Deweloper, u którego pracował Adam Majewski z Warszawy, dwa miesiące temu nie dostał kredytów bankowych na kolejne budowy. Musiał wstrzymać kolejne inwestycje i zwolnić kilkudziesięciu pracowników. Na nową ofertę Majewski nie musiał jednak długo czekać. Otrzymał pracę w firmie budowlanej - podwykonawcy dużego przedsiębiorstwa budującego 10-kilometrowy odcinek północnej obwodnicy przez Warszawę. Po krótkiej rozmowie kwalifikacyjnej dostał umowę do podpisania. Jednak tym razem różniła się od tych, jakie podpisywał dotychczas. Etat, praca na czas nieokreślony. Bez żadnego okresu próbnego. - Szef powiedział, że potrzebuje fachowców od razu. Wystarczyło mu moje świadectwo pracy i rekomendacja z poprzedniej firmy - wspomina Majewski. Stałe umowy otrzymało także kilku jego kolegów. Tych z kolei nowemu pracodawcy zarekomendował sam Majewski.
Zaufanie procentujeOkresu próbnego nie musieli przechodzić nowi specjaliści w PricewaterhouseCoopers. Anna Herra odpowiada dziś w firmie za rekrutację, Grzegorz Puczyłowski jest menedżerem. - Umowa na czas nieokreślony to wyraz zaufania ze strony pracodawcy i partnerskiego podejścia w relacji z przyszłym pracownikiem. W PricewaterhouseCoopers decydujemy się na tę formę umowy w procesach rekrutacji ekspertów z bogatym doświadczeniem zawodowym. Do zatrudnienia wystarczy bardzo dokładna analiza kompetencji, doświadczeń i osiągnięć kandydata. Weryfikujemy też przedstawiane przez nich referencje - mówi Herra.
Dla Grzegorza Puczyłowskiego brak okresu próbnego miał istotny wpływ na decyzję o dołączeniu do zespołu. - Takie podejście ze strony firmy sprawiło, że potencjalne obawy, które zazwyczaj pojawiają się przy okazji zmiany pracy, są od razu zdecydowanie mniejsze. Dało mi to duże poczucie komfortu i możliwość skupienia się na innych, bardzo ważnych aspektach związanych ze zmianą - mówi. - Był to też dla mnie wyraźny przejaw kultury organizacyjnej panującej w firmie. Zmieniając pracę, zawsze staram się patrzeć w perspektywie przynajmniej kilku lat. Jeżeli widzę, że pracodawca podchodzi do tego w podobny sposób i od razu proponuje mi umowę na czas nieokreślony, to wiem, że nie tylko ja traktuję tę sprawę poważnie i długoterminowo - dodaje Puczyłowski. Jego zdaniem takie podejście pracodawcy to nie kwestia docenienia pracownika, ale wpływa bardzo pozytywnie na morale przyszłego nowo zatrudnionej osoby. - Tak było w moim przypadku - przekonuje.
Kto się boi, a kto nieHead hunterzy nie mają wątpliwości. Kryzys finansowy zmienia podejście wielu osób do zmiany pracy. - Nowemu pracownikowi zależy na jak najlepszych warunkach zatrudnienia. Nie ukrywajmy, że okres próbny to czas niepewności, zachwianego poczucia bezpieczeństwa i wracającego pytania - co wydarzy się po tych trzech miesiącach. Do tego dochodzą
kredyty, zobowiązania finansowe, codzienne wydatki, które wpływają na to, że patrzymy na okres próbny niechętnie - mówi Agnieszka Kaczmarczyk z Grafton Recruitment Polska. - Sytuacja na rynku pracy również nie sprzyja temu rozwiązaniu. Jesteśmy coraz mniej pewni jutra, przez co decyzja o zmianie pracy jest dziś o wiele bardziej przemyślana. Kandydaci boją się rezygnować z pewnego zatrudnienia na rzecz nowej firmy, w której stałe zatrudnienie warunkuje przejście trzymiesięcznego okresu próbnego. Perspektywa możliwości rozwoju i awansu nie jest dziś tak istotna, jak była jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu - dodaje.
