracy. Jeśli przez sześć miesięcy nie uda się jej znaleźć, trzeba ponownie przejść przez proces składania aplikacji. Podstawowa różnica między polskim zasiłkiem dla bezrobotnych a brytyjskim jest taka, że angielska nazwa Jobseeker's Allowance w dosłownym tłumaczeniu oznacza "zasiłek dla szukających pracy".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 27 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Zagraniczne pośredniaki - niedościgniony wzór? sselrats 14.01.09, 02:09

    Zasilek w USA dostaje sie w formie cotygodniowych czekow, przez pol roku max. Co tydzien trzeba na internecie wypelnic raport z nazwami firm, a wnich osob, z ktorymi kontaktowalo sie w »