Interesy można załatwiać w biurze, na spotkaniach biznesowych, przy kolacji czy obiedzie. Często towarzyszą im poufne rozmowy i nie chcemy, by ktokolwiek je usłyszał. Bywa, że nie da się łatwo znaleźć pustego pokoju ani innego zacisznego kąta. Ale w każdej firmie jest takie miejsce, które - przynajmniej niektórym - wydaje się idealne. Okazuje się bowiem, że w toalecie załatwia się nie tylko potrzeby fizjologiczne, ale również sprawy o całkiem innym charakterze.
Krystyna Borowik: - Nigdy nie zapomnę, gdy w poprzedniej pracy mój szef rozmawiał w WC przez telefon i załatwiał jakiś bardzo ważny kontrakt. Do tej pory nie wiem dlaczego właśnie tam, skoro mamy pokój konferencyjny. Ja przyszłam do łazienki, zrobiłam swoje i... spuściłam wodę. Po 10 minutach do biura wchodzi purpurowy ze zdenerwowania boss i pyta: kto k... śmiał spuścić wodę w takim momencie?
Niektórzy chronią się w łazienkach przed
nasłuchem ze strony przełożonych. Bo gdzie można pozwolić sobie na chwilę prywatności, jeśli pracuje się np. jako
konsultant infolinii w tzw. open space - zachodnim przeszczepie, polegającym na sadzaniu wszystkich pracowników w jednym pomieszczeniu, by mogli (musieli) się widzieć, słyszeć, a często nawet czuć oddech kolegi na plecach? Tak jest podobno wydajniej, bo szef ma wszystkich na oku. I łatwiej - bo można poprosić o pomoc kolegę z tytułem "starszego" lub "kluczowego" konsultanta, szybko skonsultować jakiś problem. Tyle teorii wykładanej przez jej entuzjastów - pracownicy i tak wiedzą swoje. - Jedyne miejsce, w którym można odpocząć od tych głosów i ciągłego jazgotu, to palarnia. Ale dla niepalących to problem, bo śmierdzi, jak to w palarni. Pozostaje więc toaleta. Są dwa miejsca siedzące i cztery stojące. Wszyscy chcą zająć siedzące, więc ciągle ich brakuje. Niektórzy przychodzą z gazetkami lub telefonem i piszą sms-y. Inni dzwonią do mamy, żony, pytają o dzieci itp. Wszyscy spędzają tam zdecydowanie więcej czasu niż trzeba, po to, by... odpocząć - przekonuje 32-letni Andrzej, który pracuje jako konsultant w banku. U niego w firmie toaleta pełni więc rolę pokoju relaksacyjnego. - Brakuje tylko stołu do bilardu - śmieje się Andrzej. I tak by się nie zmieścił, ale i bez niego może być ciekawie. W tej samej firmie, ale w damskiej toalecie też często brakuje miejsc siedzących. Powodem jest... psychika. Kobiety (przynajmniej te, które tam pracują) muszą się bowiem czasem komuś zwierzyć, szczerze porozmawiać. Zamykają się wtedy w toalecie i przez co najmniej kilka minut nikt nie może do niej wejść. Czasami powoduje to konflikty, ale częściej
zabawne sytuacje. Na tablicy z grafikiem i dyżurami do dziś wisi zdjęcie zrobione przez jednego z kolegów. Jest na nim kilkuosobowa kolejka do damskiej łazienki i podpis: "Kochamy swoją pracę".
Uśmiech przyklejam w toalecie Damska toaleta służy też za przebieralnię. - Do pracy brnę przez śnieg w kozakach, swetrze, spodniach i grubej kurtce. A za biureczkiem muszę mieć białą bluzeczkę, spódnicę lub spodnie w kant i pantofle. Przebieram się więc w łazience, wyciągam z torebki szminkę, poprawiam makijaż, przyklejam uśmiech nr 2 i już jestem gotowa - mówi Anna Traska z Gdańska, pracująca jako ubezpieczyciel. - Niemal wszystkie dziewczyny tak robią, zarówno zimą, jak i latem. Zimą jest niezły ubaw. Kiedyś ochroniarz zatrzymał koleżankę, która wychodziła z pracy na dziesięciostopniowy mróz, bo jej nie poznał. Potem opowiadał, że był w szoku, bo weszła do łazienki Monika, a wyszła jakaś gruba baba. Do tej pory Monika patrzy na niego wilkiem - dodaje Traska. W toalecie można też przymierzyć ciuchy z pobliskiego centrum handlowego. Niemal w każdym butiku można bowiem dogadać się ze sprzedawcą w sprawie ewentualnego zwrotu jeszcze tego samego dnia. A w firmowej toalecie można nie tylko strój przymierzyć, ale również zaprezentować się koleżankom - i jeśli pojawią się oznaki zazdrości lub zachwytu - już wiadomo, że zwracać nie trzeba.
