Tajne zapiski pokładowe : Stary z czerwoną twarzą i poluźnionym kołnierzykiem opowiadał mi właśnie jak to zeszłej wiosny Francuzi chcieli przejąć nasz statek abordażem z pokładu "Anne Marie". Chryste! Znałem ten statek. Była to mała przetwórnia ryb, dwadzieścia chłopa wszystkiego i stojąc burta w burtę z nami wyglądaliby jak rybka Nemo przy tuńczyku.
Nici z dalszej konspiracji. W pośredniaku wiedzą, kim jestem. Co prawda urzędniczką wyszukująca dla mnie ofertę pracy nie skojarzyła mnie z "gazetową babą", ale następna, która wyznaczała mi termin wizyty w urzędzie pracy, poznała mnie bezbłędnie. - A to pani pisze o urzędach pracy? - zagadnęła. Przytaknęłam, zżymając się w duchu, że przestaję być anonimową bezrobotną pięćdziesiątką. Nie wytrzymałam i zapytałam, jak mnie poznała. - Urzędnicy pośredniaka także czytają "Gazetę Praca" - uśmiechnęła się. Ale skierowanie do pracy dostałam wcale nie po znajomości.
Pierwsza oferta... W dziale pośrednictwa tak jak poprzednio zostałam wylegitymowana i urzędniczka szybko sprawdziła w komputerze, czy czegoś dla mnie nie ma. Było, i to - jak podkreśliła - w ramach programu "50+". Na początku roku pojawiły się oferty prac interwencyjnych i robót publicznych dla starszych bezrobotnych. Urząd miasta poszukuje pracowników. - Chodzi o pracę biurową, przez pół roku, w którymś z urzędów dzielnicowych. Płacą 1400 zł. Kiedy moja rozmówczyni zobaczyła, że rzednie mi mina, dodała pocieszająco: - Czasami przedłużają o kolejne sześć miesięcy. A nawet można tak zdobyć stałą pracę. Na stronie internetowej urzędu wśród 380 ofert jest podobna. W prywatnej firmie asystentowi biura płacą 2 tys. zł. Okazała się jednak już nieaktualna. - Za dwa dni u nas odbędzie się spotkanie informacyjne dla kandydatów. Musi pani przynieść CV i świadectwo pracy - poinformowała mnie pośredniczka. Odebrałam skierowanie. Dopiero na nim przeczytałam, że na proponowanym mi stanowisku wymagane jest wykształcenie średnie - technik administracji. Ale widać magister dziennikarstwa też się nadaje.
...i pierwsze spotkanie rekrutacyjne Pod salą 118 czeka kilka osób. Jest godz. 14, o której "moja" grupa bezrobotnych miała się stawić. Nie wyglądają na osoby objęte programem "50+". Tylko dwie panie są mniej więcej w moim wieku. Okazało się, że nie skończyły się przesłuchania naszych poprzedników. Czekamy. Od razu rusza giełda informacji - tych prawdziwych i tych fałszywych. Ratusz poszukuje osób, które mają pracować w wydziale nieruchomości i w jego filiach na terenie miasta. - Szkoda - komentuje postawna blondynka. - Wolałabym w urzędzie stanu cywilnego. Każdy wychodzący jest odpytywany, jak wygląda rekrutacja i o jaką pracę chodzi. Urząd miasta dysponuje ponad 90 miejscami dla pracowników biurowo-administracyjnych.
- Chodzi o pomoc w sekretariatach, archiwizację i kserowanie dokumentów - opowiada ostatni, który opuszcza salę.
- A o co pytają?
- Najpierw proszą o CV, a potem pytają, czy taka praca kogoś interesuje.
Blady strach pada na oczekujących pod drzwiami. Zajęcie jest mało atrakcyjne, ale krytykować nie warto, bo może się okazać, że nie mamy motywacji do pracy. A coś takiego może się skończyć utratą statusu bezrobotnego - uważają wszyscy kandydaci na pracowników ratusza.
- Trzeba się zgodzić, a potem wybrzydzać, że za daleko do miejsca pracy, że dzieci trzeba do szkoły odprowadzić - proponuje ktoś.
- Mnie nie interesują roboty publiczne. Co to za wynagrodzenie - młoda szatynka szybko liczy w pamięci. - Niecały tysiąc złotych na rękę. No, ale tego to im chyba nie powiem.
Tylko jedna młoda kobieta próbuje znaleźć plusy tej oferty. Nikt jej nie słucha. Zrezygnowana dodaje: - Już dziesięć lat nie mam pracy. Każdy z nas po kolei znika za drzwiami. Pięć pań z komisji rekrutacyjnej patrzy na moje dziennikarskie CV ze zdziwieniem.
- Czy pani jest zainteresowaną naszą propozycją?
- Nie - odpowiadam i powiększam konsternację. Mówię, że nie jest zgodna z moim wykształceniem i doświadczeniem zawodowym. Na pewno mnie nie rozwinie i nie da mi większych możliwości na rynku pracy. Czekam chwilę na to, co wpiszą w skierowanie. Odmówiłam przyjęcia oferty. Karnie mnie wyrejestrują czy nie? "Oferta nie jest zgodna z kwalifikacjami bezrobotnej" - napisano w dokumencie. Ciekawa jestem, czy to dlatego, że jestem "babą" z "Gazety", czy dlatego, że wreszcie bezrobotny ma prawo do satysfakcjonującej go pracy?
Za tydzień: Na zarzuty bezrobotnych i czytelników na temat działalności urzędów pracy odpowiedzą szefowie Powiatowego Urzędu Pracy w Warszawie