Rekruterzy zauważyli pewne prawidłowości. Wśród pracowników administracyjnych, specjalistów z zakresu finansów, bankowości czy technologii okres próbny budzi najmniej emocji. - Zupełnie inaczej odbierane jest to wśród stanowisk wymagających zadaniowej i targetowej organizacji pracy. Mam tu na myśli handlowców, specjalistów od marketingu, doradców, koordynatorów inwestycji, kierowników projektów
IT, kierowników budowlanych czy konsultantów. Takim osobom faktyczne wykazanie się na stanowisku zabiera zdecydowanie więcej czasu. Pracownicy przez dłuższy okres budują portfolio klientów, na bazie którego faktycznie zaczynają działać - przekonuje Kaczmarczyk.
Prześwietlenie, a nie próbaDr Marek Suchar z Instytutu Promocji Kadr zajmującego się doradztwem personalnym opowiada: - Ostatnio jeden z kandydatów, składając swoje CV, powiedział, że ma za sobą 15 lat zawodowego życia, i to jest jego okres próbny. Przyznaje, że coraz częściej osoby aplikujące na wyższe stanowiska zaznaczają na początku rozmowy, że nie ma mowy o żadnej próbie. - Dla nich to kwestia komfortu zawodowego. I nie ma się czemu dziwić. Na takich stanowiskach możemy oceniać pracownika po przepracowaniu minimum jednego roku. Podobnie jest w sprzedaży. Przed handlowcami stawia się cele sprzedażowe na najbliższe 6-12 miesięcy - mówi dr Suchar. Jego zdaniem menedżerowie, dyrektorzy i prezesi wychodzą w zamian z inną inicjatywą. Zgadzają się, aby dokładnie analizować, badać i sprawdzać ich dokonania. Ale to nie wszystko. W zbliżony sposób na okres próbny reagują pracownicy zobowiązani surowym zakazem konkurencji. - W ich przypadku przejście do innej firmy może się wiązać z poważnymi konsekwencjami, np. karami finansowymi. Ponadto taki pracownik nigdy nie zdecyduje się na podpisanie umowy o zakazie konkurencji podczas trwania okresu próbnego - przekonuje Kaczmarczyk. Absurdalnie w ciągu pierwszych trzech miesięcy pracy można zdobyć bardzo dużo informacji o firmie. Proponowanie tego rozwiązania takiemu pracownikowi jest więc niekorzystne zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Co pracownicy sądzą o pracodawcy, który rezygnuje z okresu próbnego? Zdaniem Agnieszki Kaczmarczyk takie oferty spotykają się z dużym zainteresowaniem. - To ukłon w stronę pracownika, czasem nawet karta przetargowa podczas negocjacji warunków zatrudnienia - mówi.
Co na to pracodawcy?Tomasz Pietrzak,
dyrektor agencji PR Guarana Communications, przyznaje, że okres próbny w ogóle nie jest potrzebny, aby zatrudnić kandydata. - Wystarczy porządna selekcja. Ja sprawdzam na rozmowie kwalifikacyjnej, czy kandydat potrafi zaproponować ciekawe rozwiązanie dla klienta. Czasami zlecę pracę domową. Dodaje, że w branży PR nie ma czasu, aby nad kimś stać i uczyć przez trzy miesiące. - Klient oczekuje natychmiastowych efektów - przekonuje Pietrzak.
- Właśnie rekrutujemy specjalistów z dziedziny społecznej odpowiedzialności biznesu do naszego nowego oddziału w Polsce. Dużą wagę przywiązujemy do samego procesu rekrutacji, inwestujemy w
szkolenia i rozwój zatrudnianych osób, dlatego też stawiamy na stałą współpracę. Ponieważ prawdziwych specjalistów z tej dziedziny w Polsce jest niewielu, zatrudniamy na czas nieokreślony. Ludzie, którzy do nas przychodzą, to osoby, które już sprawdziły się w biznesie - mówi Michał Dżoga, dyrektor zarządzający z Braun & Partners Polska.