Tam wszyscy jesteśmy równi W toaletach biurowców można usłyszeć najciekawsze historie. Dość powszechne są rozmowy na tematy prywatne, a także... zawieranie znajomości. No bo gdy po raz kolejny w tym tygodniu stoi się obok człowieka, którego codziennie mija się na korytarzu, to jakoś tak głupio w milczeniu... Poza tym to specyficzne miejsce zdecydowanie skraca dystans. W toalecie - niczym kiedyś w partii, sile przewodniej narodu - wszyscy jesteśmy przecież równi.
Inną kategorią są rozmowy telefoniczne, bo przecież nie wypada kłócić się z żoną w biurze, albo na holu, gdzie słuchają nas także przypadkowi nieznajomi. Ale w łazience, to całkiem co innego. I nawet gdy żona już się obrazi i nie chce odezwać, to chociaż echo odpowie. Zdecydowanie najpopularniejsze są jednak rozmowy biznesowe. Z natarczywym klientem można czasami porozmawiać niemal tylko w toalecie, bo wprawdzie rozmowy nie są nagrywane, ale szef lubi posłuchać. - Gdy mam pewność, że klient jest prostym chłopem, z którym trzeba rozmawiać prostym językiem, to staram się to robić. Naszym przełożonym nie podoba się jednak, gdy skracamy dystans i nie jesteśmy zbyt oficjalni, "bo wszystkie oddziały na świecie są". Tylko, że tu trzeba trochę realizmu i znajomości ludzkiej psychiki. Jeśli facet jest prosty, to trzeba mu mówić prosto z mostu, a nie mydlić oczu technicznymi formułkami - przekonuje
sprzedawca klamek w sopockim oddziale międzynarodowej firmy. - Jeśli chcę być uczciwy wobec klienta, a przede wszystkim chce być zrozumiany i ubić interes, to muszę wyjść żeby rozmawiać w jego stylu. A gdzie to można zrobić jak nie w toalecie? Gdy słyszę, że ktoś wchodzi, to udaje zakłócenia i się rozłączam, a po chwili oddzwaniam. To lepsze, niż tłumaczenie się przełożonemu i odpowiadanie na pytania w stylu: "dlaczego użył Pan słowa 'przeciętne', opisując jeden z naszych produktów?".
Usługa płatna w kibelku Nie każdy ma jednak tak dobrze, bo toalety w biurach to jedno, a np. na stacjach benzynowych całkiem co innego. W niektórych z nich samo wejście do środka, może być traktowane jako przygoda dla miłośników sportów ekstremalnych. Ani wejście do Unii Europejskiej, ani huczne wkroczenie w XXI wiek, nie zrobiły wrażenia na właścicielach niektórych miejsc z toaletami. - Często wyjeżdżam i przestaję się dziwić, że niektórzy wolą sikać w lesie niż np. na stacji benzynowej. Na stacjach sieciowych jest jeszcze ok, ale u niektórych prywaciarzy wciąż jest średniowiecze. Dziękuję Bogu, że mogę stać, bo bez tej możliwości chyba bym się załamał. Albo coś złapał - denerwuje się
dyrektor handlowy firmy Donmat, Maciej Karolak. - Najgorsze jest jednak to, że ostatnio byłem w Pekinie i zobaczyłem jak tam to wygląda. W jednym z centrów handlowych wszedłem do środka, a tam miła muzyczka, piękny zapach i ekran telewizora wbudowany w lustro. Można się załamać, bo nie było to jakieś ekskluzywne miejsce, ale coś na kształt naszych domów towarowych czy hal targowych - kręci głową Karolak. - Wiecie jak jest u nas? Nie chcę generalizować, ale pod tym względem na pewno jesteśmy jeszcze daleko za Chińczykami - denerwuje się. I jakkolwiek do tak radykalnej opinii można mieć zastrzeżenia, bo została wyciągnięta dość pochopnie, to fakty pozostają faktami. A te są nieubłagane.
Toaleta w nowym centrum handlowym Madison w Gdańsku była swego czasu miejscem schadzek pań lekkich obyczajów z klientami. Wykorzystały fakt, że pomieszczenie przeznaczone dla niepełnosprawnych było niemal zawsze puste i czyste - mało osób z niego korzystało. Zamykały się więc tam z panami i świadczyły swoje usługi. Sprawa wyszła na jaw, gdy do środka próbował dostać się jeden z ochroniarzy. Panie przez długie tygodnie nie mogły zrozumieć, że nie są mile widziane nie tylko dlatego, że nie płacą czynszu, ale także z powodu uprawianej profesji. Na szczęście klienci galerii handlowej się nie skarżyli, bo nic nie zauważyli ani nie usłyszeli. Toaleta została ostatecznie odbita, gdy ochrona zaczęła zamykać ją na klucz, który był wydawany tylko na prośbę klientów. To rozwiązało problem, a pracowite panie przeniosły się w bliżej nieokreślone miejsce. Wiadomo jedynie, że w pobliskiej restauracji KFC toaleta także jest zamykana.
Weź udział w Internetowym Badaniu Wynagrodzeń 2009